piątek, 22 marca 2013

Medytacja (cz. 3) - Pierwsze kroki

Medytacja (cz. 3) - Pierwsze kroki

________________________________________

Strony:
________________________________________

Pierwszym i najważniejszym krokiem to jest głębokie uzmysłowienie sobie jak ważna jest medytacja na duchowej drodze rozwoju. Pomijam już kwestię samej chęci duchowego rozwoju. To sam start, ale i w tym starcie medytacja, a raczej siedzenie, wykonywane dla relaksacji, może ukazać człowiekowi, że istnieje głębszy, doskonalszy wymiar istnienia, niż doczesność, to znaczy świat zmysłów i pogoni za ich zaspakajaniem. Medytacja może wyrwać z doczesności i uczynić ten start, i dalej poprowadzić przez wszystkie fazy rozwoju duchowego. Dlaczego tak się dzieje? Ten aspekt medytacji porównuję do peryskopu w łodzi podwodnej. Peryskop pozwala na spojrzenie z wyższego punktu widzenia, znad powierzchni wody, kiedy łódź jest wciąż pod wodą. To samo jest przy medytacji, kiedy uważność medytującego jest skoncentrowana i skierowana do wewnątrz bez zewnętrznych codziennych zakłóceń. W ten sposób można jakby za pomocą peryskopu ujrzeć wszystko z nieco wyższego punktu świadomości, niż na co dzień faktycznie się przejawia. Kiedy ujrzy się, że wyższy stan świadomości jest o wiele bardziej spełniający, to pojawia się chęć życia na co dzień w tym stanie świadomości. I tu jest tak ważna praca zewnętrzna nad przejawianiem się w życiu. Innymi słowy, teraz cała „łódź” naszego umysłu w swym codziennym przejawianiu ma się bardziej wynurzyć, a dzięki temu „peryskop” medytacji będzie sięgał jeszcze wyżej.

Drugi krok to rozwinięcie silnej determinacji do wyzwolenia się z pełnej cierpienia iluzji doczesności, zwanej samsarą. Trzeba się krytycznie przyjrzeć zmienności życia, jego falowaniu od przyjemności do cierpienia, od spełnienia do zawodów i rozczarowań, od bogactwa do nędzy – to wszystko nieustannie faluje w tym nieskończonym cyklu narodzin i śmierci. Cenne są wszelkie rozważania po to tylko by naprawdę chcieć się wyzwolić z przymusowego krążenia w niezliczonych żywotach pełnych bólu i cierpienia. Tę silną determinację łączę ze współczuciem dla innych, czyli ścieżką bodhisattwy, to znaczy aby po wyzwoleniu z samsary wspierać innych do wyzwolenia. To bardzo wzmacnia własny rozwój, bo rozwija się bezinteresowność, poświęcenie i wiele innych cnót, a zarazem niweluje negatywną karmę a rozwija dobrą. Z drugiej strony, w stanie Oświecenia i tak ujrzysz jasno, że wszystkie czujące istoty to ty sam, tylko w innych przebraniach.

Trzecim krokiem będzie docenienie wiedzy, która towarzyszy medytacji. Bez tej wiedzy można przebywać na jakimś poziomie świadomości w uśpieniu. Tylko na najwyższych poziomach świadomości nie da się spać, ale na wielu niższych poziomach można bardzo przyjemnie sobie spać i oczywiście się zrelaksować. Z kolei na najwyższych poziomach świadomości pojawiają się Spełnienia, które zatrzymują rozwój i trudno sobie z tym poradzić, ponieważ jest się spełnionym w błogości, Anandzie. To są stany nieuniknione, ale posiadanie dalszej wiedzy pozwala pielęgnować głęboką inspirację, która kiedyś, we właściwym czasie rozkwitnie. Poziomów spełnienia nie da się przyśpieszyć, ale można w nich dojrzewać do dalszej drogi. Niemniej, każdy z poziomów Spełnienia wydaje się niczym Oświecenie, i mylenie tego jest obecnie bardzo częste u różnej maści nauczycieli medytacji.

Docenienie wiedzy to zarazem docenienie Mistrza. To czwarty element pierwszych kroków. Tego nie da się rozdzielić od siebie. „Peryskop”, czyli osobisty wgląd medytacji na tylko pewien ograniczony zasięg, a umysł będzie chciał ten wgląd przywłaszczyć sobie na różne sposoby. Mistrz to ktoś, kto patrzy z punktu Oświecenia i zdecydowanie „przycina” fałszywe kierunki ucznia. Mistrz nie dokona rozwoju za ucznia, nie odkryje za niego Ostatecznej Prawdy, ale jest w stanie inspirować z jednej strony a ucinać wszelkie błądzenie z drugiej. Bywa to czasem bolesne, ale może oszczędzić wielu lat a nawet żywotów błądzenia po manowcach ego. Po drugie Mistrz może skorygować błędy w technice i rozumieniu duchowej wiedzy. Tak więc Mistrza można raczej porównać do ogrodnika, który dostarcza kompostu do wzrostu (inspiracja, wiedza, technika) i środka chwastobójczego (pouczenia, wskazówki, indywidualne rozmowy), ale kwiat i tak sam musi wzrastać, aż w końcu też sam własnymi barwami rozkwita.

Wielu dziś uważa, że im Mistrz duchowy nie jest potrzebny, ponieważ każdy sam musi się wyzwolić. Oczywiście, że każdy sam musi się wyzwolić, ale nie zmienia to faktu, że każda edukacja, by była skuteczna i szybka wymaga kompetentnego nauczyciela. Nauka duchowa jest najtrudniejszą dziedziną ze wszystkich, bo zajmuje wszystkie żywoty a nie tylko kilka lat lub żyć, jak to ma się z doczesną edukacją. Niedocenienie Mistrza można porównać do próby nauki tańca siedząc w fotelu, mając książkę przed oczyma, gdzie pokazane są kroki, opis, oraz zapisane nuty. Sam kiedyś uczyłem się tańca w klubie tanecznym, potem uczyłem tańca na kursach. Jeżeli ktoś nie pokaże kroków, zasady ruchu, ich płynności, rytmiki i nie zagra na pianinie, to efekt czytania będzie żaden. Jedynie strata czasu i wyrobienie sobie fałszywych, często blokujących opinii o tym na wiele żywotów.

Oczywiście są wyjątki. To jest kiedy przez wiele żywotów rozwijało się medytację i wiele z drogi medytacji jest tylko kwestią przypomnienia. Wtedy wystarczy opis aby wzbudzić intuicyjną wiedzę i odnosi się wrażenie, że medytacja jest łatwa i szybko się pogłębia. To dobry znak. Jednak kiedy dochodzi się do miejsca, w którym się zatrzymało w poprzednim życiu, praca staje się trudna i bez kierunku. To znak, że czas na odszukanie Mistrza. Często jest to ten sam co z poprzednich żywotów. To się poczuje, tak działa karma pozytywnego związku z Mistrzem.

Ten artykuł piszę właśnie dla takich zaawansowanych dusz, aby sami mogli skorzystać jak najwięcej. Albo mogli przebudzić się do medytacji znanej z poprzednich żywotów, jeśli do tej pory jej nie rozpoczęli. Też dla tych co ich zapał osłabł, by dać im nowy impuls. Gdyby tak nie było, to moje pisanie nie miało by żadnego sensu. Z kolei ci, co się nie zetknęli się z medytacją w ogóle w żadnym z żywotów trudno jest zachęcić i raczej się to dzieje „przypadkowo”. Czyli w stanie silnego cierpienia mając za kogoś bliskiego, kto jest joginem, lub „ukrytym” joginem. Taki jogin widząc receptywny stan cierpiącego ma szansę wprowadzić nieszczęśnika na drogę medytacji.

Piąty, ostatni element to uczestniczenie w satsangach, czyli spotkaniach duchowych w grupie ludzi o podobnych aspiracjach, którzy skupieni są wokół wybranego Mistrza. Ma to ogromne znaczenie w podtrzymywaniu inspiracji duchowej, która często jest pod prąd otoczeniu a nawet rodzinie. Z jednej strony, by nie dać się zniszczyć przez ich wszelkiego rodzaju podchody, okpiwanie, a nieraz pogardę i groźby. Z drugiej strony by czerpać inspirację od duchowej grupy, sanghi, do własnej praktyki. Widząc jak inni sobie radzą z problemami na drodze duchowej, lub z problemem godzenia życia doczesnego z duchowym rozwojem jest niezwykle inspirujące i szybko wzrasta zrozumienie wielu spraw. Wtedy sadhana (praktyka duchowa) i dźńana (mądrość) szybko się umacniają i ugruntowują.

Dla podsumowania pięć pierwszych kroków:
1. Zrozumienie wagi medytacji dla rozwoju duchowego i wyzwolenia się.
2. Wzbudzenie w sobie silnej determinacji, dla pokonania wszelkich przeciwności.
3. Docenienie roli wiedzy duchowej na drodze medytacji. To nie tylko siedzenie.
4. Zrozumienie roli Mistrza duchowego i odnalezienie właściwego dla siebie.
5. Uczestniczenie w satsangach i w życiu całej sanghi.

Trzy ostatnie punkty to tzw. „Trzy Klejnoty”, czyli Buddha (Mistrz), Dharma (jego nauka), Sangha (społeczność uczniów).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.