niedziela, 26 lutego 2017

Radość Boga - dyskurs

2017-02-26

Radość Boga - dyskurs

W wymiarze czidakasza (które jest poza światami stworzonymi przez Brahmę, a więc poza wszelkimi uwarunkowanymi istotami) Bóg może nie tylko przyjąć formę, ale i doświadczać. Jest to doświadczanie poprzez Premę i tylko Premę, czystą miłość w jej niezliczonych barwach, aromatach i aspektach. Jednym z tych aspektów to radość.

Kiedy wielbiciel otwiera swe serce na miłość Boga, wtedy zaczyna być coraz bardziej świadomy Boskiego wymiaru czidakaszy. W tym wymiarze wielbiciel staje się też świadomy Boga, Jego formy, Jego działań i... zabawy. Bóg lubi się bawić i żartować. Nie jest do tego potrzebne ani jedno słowo. To porozumienie wprost z serca do serca. Jeśli słowa padają, to czuć je w sercu a nie w głowie. Co więcej Bóg używa całej pojęciowości wielbiciela, co jest nie do podrobienia. Jakby znał wielbiciela od podstaw, lepiej niż on sam. Po drugie jest to słodki kochający dialog z najbliższym przyjacielem. Żadnych arbitralnych poleceń, nigdy tego nie doświadczyłem. Nigdy, choć z Bogiem rozmawiam od lat. Arbitralność i surowość to cechy wyłącznie istot ze sfery stworzenia Brahmy czyli fizyczne (jak ludzie) i duchy. Tylko one próbują manipulować i podrabiać Boga.

Ponieważ ten wymiar kontaktu z Bogiem jest poza stworzeniem Brahmy, to jeśli tylko serce jest czyste, takiej komunikacji nie da się ani zafałszować, ani podrobić. Tam są uczucia prawdy, uczucia miłości, uczucia prawości, doskonałego sensu istnienia, niezmierzonego współczucia, ale nade wszystko uczucia jedności z Bogiem, Jego niezachwianej przyjaźni i radości w każdym aspekcie istnienia.

Wiele razy czułem i wciąż często czuję radość Boga. Nadal jest to jedno z moich najszczęśliwszych doznań. Kiedy postanawiam na przykład pomantrować w ważnej intencji Bóg wyraża radość i daje mi to poczuć. Tylko tak poznaję prawdziwie wagę tego czego się podejmuję. Czasem chcę pomantrować  właśnie tylko po to by Bogu sprawić radość. Ale czasem chcę komuś odpuścić, albo dla kogoś coś uczynić i w odpowiedzi nie raz czuję radość od Boga. Wszystko co płynie z bezinteresowności i miłości Bogu sprawia radość. Wsłuchując się w radość Boga uczę się wartościować. Uczę się tak Boskiego systemu wartości i drogi ku Niemu. Nawet modlitwy tak poszukuję w sobie by sprawiały Bogu radość. Tylko taka modlitwa ma dla mnie wartość, z innych rezygnuję.

Tak z resztą działa miłość, jak kochasz chcesz sprawiać ukochanej osobie radość, jak najwięcej radości. Ten artykuł też powstał zainspirowany radością Boga, którą poczułem w sobie. Bogactwo komunikacji w wymiarze czidakasza jest cudowne. Nie jest to związane z żadnych channelingiem, telepatią, głosami – to kompletnie chybione pomysły. Umysł jest jedynie pusty, pozytywny, jasny i lekki... zaś wszystko dzieje się w sercu bez słów lub ich minimum. Czasem tylko słyszę „kocham cię” a całą resztą dopełnia czysty kontakt z serca do serca rozkwitając uczuciami o coraz głębszym wymiarze w sercu i zasięgu w psychice. Czasem łzy same płyną, czasem choć ciało nieruchome dusza tańczy niesiona słodyczą uczuć... W istocie życie w uczuciach jest przebogate i przekolorowe. Wystarczy otworzyć oko serca.

Radość... której Bóg doznaje to tak subtelne uczucie, że trzeba się wyciszyć i je kontemplować. Ale zarazem jest to uczucie dogłębne, obejmujące całą duszę i kojące ją, opiekujące się nią, rozświetlające ją, czyniące ją przejrzystą jak kryształ i także radosną. Tak wiele mówi ta radość Boga, choć nie pada ani jedno słowo. Chce się w TYM być, chce się w TYM wzrastać i tworzyć. Radość Boga jest jak bezcenny klejnot o tak wielkiej wartości, że gdyby mieć tę wartość w złocie tu, na ziemi, to nigdy by się nie miało żadnych trosk o cokolwiek i kogokolwiek. To jak totalny dobrobyt. Nic dziwnego, że odczuwając radość Boga chce się dla Boga czynić wszystko. Sama ta radość daje tyle energii, że to „wszystko” staje się naprawdę możliwe. Ileż by można jeszcze pisać o radości Boga? Bóg radością obdarza na tyle sposobów... tylko się otworzyć i iść za „głosem” bezgłośnym Boga.

Swami P. SaiSiwa

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Nie zapomnij Kochać - wiersz

Nie zapomnij kochać - wiersz


Nowy rok, koniec świąt
Kolejne koło zatoczone.
Już do pracy, życia rytm
Jakże wszystko jest ulotne.

     Rok ten o dwóch nogach zacząłem.
     Lecz czy o lasce go nie zakończę?
     Życie płynie, wzrasta... i ubywa
     Jak wody przez dziurawe naczynia.

Niech ubywa, niech ubywa,
Takaż przecie jego jest natura
Lecz jakaż byłaby szkoda
Gdy ignorancji zaś przybywa!

     Jakaż szkoda, gdy z czasem życia
     Duma za gardło wciąż trzyma.
     Jaka szkoda, jaka szkoda...
     Czas stracony gdy wad nie ubywa.

Kiedy przyjdziesz już zmęczony
I spojrzysz w Me czyste oczy
Powiesz, wykrzykniesz: „ale przecież!
Zapomniałem... kochać.................”

     Ale to już czas stracony
     O gardło ścieśnione
     O bólu nieprzełkniony
     O żalu nieutulony...

* * *

O kochany! O kochana!
Porzuć dumę i jej wady
Wejrzyj we Siebie pókiś tutaj
I odkryj miłość wielką do Mnie.

     A Ja popłynę przez twe serce
     I wszystkie bramy ci otworzę,
     Lecz co jest najważniejsze
     Ja ciebie też tak KOCHAĆ będę!

Swami P. SaiSiwa

sobota, 16 kwietnia 2016

Medytacja Kryształowa

Medytacja Kryształowa

Medytacja Tęczowa:
http://saisiwa.blogspot.co.uk/2016/04/medytacja-teczowa-9-biay-wizja-atmy.html


Medytacja Kryształowa jest kolejnym etapem po Medytacji Tęczowej ale tylko na Drodze Kryształowej, czyli Premasattwy. Opisane jest to w Bramie Białej tejże medytacji. Dusza się powstrzymuje od zakończenia swej drogi Oświeceniem aby być w słodkiej unii z Bogiem w subtelnej dualności co prowadzi do takiego poziomu intensywności Premy, że dochodzi do zrodzenia Amrity. Amrita nie musi się fizycznie materializować, jednak dusza odczuwa ją bardzo wyraźnie.

Kryształowa Medytacja to nie pozycja ciała ani trening umysłu. To ekstaza medytacji duszy z umiłowania Boga. Aby dusza weszła w ten stan najwyższego zachwytu Bogiem najlepiej jest rozwijać modlitwę. Modlitwa jest cudowną bramą do tej medytacji. Podane tu dziewięć bram to raczej zjawiska, które doświadczyłem, ale nie muszą występować w podanej kolejności. Wiadome jest jedno, że zaczyna się od modlitwy i jej rozwijania. Te zjawiska duchowe nie są jedyne i zależą od indywidualnej relacji z Bogiem, choć podane poniżej z pewnością występują, są pewnym odniesieniem.

1. Modlitwa


Modlitwa jest ważnym elementem świadomego rozwoju duchowego. W modlitwie rodzi się i formułuje mądrość. Gdy nie wiesz jak się modlić, to módl się o prowadzenie, o inspirację, o to by Bóg modlił się przez ciebie. Wiedz, że przyszedłeś z Boga dla Jego radości co też sam odczujesz dla siebie. W modlitwie, czy adoracji musisz do tego dotrzeć.

Modlitwa powinna skupiać się na sprawach głębokich i ważnych. Jest jednak pewna wyjątkowa modlitwa wyrażająca najgłębszą tęsknotę duszy za Bogiem i o taką modlitwę mi tu chodzi. Wtedy konieczne jest docierać do samego dna swojej duszy i wyrażać jej istotę czyli najwyższe wartości i najwyższe aspiracje. Poszukuj sercem i badaj te które są drogie Bogu. W czystym sercu objawiające się uczucia Boga wskażą drogę. Wartości jakimi ma żyć dusza przyciągną błogosławieństwo Boga. Tęsknota za jednością z Bogiem ma swój wyraz, który jest indywidualny dla każdej duszy.

2. Błękitne Światło



Nie tylko dusza pragnie Boga, ale i Bóg musi pragnąć duszy, a ściślej jej to objawić. Tak będzie kiedy dusza rozpozna swoje zadanie względem Boga. Dlaczego? Bowiem dusza przyszła z Jedności dla tego zadania. Owe Boskie zadanie duszy jest wpisane głęboko w jej jestestwo, jest jej jestestwem i musi je wydobyć, wyrazić w modlitwie, prosić o jego spełnienie by ostatecznie wyrazić w swoim życiu. Tak świat stanie się doskonały, jeśli wszyscy tak będą żyć. Tak Bóg stwarza świat z chwili na chwilę a człowiek tępy go zniekształca. Bhagawan Sai Baba stwierdził iż opłakany stan świata nie wynika z tego jak Bóg stworzył człowieka, ale co człowiek zrobił z człowiekiem. Zadania Boga dla dusz są doskonałe, ale to dusza ma je realizować. Tylko wtedy może dokonać się jej rozwój.

To zadanie miłości, którą Bóg dał duszy kiedy powołał ją do istnienia. Każda miłość wyraża się w jakiejś formie, jakimiś talentami. Nie jest sztampowa, ale kreatywna na swój sposób. Odkryj to zadanie miłości w sobie i dla siebie i wyraź przed Bogiem z najczystszą pokorą i niewzruszoną intencją w modlitwie. To będzie wyraz mądrości duszy i wzrastanie w tej mądrości. Ta wyjątkowa modlitwa silnie jednoczy z Bogiem, Bogu sprawia radość, Bóg takiego wielbiciela chroni jak powieka źrenicę. Jak każdy na własne zadanie duszy, tak każdy ma własną wyjątkową modlitwę.

Kiedy wyjątkowość modlitwy przekłada się na wzbudzoną w sercu intensywność skupieniu na Bogu, wtedy objawia się Boskie błękitne światło jako punkt w sercu. Z czasem praktyki i czystości światło to powiększa się aż obejmie całe ciało i aurę. To światło otwiera wszystkie czakry aż umożliwia przepływ Amrity. To światło Prawdy, Boga. Czasem świadomość indywidualnego „ja” znika w tym Świetle i wtedy na ten czas jest tylko Bóg.

3. Strumień Mądrości



Ja również mam swoją modlitwę, sam do niej dotarłem i słowa tej modlitwy stały się wyrazem najwyższej mądrości mej duszy. Najwyższą deklaracją i ślubowaniem. Nazywam to Strumieniem Mądrości. Bóg przychodzi do mnie słucha przyciągnięty mą miłością. Następnie ukazuje się w swej Boskiej formie dla mnie pobudzony wyrażaniem głębokich wartości serca, aż ostatecznie forma Boga stapia się ze mną a uczucia nasze zlewają w jedno wspierając my najwyższe aspiracje. Modlitwa milknie i pozostaje czyste doskonale szczęśliwe zatopienie w Bogu.

4. Stan Radhy - Mumukszu


Kiedy wzbudzi się strumień mądrości pojawia się tak głęboka tęsknota za Bogiem, że nie jest się w stanie żyć i pracować, lub inaczej funkcjonować w świecie. Tęsknota ta jest niczym palący ogień w sercu aż do bólu. To totalne docenienie Boga. Każdy dzień bez objawienia to dzień stracony a łzy płyną niemal nieustannie. W tamtym czasie, kiedy to przechodziłem jeszcze będąc w Polsce to pracy często uciekałem do ubikacji by opanować łzy i znowu móc trochę „popracować”. Ale i tak ostatecznie pracy nie udało mi się utrzymać. Musiałem coś zrobić, by utrzymując rodzinę nie doprowadzić do katastrofy finansowej. Musiałem się intensywnie modlić do Boga by... o Nim zapomnieć! Dokładnie jak Radha starała się u czynić z Kryszną. Nie patrzeć na Niego, nie wspominać... ale to tylko trochę pomagało, często jednak pogarszało sytuację. W końcu Bóg w formie Sathya Sai zmienił swą formę na Mahadewi, mą odwieczną Małżonkę. Tak uczucia do Boga znalazły swe częściowe stonowanie i ukojenie. Inaczej mówiąc Bóg związany tak intensywną miłością poślubił mnie. Wtedy dopiero zrozumiałem pewne znaki sprzed lat, które ukazywały mi Sai Babę w welonie ślubnym. Nie pojmowałem znaczenia tych znaków wtedy. Teraz jest to jasne. Bóg dobrze znał potencjał mej duszy. 

Kiedy dojdzie się do stanu Amrity ogień Mumukszu przemienia się w postać łagodną, palącą, ale cudownie kojącą zarazem. To Bóg zmienia ten Ogień w taką formę. Wielbiciel nie może o tym zdecydować. Tak wielbiciel staje się Mumukszatwą, co jest najwyższą formą jogi. U Ammy, Śri Vasanthy Sai ogień Mumukszu objawia się wręcz fizycznie w postaci nieustannie podwyższonej temperatury ciała bliskiej 40 stopni. Lecz dla niej to stan zdrowia, inny by był w agonii. Ja nie odczuwam tego aż tak intensywnie. Cóż, Amma jest ucieleśnianiem Siakti. Miłość Siakti do Siwy jest przecież archetypem wszystkich uczuć wielbienia, PremaBhakti.

5. Strumień Mowy Premy



Czasem ujawnia się Strumień Mowy Miłości, czyli czysta spontaniczna mowa Premy. Miłość mego serca sama mówi, a umysł nie ma kontroli i możliwości zatrzymania tego spontanicznego strumienia. Tylko wtedy, gdy zdobyta mądrość poznania Boga ze studiowania swej duszy stanie się niczym alfabet dla Strumienia Mowy Premy, wtedy Prema spontanicznie śpiewa o Mądrości Nigdy-Niepowstałej. Wyraża ona najgłębszą naturę Boga. Wtedy Bóg doświadcza siebie poprzez wielbiciela, wtedy dopiero Bóg pragnie doświadczyć wielbiciela. Ba! W tym najwyższym stanie Bóg pragnie stać się wielbicielem a wielbiciel Bogiem i tak Boskie Koło odwiecznego wzajemnego stwarzania się zamyka. Dlatego Najwyższy Bóg, staje się „naiwny” pod wpływem tej mowy, staje się „wielbicielem” wielbiciela. W tym zawarta jest tajemnica Wisznu, który jest najwyższym wielbicielem Siwy. Stąd kiedy Wisznu przychodzi na Ziemię jako Awatar, wtedy przychodzi Najwyższy Bóg, Siwa jako... jego największy wielbiciel. Tylko Prema to „rozumie”, to AdiPrema, prema Bytu Pierwotnego SadaSiwy. Wielu na tej podstawie próbuje wnioskować o wyższości Wisznu nad Siwą, ale tu tak na prawdę nie ma takich pojęć, jest tylko nieskończona miłość, miłość, miłość.... Bóg staje się tak samo "szalony" jak i wielbiciel. Wszelka różnica się zaciera.

6. Taniec Rasalila


Ekstaza przybywającego Boga wzbudza wibracje Anandy do tego stopnia, że chce się spontanicznie tańczyć i wirować w świadomości Boga. Rzadko się jest wtedy świadomym otoczenia, a jeśli już, to cząstkowo. To jedna z „zabaw” (lil) Boga. Tak np Kryszna tańczył z 16 tys. pasterek (gopiki). Trzecie oko się otwiera i widzi wszędzie gdzie patrzy umiłowaną formę Boga w kryształowych promieniach tego Oka. Wielbiciel cieszy się tą formą, tańczy i śpiewa bez kontroli nad sobą.

7. Strumień Amrity


Nie raz w takiej ekstazie, w ruchu lub bez, z Boskich Stóp zaczyna płynąć Amrita niczym rzeka Ganges i potężnym wodospadem subtelnego strumienia zalewa wielbiciela. To niesamowity stan duszy. Tu nie ma już cienia wątpliwości, że Bóg umiłował tę duszę, że akt wielbienia sprawia Bogu wielką radość. Teraz Bóg jest poruszony czego dowodem są wodospady Amrity z Boskich Stóp. Tym wszelka karma zostaje zmyta a dusza osiąga świętość.

8. Płomień Jedności Dżothi



Potem już nic nie da się mówić, już nic nie trzeba, kiedy Bóg jest w Pełni. To swoiste samadhi miłości, płomień jedności. Tak zatopiony pozostaję pewien czas a namamantra śpiewa się sama, albo już dawno się rozpłynęła. Ananda, Premananda, błogość tak cudowna, że przewyższa brahmanandę. Bywa w takim momencie Strumienia Mowy Premy, że zostaje ona zatrzymana Amritą w jej subtelnej postaci a taniec Rasalila jest już niemożliwy. Wydobywająca się Amrita zatyka wręcz tę Mowę. Nie da się zamknąć ust i nie da się nic powiedzieć. Amrita, najwyższa energia słodyczy Boga, przyczyna Światła, używa mowy bez mowy. Zmysły zostają odcięte. Jest tylko Boska Przestrzeń, tylko Obecność Boga. Kryształowa Medytacja. forma Boga w wielbicielu, wielbiciel zatopiony w formie Boga. Cała moja aura przyjmuję ognistą formę Mahadewi.

9. Boskie Ciało Amrity


Amrita kiedy spływa do ciała subtelnego czyniąc w nim wszystko Bosko pięknym. To piękno Boga: Satjam, Siwam, Sundaram. Amrita budzi boskie ciało, przez co wieczna forma zostaje stworzona, a ściślej: następuje przebudzenie świadomości cząstkowej w wiecznej formie bóstwa. Następnie Amrita wydobywa się czakrą ciemieniową i obdarowuje świat. Pokazuje to, że samym wielbieniem można ratować świat z demonicznego uścisku i podnosić ku boskości. Amrita to nektar nieśmiertelności. Tylko takim ciałem w Boskim świecie można się przejawiać. Niezrealizowana w Premie dusza nie ma wstępu do Boskiego świata.

Zakończenie


Mowy Premy nie da się wymusić, to Dar Boga dla wielbiciela, tak samo dotyczy Amrity czy Mumukszu. W tym stanie następuje przekroczenie wiary w Boga, bowiem w takiej modlitwie Bóg staje się doświadczeniem, wiedzą, rzeczywistością duszy. Po zakończeniu jeszcze długo za dnia jedność w uczuciach z Bogiem mnie przenika...


Modlitwa jest tak życiodajna dla duszy jak powietrze dla ciała, chciało by się być w takim kontakcie rozmowy z Bogiem nieustannie i o to też trzeba się modlić. Tak, Bóg nie pozostaje biernym i rozmowa staje się dwustronna. Dusza w takiej modlitwie wzrasta pod każdym względem.

http://saisiwa.blogspot.co.uk/2014/02/Lzy-i-ogien-wiersz.html

Om Dżej Śri Sai Siakti Ram!

Swami P. SaiSiwa

Medytacja Tęczowa - 9 biały - wizja Atmy

Medytacja Tęczowa - 9 biały - wizja Atmy, iluminacja Jaźni


Poprzednia strona:
http://saisiwa.blogspot.co.uk/2016/04/medytacja-teczowa-8-fioletowy.html


Wizja Atmy


Wytrwałość w dociekaniu swej Prawdziwej Natury nieuchronnie przynosi wgląd i to z każdej strony. Wszystko jest TYM, okazuje się, jeżeli tylko umysł odejdzie. Widzisz, że wszystko jest TYM. To subtelna dwójnia, lecz jesteś u bramy Oświecenia. Jak tu medytować? Po prostu tak bądź. Nie ma tu jakiejś metody. Metody były by do tego przygotować. Pamiętaj, samadhi (brama indygo) i totalne, poza dyskursywne dociekanie każdą komórką swego ciała (brama fioletowa) jest podstawą tego stanu. Kiedy pojawia się poruszenie umysłu, lub reakcja ciała na zmysły, to już nie to. Wymagana czystość zniknęła a „wglądy” stają się grą umysłu. To samo dotyczy wizji Boga czy rozmów z Bogiem. Ta czystość jest konieczna dla prawdziwości takiego doświadczenia. Tu na marginesie wspomnę, że jeśli dusza tego potrzebuje to Bóg zawsze może przeniknąć iluzję dla wymaganego kontaktu, ale nie jest to nigdy pewność co do czystości i prawdziwości tego kontaktu, a na pewno nie jest to stan wizji Atmy o jakim mówię.

Medytacja w bramie białej polega już tylko na byciu w TYM nieustannie. Dlatego nie ma zasady na tę medytację, lub wymiaru czasowego od-do. Kiedy TO pojawia się wszystko przepełnione jest Pięknem, Czystością, Ciszą, Doskonałością itd... To sam Zachwyt we własnej osobie tak głęboko uzdrawiający duszę, że życie od tej pory może przyjąć całkowicie inne tory. Doświadczenie Doskonałości tego stanu i przy tym jego Pełni pokazuje, że wszystko czego się doświadcza, to doświadcza się poprzez TO, z TEGO. Wszystko co nasz otacza to tylko projekcja z TEGO. TO nazywane jest Duchem, Atmą (co znaczy to samo w hindi), Bogiem, Jaźnią. Poza TYM nie ma NIC, inaczej mówiąc to puste formy nawet bez znaczenia. Kiedy doświadczysz wizji Atmy rozumiesz całość swej praktyki i już pozostaje tylko jedno - całkowicie być jak TO by ostatecznie było tylko TO.

Atmasattwa


To jest najwyższy stan ucznia a doświadczany stan wizji atmy nazywany jest Atmasattwą. Atmasattwa już nie potrzebuje mistrza zewnętrznego, to stan wizji Atmy jest Mistrzem. Wszystko zostało ukazane, nie ma nic do wyjaśniania, nie ma komu wyjaśniać. Każdy głos „wyjaśnień” to głoś zza pleców, skierowanie uwagi w wstecz. Każda krytyka pod kierunkiem Atmasattwy to grzech. Atmasattwa ze względu na tę wizję i natychmiastową wiedzę o naturze TEGO staje się Nauczycielem Dharmy. Ja nadaję takiej osobie tytuł „Śri” dodatkowo przed duchowym imieniem, by odróżnić i wyeksponować jej status. Służy to z jednej strony jej potwierdzeniu a z drugiej wskazówce by nie krytykować Nauczyciela Dharmy, lecz słuchać z wiarą, że wszystko co mówi Atmasattwa skierowuje i przybliża do wizji Atmy. Powiem więcej, wszystko co czyni Atmasattwa jest praktyką duchową. Tu nawet picie herbaty, płacz, czy śmiech, wszystko co czyni nawet błahego jest praktyką duchową. Nie da się już oddzielić Atmasattwy od duchowej praktyki, nawet we śnie. Lepiej więc szukać błogosławieństwa Atmasattwy niż go krytykować. Nie oznacza to, że inspiracje danego Atmasattwy są dobre dla każdego, powiem każdy ma odmienną podróż do Boga, pod innym aspektem. To oczywiste i ta niezgodność nigdy nie powinna być powodem do krytyki. Ale z drugiej strony nie sądź, że otrzymanie głęboko transformującej wizji Atmy jest takie proste. Zawsze to efekt wielu żywotów praktyki u Mistrzów i Awatarów. Dla Atmasattwy za wskazówki Oświeconego Mistrza, jeżeli takowego uczeń miał, jest tylko na Niego spojrzenie, lub o Nim wspomnienie. To najwyższy poziom nauczania i tylko tu ma miejsce. Mistrz nie powie słowa a najgłębsza inspiracja już płynie. To inspiracja by być jak On, jak być JA bez ja. Cieszę się, że już jednej osobie mogłem taki tytuł dać i cieszę się, że osoba ta nie zakończyła swych aspiracji na tym etapie, o czym dalej w „O aspiracjach” poniżej.


Oświecenie


JEDNO ponad spokojem oznacza koniec medytacji. Nie istnieje medytacja dla Jaźni. Nie ma bycia w Jaźni, nie ma zanurzenia w Jaźni, jest tylko Jaźń. Kiedy wszystkie czakry się zjednoczą w pierwotne serce stworzenia hiranyagarbha, wtedy znikają wszelkie różnice, oddzielności, wszelkie znaczenia i biegunowości. Pierwotny Punkt, Jaźń ma wszystkie znaczenia w sobie bez rozmiaru, bez czasu ich powstania, bez ewolucji i przebiegu procesów czy myśli. Nic do tego dodać nie można, ani niczym ulepszyć. TO tylko daje z pełni swego bogactwa i zawsze Pełnią jest. Uczucia Prawdy to pełnia swej chwały, niezmienności, odwieczności, nieustraszoności, bycia poza wszelkim zasięgiem iluzji i jej mocy. Stworzenie nie może w żaden sposób zakłócić TEGO. Może stać się wszystkim, dlatego jest boską bielą, wszystkich duchowych kolorów sumą (biel duchowa) i jej następnie przekroczeniem (biel boska). Tak medytuj o TYM w głębi swego serca, aż tyko TO pozostanie na polu tej "bitwy". Z istnienia JA zniknie w cudowny sposób małe „ja”. To jak w mrocznej piwnicy zapalić światło. Wszystko co się „wydawało” znikło, jest tylko co JEST. Czyż nie pięknie witają cię śpiewnym szczekaniem drewniane ryby na gałęziach słupów telegraficznych? TU nawet logika i absurd są tym samym. To przekroczenie inteligencji, które zadziwia nawet samą inteligencję, gdyż ta nie sądziła, że jest coś ponad nią. To bycie PRZED spokojem. Taka jest tylko Jaźń. Jest zawsze taka sama, czy w spokoju, czy w gonitwie. Nic Jej nie dotyka a w oświeceniu, kiedy ciało i umysł są całkowicie pod wpływem Jaźni, iluminowane Jaźnią bez wtórnych refleksów osobowości. Bycie JEDNYM bez odbić w umyśle, uczuciach i ciele... TO jest tak niepojęte ponieważ w życiu nie ma do tego stanu żadnego odniesienia. Tylko osobiste doświadczenie może to pokazać, ale zanim to doświadczenie będzie możliwe, to umysł, uczucia i ciało muszą się stać „podobne”, ale inaczej, „przewodzące” dla jakości Jaźni. Stąd konieczność sadhany duchowej, stąd konieczny rozwój boskich cnót.


O aspiracjach


Drogę można podzielić na trzy poziomy dociekliwości, albo głębie dociekania (1..3). Ostatecznie w bramie bieli trzeba je rozróżnić aby zrozumieć różne poziomy Oświecenia. Zanim jednak je wymienię jest pewna szczególna grupa poziomu zero, ludzi o silnym ego:

0. Czarna Droga - Asura


To ludzie którzy wzbudzili w sobie silne pragnienie sukcesu na Drodze, ale na poziomie ego. Widać to po ich łatwej irytacji wobec wszelkiej krytyki, zazdrość co do osiągnięć innych, niecierpliwość, zmienność stanów psychicznych. Są zawsze „najmądrzejsi” i zawsze „panujący”, itd. Typowe demoniczne cechy, asura. Zbyt wielu takich pseudo „sadhaków” oraz pseudo „mistrzów” funkcjonuje obecnie, w Kalijudze, by o tym zjawisku nie wspomnieć. Żyją wglądami w Oświecenie, żyją TYM ale na własnych warunkach. Absurd, ale dyskusji i „uczonych” wywodów u nich nie ma końca. Na każdy temat. Siła ego sprawia, że umysł pogodzi się na swe pseudo „unicestwienie”... ale na chwilę, po to by doświadczenie duszy przyniosło im to co pragną MIEĆ. Dusza zamiast znaleźć swoją wolność żyje pod silnym programem przyniesienia Owocu medytacji umysłowi. Czasem to są wglądy a czasem specjalne moce siddhi, czasem miraże kaamy. To wszystko wynik reakcji tendencji ego na Boskie Światło. Nie jest to rzeczywiste, ale teraz ego będzie „nadawać przekazy” i to z „pierwszej ręki”. Tu nie ma śladu fioletowego płomienia.. To jedynie umysł „czekający za drzwiami” dający przyzwolenie duszy na odrobinę „doświadczenia”. To właśnie przed takim chciejstwem na Oświecenie przestrzegają mistrzowie. Kres tej drogi zwykle kończy w objęciach ciężkiej, tamasowej kaamy, włącznie z przemocą seksualną. Jednak zanim ten upadek się stanie mają oni swoje przysłowiowe pięć minut „chwały”. To jest owe zwodnicze białe światło w światach mentalnych a nawet duchowych, niemniej nigdy nie jest to boska biel. Cechą charakterystyczną światła ze świata mentalnego jest to, że jest zimne, sztywne intelektualnie, to znaczy nie rozgrzewa miłością serca. Biel duchowa uwalnia od trosk i przynosi uspokojenie i otwarcie często mylone z miłością, ale tak samo nie budzi żaru serca do Boga aż do zniknięcia świata. Kiedy takie kojące otwarcie jest opisywane, widzę, że to nie ma nic wspólnego z 19-toma cechami Premy, lecz jest to satwiczna kaama. Niemniej nawet asury nie raz osiągały wysoki status duchowy i duchowe moce. To jest możliwe intensywną sadhaną i tapasem (pokutą), ale na tym droga się kończy, bowiem ego już się szykuje by duchowe zdobycze „dobrze” spożytkować. Nie raz budzi zaskoczenie, że ktoś był przykładnym aspirantem duchowym... aż do czasu otrzymania jakiś specjalnych mocy lub przywilejów. To typ asury gdzie tendencje ego długo czekały by teraz dojść do głosu.


1. Srebrna Droga - Sudhasattwa


Dociekliwość co pragnie się tyko uwolnić od cierpienia. Radość uwolnienia się od wszelkiego uwarunkowania tym światem, oraz umysłem absolutnie duszy wystarcza i daje jej pełne zadowolenie, nie pragnie więcej. Tak więc i więcej nie otrzyma. Otrzymujemy to do czego aspirujemy sercem. Tę drogę uwolnienia nazywam Drogą Srebrną. Jest chłodna jak blask Księżyca. Srebrny kolor jest symbolem czystości ale i chłodu. Jednak tu nie ma sztywności a za to jest wyzwalająca bezpośredniość. Dusza nie chce się angażować w uczucia, bowiem uczucia wiąże tylko z życiem. Dusza taka nie zna wyższych uczuć stąd ta negacja zaś radość wolności w nieuwarunkowaniu sprawia, że już nie pragnie niczego poznawać. Ba! Oświecenie pokazuje, że nie ma niczego do poznania, dlatego taka dusza już nie pozna więcej. Wtedy tylko umysł jest narzędziem wyrażana Prawdziwej Natury, gdyż tylko on poddany został treningowi i oczyszczeniu. Znaczenie ma tylko Czysta Świadomość i to stan Sudhasattwa. Dusza tutaj uzyskuje tylko jeden aspekt Oświecenia - Wolność. Nazwałem to drogą Srebrną, gdyż faktycznie przed Oświeceniem ukazuje się kolor srebrny w aurze mentalnej. Jednak Sudhasattwa jest to stan doskonały i jest podstawą każdego następnego poziomu Oświecenia. Sudhasattwa nie ma śladu pragnień, dlatego żyje jeszcze ok dwa, trzy tygodnie... chyba że zajmą się nim uczniowie, jeśli ich ma. Albo będzie go utrzymywać wydzielająca się Amrita z podniebienia. Jeśli jednak Sudhasattwa nie znajdzie celu istnienia związanego ze współczuciem wtedy odchodzi. Jedyną mądrością Sudhasattwy jest jego czystość, dlatego jego nauczanie skupione jest to na odcinaniu i odrzucaniu wszystkiego. Dokładnie wszystkiego, bowiem najmniejsze dążenie, pragnienie, uczucie ani poruszenie dla niego nie istnieją. Jest krytykiem i destruktorem równo wszystkiego, każdego aspektu życia, każdej dziedziny wiedzy, całego bogactwa uczuć. Ucina i puszcza wszystko, nawet życie swojego ciała. To prawdziwe Sudhasattwa. Zbliżenie się do takiego sadhu jest bolesne dla każdego umysłu, ale i przywracające go na istotę drogi wyzwolenia. To prosta i ostateczna lekcja.


2. Złota Droga - Bodhisattwa


Kiedy dusza poprzez życie cnotliwe rozwinęła serce, wtedy i ono w Oświeceniu jest narzędziem wyrażania Prawdziwej Natury. Tęsknotę za Prawdą wyrażało też serce i musiało tak samo doznać transformacji. Wtedy w duszy naturalnie zostaje przebudzone Wielkie Współczucie. Ono jest gorące jak Słońce. Przebudzone Współczucie powoduje że Oświecona dusza wchodzi na drogę Bdodhisattwy. W każdym razie tak lub inaczej służy wszystkim czującym istotom by je wspierać ku Oświeceniu. W ten sposób dusza wyzwolona przekracza stan Sudhasattwy. Dla tego zadania napełnia się potrzebną mądrością jak wyzwolić się od cierpienia i jak w tym wspierać innych. Dusza taka świadomie staje się przykładem dla innych i staje się oceanem cnót i mocy - ale tylko tych koniecznych do Drogi Wyzwolenia. W sercu ujawnia się kolor złoty. To kolor Mądrości MahaDharmy dlatego takim kolorem nazwałem tę drogę. Dla niej sudhasattwa srebrnej drogi jest co najmniej niekompletna. Wręcz nie do zaakceptowania. To głębszy poziom Oświecenia Dharmakaja. Obfituje on w 32 aspekty doskonałego Oświecenia. Tu już nie ma destrukcji wszystkiego, ale wspieranie tego co pożyteczne i pomocne dla Drogi. Bodhisattwa jest z natury życia Przebudzonym Współczuciem, pełnym miłości i ciepła dla innych. Wobec siebie pełny dyscypliny i wyrzeczenia. Nie koniecznie na poziomie fizycznej ascezy, ale zawsze ascezy mentalnej. To ogromna i wyróżniająca cecha w stosunku do Srebrnej Drogi. Dla Oświecenia Dharmakaja dusza przychodzi ogromną ilość razy, tysiące razy by służyć Oświeconym mistrzom i Buddom by stawać się jak Oni. W pełni oddania oraz poświęcenia dla ślubowań służą Trzem Klejnotom by przebudzić swoją Mądrość. Sam Budda Sakjamuni stwierdził, że wcześniej służył niezliczonym Buddom a ostatnie pięćset żywotów spędził na całkowitej ascezie. Każda taka jedna asceza to był stan Sudhasattwa, to pokazuje jak ogromnie Bodhisattwa przerasta osiągnięcie Sudhasattwy.

3. Kryształowa Droga - Premasattwa


Trzeci poziom to kryształowa droga amrity, słodkiego umiłowania Boga. Tu dusza, która otworzyła swoje serce nie tylko wspiera innych na drodze, ale i pragnie pojąć Boga. Jest to kryształowa droga bowiem dusza pragnie by tylko Bóg w niej był widoczny. Tak zaczyna się pełna cudu i słodyczy droga poznania Boga by przynieść Boga dla świata poprzez siebie, lub z sobą. Taka zrealizowana dusza zalewa świat Amritą przelewającą się z czakry korony wypełniając świat ekstazą za Bogiem i mądrością ku Niemu. Czy jest lepszy i skuteczniejszy sposób pomagania? Dopiero taka dusza w pełni wnika w różowe serce, poznaje jego potencjał i moc. Kiedy osiągnąłem ten stan ofiarowałem Amritę dla dobra świata, by z Korony płynęła na zewnątrz a nie do wnętrza ciała, w ten sposób wspomagając przemianę świata w Satjajugę, Złotą Erę. Taka dusza Oświeca się w Bogu, tylko to ma dlań sens. Tak przynosi 16 tysięcy aspektów Oświecenia. Jest oszołomiona niewyrażalnością Oświecenia. Kryszna tańczył taniec rasalili z 16 tysiącami pasterek. Każda z nich była jednym z aspektów Umysłu Kryszny. Jednak póki co dusza pragnie pozostać w podróży nie akceptując niższych poziomów Oświecenia jako poniżej rozbudzonej jej aspiracji - samego Boga. Oświecenie w Bogu to Oświecenie Premakaja. To wyjątkowy i rzadki poziom Oświecenia, który dziś reprezentuje Śri Vasantha Sai. Ale i najcenniejszy poziom, bowiem wszystkie boskie atrybuty zostają odzwierciedlone, zanim zostaną przekroczone. Całe życie wtedy staje się wyrażaniem Boga, to nie tylko 32 aspekty Oświecenia ale 16 tys. aspektów i oznacza najwyższy, czwarty stopień wyzwolenia Sajudża Mukti. Ta droga jest tak długa, że nie ma początku anie końca. Forma takiego odzwierciedlenia daje Boskie nieśmiertelne ciało Amrity. Nie można powiedzieć ile czasu zajmuje ta Droga, bowiem to wieczny taniec Boga z wielbicielem, gdzie w tańca wirowaniu już nie nożna odróżnić kto Bóg a kto wielbiciel. W istocie wielbiciel staje się ekspresją Boga a Bóg przyjmuje formę miłości wielbiciela. Dzięki temu "tańcowi" wszystkie aspekty życia zostają przetransformowane w akt wielbienia, w Najwyższą Mądrość, w Drogę.

4. Bhagawan


Nie ma drogi dla Ostatecznej Rzeczywistości. To już nie aspiracja do Oświecenia, ale stan Bhagawana. To ostateczne Oświecenie Satjakaja i przynosi go tylko Purna Awatar, jak Bhagawan Sathya Sai Baba. Purna Awatarem też był Kryszna, dlatego nie należy go pojmować jedynie jako Awatary Wisznu, ale połączenie wszystkich aspektów boskości.

Dalej?


Nie ma drogi ponad Oświecenie, lecz jego moc i głębia zależy od sadhany poprzez niezliczone żywoty oraz głębie aspiracji duchowych. Kto nie rozwija pojmowania Boga nie rozwinie boskich aspiracji a wtedy „Droga” szybko się kończy z byle powodu. Dla podniesienia jakości sadhany Medytacji Tęczowej wykonuję specjalną medytację energetyczną, w której inspiruje mnie i prowadzi Bogini. Mahadewi nazwała ją medytacją MahaSiakti, czyli medytacją Boskiej Mocy. Nie nadaje się ona jednak na opis typu krok po kroku. Postaram się jednak kiedyś nieco ją przybliżyć. Efekty energetyczne dla każdego są bardzo zróżnicowane, stąd musi być nauczana bezpośrednio. Uczucia wyrażają się poprzez energię, umysł duszy (czitta) poprzez aspirację. Wynika z tego jasny związek z boskością energii, by energia była doskonała uczucia też muszą się stać doskonałe. Tylko droga MahaPremy aspiruje do niezrównanej doskonałości uczuć, co najłatwiej osiągnąć wielbiąc Boga, ale też można to osiągnąć drogą Przebudzonego Współczucia. Jedno i drugie, umysł i moc, mądrość i miłość w Oświeceniu się łączy. Siwa i Siakti stają się Jednym. Tylko tak Oświecenie staje się w Pełni

Dalej:
http://saisiwa.blogspot.co.uk/2016/04/medytacja-krysztaowa.html



Swami P. SaiSiwa

niedziela, 10 kwietnia 2016

Medytacja Tęczowa - 8 fioletowy

Medytacja Tęczowa - 8 fioletowy – ogień dociekania – duchowa żarliwość

Poprzednia strona:
http://saisiwa.blogspot.co.uk/2016/04/medytacja-teczowa-7-indygo-brama.html


Brama fioletu to niezmierzona kraina. Kosmos Samadhi jest w niej niczym pyłek. To brama żarliwego pytania "Kim Jestem?". Ale jak się pytać kiedy umysł stał się pustką? Jak z doczesności życia zanieść to pytanie do bramy fioletu?

Umysł tego nie może dokonać a tym bardziej pragnienia, pomimo, że od inspirowania umysłu się zaczyna. Nawet poczucie obowiązku np. wobec religii nic nie da. Pragnienie niższego umysłu zostanie zniweczone w sercu czerwonym. Obowiązki z relacji do religii oczyszczone w sercu zielonym a koncepcje umysłu intelektualnego już w bramie indygo w samadhi. Tylko wołanie duszy za Prawdą może przynieść to pytanie do bramy fioletu. To pokazuje głębię tego pytania-dociekania. Nie jest to kwestia ani mody na duchowość ani intelektualna zabawa. Mówienie komuś że ma pozbyć się wszystkim pragnień, nawet pragnienia Oświecenia wskazuje na ten fakt, bowiem jeżeli faktycznie zniknie pragnienie Oświecenia to poznamy że była to tylko gra umysłu.

Jednak takie stawianie sprawy dla wielu będzie bardzo stresujące a nawet niedopuszczalne. Jeżeli mistrz poprzestaje na tym, to świadczy tylko o jego niekompetencji albo wręcz braku Urzeczywistnienia. Dlatego ja tak nie doradzam ale mówię: przejdź przez bramę indygo i zobacz czy twoje dociekanie znikło czy może wręcz przeciwnie, stało się jeszcze bardziej wyraziste.

Przyjrzyjmy się temu bliżej. Wedy wyróżniają kilka poziomów umysłu funkcjonowania świadomości. Poziomy te od najniższego to: manas - umysł myśli, pragnień i osobowości, też siedziba egoizmu, buddhi - idea, inteligencja i zrozumienie, citta - wola kierująca życiem i determinacja, ahamkara - podstawowa iluzja oddzielenia, subtelne ego jako indywidualność, oraz czajtania - nadświadomość, Jaźń. Czitta należy do duszy i czitta ma się skierować ku Jaźni by przekroczyć ograniczenia subtelnego ego, czyi oddzielenia do iluzji indywidualności. Na tym etapie jest konieczność podniesienia swych aspiracji do poziomu czitty, czyli woli duszy kierującej życiem. To dlatego powtarzam, że prawdziwy aspirant duchowy żyje dla sadhany, a nie odwrotnie.

Zawsze jest to kwestia rozpoznania na jakim poziomie są aspiracje ucznia i podniesienie ich od intelektualnych rozważań do poziomu duszy. Umysł potrafi się dostosować niemal do każdej inspiracji i ją podchwycić jako „swoją” ideę. W ten sposób umysł zachowuje swoją kontrolę. To się dzieje bardzo, bardzo często a to uniemożliwia dalszą podróż. Uważny mistrz będzie tak inspirował aby wytrącić umysł z pewności siebie a pobudzić duszę ku Drodze. Stąd różne środki jakie stosuje mistrz, często kontrowersyjne, paradoksalne a nawet dezorientujące. Wszystko to jest możliwe w bezpośredniej konfrontacji z mistrzem. Czytanie literatury duchowej nic nie pomoże na tym etapie, bowiem umysł ma wtedy czas oraz komfort dostosowywania się i tym sposobem przejmowania treści jako własnych idei. Dusza nie przebudzona do Drogi nie ma szans, nie ma mocy by funkcjonować na poziomie różowego serca a tym bardziej w Czystej Świadomości. Nie ma mocy by kontrolować umysł. Kiedy moc duszy wzrasta, kontrola umysłu z czasem staje się prosta i łatwa.

Medytacja i zdeterminowane dociekanie

Utrzymanie Samadhi jest sprawą zasadniczą, zaś głębianie pytania „kim jestem?” ma przenikać całą twą duszę. Jednak obecność pytania będzie prowokować umysł i ten umysł będzie się starał dać odpowiedź... odpowiedzi... jeszcze więcej odpowiedzi... Jest to praca nad utrzymaniem tego pytania w czystości od umysłu. ,,Nie to, nie to...” żadnej odpowiedzi! Umysł ma pozostać w stanie pustki aż pustka pęknie na kawałki wraz z tym pytaniem, aż umysł się spali z bezowocnego wysiłku. Tym bardziej nie pytaj w czasie dociekania kogokolwiek innego. To nie jest pytanie do umysłu lub innych umysłów, ale do Boga, twej własnej Jaźni. Tego pytania nie zadaje umysł, ale determinacja duszy i jej prawo do poznania Prawdy. To jest jak ogień a nie jak myślokształt, jeden z wielu. Nie może też być „wielu determinacyj” bowiem wtedy to nie jest żadna determinacja. Trzymaj się z dala od „mistrzów” i „duchowych doradców”, którzy będą chcieli zgasić ten ogień! Zresztą i tak będziesz ich postrzegać jak pijanych trucizną pięciu zmysłów. Tak. Nie różnią się oni od zataczających się pijaków!

W samadhi nie ma pięciu zmysłów ani ich szefa, umysłu. Leżą związani w kącie sznurem twej niezłomności i uważności skupionej tylko na tym pytaniu. Tak samo potraktuj owych pijanych „nauczycieli” i „dobrze radzących” i innych „wysoko na drodze”. Intelektualnie wyważone argumenty i „dobre rady” z pism lub „tekstów mistrzów” albo przekazów i channelingów... Oni nawet nie znają samadhi, ot chodzące groby pobielane! Ślepcy na własne życzenie! Ja radzę wręcz przeciwnie. W tym ogniu trzeba trwać a pytanie musi być całkowite aż spali „ciebie” w popiół. To fioletowy ogień samoświadomości, który rodzi się w żarliwym dociekaniu poza zmysłami i umysłem, co pali cię nawet we śnie. Kto nie chce być oświecony już wczoraj, ten nie wznieci fioletowego płomienia. Po co planujesz następny dzień, skoro dziś nie jesteś Oświecony? Niech niczym deszcz zdechłych żab spadnie na ciebie tysiące „dobrych rad” a ty spojrzysz na uśmiech swego mistrza i już będzie jasne dla ciebie, i to bez jednego słowa, co jest zwodzeniem a co istotą sprawy. Twoja Rzeczywistość jest twoim prawem a nie kwestią pragnień. Tak pobudzaj swoją żarliwość.

PremaBhakti i żarliwe umiłowanie

Czy koniecznie musi być to pytanie „kim jestem”? Otóż nie. Na drodze oddania Bogu, czyli bhakti, to pytanie jest zastąpione pragnieniem Boga dla samego Boga. Taki stan nazywa się MahaPrema. Bóg jest tu synonimem Prawdy o tobie. Pragnienie i tęsknota za Bogiem to zarazem pragnienie Prawdy. Ta Prawda objawia kim się jest na prawdę. Dusza żarliwie pragnie się oddać Bogu, co znaczy by nie była ona, indywidualność, czyli iluzja a był jedynie Bóg, czyli Prawda, Jaźń. To inny język na to samo dociekanie. Odkryłem to, kiedy mój Mistrz, Bhagawan Sai Baba wskazał mi drogę bhakti, dokładnie madhura bhakti. Przedtem miałem podobne do wielu naiwne traktowanie oddania Bogu jako zacofania religijnego. Wszystko jednak sprowadza się do tego jak głęboko pojmujesz Boga. Jeśli traktujesz go jako kumpla, kolesia, albo gościa od spełniania modlitw, nic z samorealizacji nie uzyskasz. Jednak kiedy Boga widzisz jako doskonałość i to w tak wielu aspektach jak tylko pojmujesz świat, wtedy połączenie z Bogiem będzie niewyobrażalnym dla umysłu doświadczeniem.

Dlatego należy pogłębiać pojmowanie Boga, uczucie dla Niego a nawet emocjonalną więź. W tym celu warto pogłębiać wiedzę o Bogu. Każdą możliwość na to poświęcać, jak dociekanie, modlitwa, śpiewanie Jego Imion, czytanie o Nim historii a nade wszystko kontemplowanie Jego chwały oraz namasmarana, nieustanne śpiewanie Boskiego Imienia. Również możesz z Nim zatopić się w pytaniu zasadniczym „kim jestem?”. To wszystko stanie się potem aspektami Oświecenia w mistycznym połączeniu z Nim. Tu fioletowy płomień pojawia się kiedy żarliwość serca różowego (Miłości, Premy) spotyka się z Boskim Niebieskim, kolorem Prawdy (Satji) i się łączą w Jedno. Bowiem jedna sprawa jest dociekać Boga i Go wzywać ale druga, to sprawić by się ujawnił i rozpostarł swe niebieskie światło Prawdy. Różnica co do samej medytacji i dociekania, a drogi bhakti jest taka, że w dociekaniu żarliwością jest wytrwanie w samadhi wobec dociekania. Jest to zniszczenie oddźwięku i reakcji świata w sobie aż do uzyskania Czystej Świadomości zwanej stanem Sudhasattwa. Tylko tyle można zrobić. Bhakti idzie dalej, bowiem uzyskuje aktywny oddźwięk i reakcję Prawdy, czyli Boga. Dusza uwikłana w świat żyje oddźwiękiem i reakcją świata co zwie się karmą.

Widać tu wyraźnie trzy stany:
1. Duszy utopionej w świecie (oddźwięk i reakcja świata). Taka dusza uzyskuje tylko kolejne narodziny.
2. Duszy w Sudhasattwa (brak oddźwięku i reakcji) - ta dusza uzyskuje Źródło Stwarzania, co jest tylko jednym aspektem Boskiej Rzeczywistości.
3. Duszy w żarliwości za Bogiem (oddźwięk i reakcja Boga). Ta dusza uzyskuje Boga w pełni. Można rzec idzie poza Źródło Stwarzania. Uzyskuje wieczną boską formę Amrity.

Świat Superprzyczynowy

To może wydawać się rewolucyjne do New Age-owej powierzchownej duchowości, albo nawet wielu okrzyknie jako nieprawdziwe, bowiem Źródło Stwarzania powszechnie utożsamianie jest z Bogiem. Tak, to chcę podkreślić, Źródło Stwarzania jest tylko z jednym z aspektów Boga tak na prawdę. Potwierdza to Bhagawan Sai Baba w rozmowach z Ammą, Śri Vasanthą Sai. Tak więc istnieją też inne formy Wiecznego Istnienia i one nie mają dla siebie Źródła Stwarzania. Wiemy, wszystko co pochodzi od Źródła Stworzenia, to aspekt Brahmy. Musi też doń wszystko powrócić, ale to dotyczy świata przemijającego, zmiennego. Wieczność nie ma swego kresu w Źródle. To byłby absurd. Odwieczna Prawda w przejawieniach jako Satja, Prema, Dharma itd, nie powstała i nigdy nie powraca do Źródła. Amrita znaczy przecież Nektar Nieśmiertelności, Wieczności. Na przykład Siwa i Siakti to wieczne formy istnienia, nie powstają one i nie giną. Bhakti Wisznu jest niepowstałe, albo nauczanie Buddy Wairoczany tak samo. Te formy jedynie odbijają się w świecie iluzorycznym na różne sposoby, raz rozdzielnie raz w jedności, jak obraz osoby zmiennie odbija się w falującej tafli wody. Świat Amrity to Super-Boski świat, inaczej Super-Przyczynowy. Odbicie jego w stworzeniu to Boski świat jaki znamy i mamy wrażenie, że jest tak samo związany ze Źródłem Stwarzania jak całe stworzenie. To błąd perspektywy duszy w iluzji zmysłów. Ten błąd jest powszechnie powtarzany.

Mumukszu

Osiągnięcie stanu PremaBhakti nie jest kwestią osobistego wyboru ani religii. Kto aspiruje do tego stanu musi otrzymać taką łaskę Boga. Musi żarliwie się o to modlić i żyć miłością do Boga a wyrzeczeniem do świata by do tej łaski dojrzeć. Nie oznacza, że nie może funkcjonować w świecie, jednak jest to zasadniczo inna perspektywa. W tym stanie choć osoba żyje w świecie, to świata nie ma w tej osobie, nie wnika w nią. Radha, wielbicielka Kryszny i zarazem Jego Siakti, jest przykładem PremaBhakti. PremaBhakti rozpala się w ogień Mumukszu. Mumukszattwa, czyli żyjący w ogniu Mumukszu (ogniu umiłowania Boga) jest najwyższym stanem jogina. Jest ponad samadhi, ponad moce siddhi, ponad Sudhasattwa. Wielkość żarliwości odzwierciedla potem głębię Oświecenia. To oddźwięk i reakcja Prawdy.

Następna strona:
http://saisiwa.blogspot.co.uk/2016/04/medytacja-teczowa-9-biay-wizja-atmy.html

Swami P. SaiSiwa

niedziela, 3 kwietnia 2016

Medytacja Tęczowa - 7 indygo - brama różowego serca

Medytacja Tęczowa - 7 indygo - brama różowego serca


Poprzednia strona:

Różowe serce.

Brama siódma to kolor indygo i wprowadza ona do trzeciego z kolei, różowego serca, które jest ostatnim etapem medytacji tęczowej. Różowy kolor oznacza czystą miłość do Boga. Na Drodze bezforemnej można też określić to serce jako czystą motywację do odkrycia swej Prawdziwej Natury. Niezależnie od formy, czy braku formy jest to strumień czystych uczuć serca ku Najwyższej Prawdzie. Czystej, znaczy bez ego, bez umysłu, prosto z głębi jestestwa duszy, która dedykuje się tylko jednemu: jedności ze Źródłem.

Siakti Mahadewi mówi mi od razu: „bez Mojego zaproszenia nikt tu nie może wejść”.

Można to inaczej nazwać, choć nie zmienia to znaczenia, to Głos powołania. Prawdziwie droga duchowa zaczyna się w sercu różowym, to serce Premy, czyli miłości skierowanej wyłącznie do Boga i jak się nie trudno już domyślić, to łaska i zaproszenie od Boga. To duchowość mistyczna. Duchowość mająca na celu doznanie Boga, bycie w nieustannej Obecności Boga, aż do zrealizowania Boga w sobie. Dlatego pisząc o sercu różowym zaczynam od słów Boga. Ba! Mam nakaz tak zacząć, bo taka jest prawda tej świątyni różowego serca. Te słowa dzwoniły we mnie nieustannie, póki tego nie zapisałem. Bóg, który przychodzi do mnie jako Siakti Mahadewi podkreśla i mówi mi nie raz: „Ja piszę przez ciebie”. To istotna sprawa.

Nie każdy jest gotów do duchowości mistycznej. To nie kwestia fascynacji, kompromisu z życiem, ulepszaniem go, lub jakiś zamiłowań, jak do każdego innego hobby, a w tym przypadku do duchowości. Cała duchowość w tej formie, cała miłość do rzeczy, osób, religii, kraju, natury, relacji w związkach, do wiedzy nawet tej duchowej zawiera się w sercu zielonym.

W sercu różowym jest nieskończona miłość do Nieskończoności, jakim by imieniem Jej nie nazwać, w jakiej formie, lub bez, Jej nie wielbić. Cała namiętność życia skierowana jest by zbliżyć się do Boga, by Go poznać. By poznać siebie, ale nie jako osobowość, ale to jak Bóg cię widzi. Czyli poznać Siebie jako Boską Prawdę o sobie. Nazywane jest to Jaźnią, lub Prawdziwą Naturą. Psychologia poznawania „siebie” jako osobowości należy do serca zielonego.

W sercu różowym wyróżniam trzy kolejne bramy: indygo, fiolet i biel.
Odzwierciedla to trzy etapy rozpoznania Siebie: Indygo - rozpoznanie fałszywych identyfikacji: czyli „nie to, nie to...” Fiolet: poszukiwania „kim jestem”. Biel: wizja Boga/Jaźni.

7. Brama indygo - samadhi

Kolor indygo to kolor kosmiczny, z dala od Ziemi i procesów na niej zachodzących. To stan w którym sudżnianin (głęboko poszukujący) staje się (po przejściu tej bramy) dżwiamuktą (jivamukta) - duszą wyzwoloną. To kolor samadhi. Jest to brama wejściowa do różowego serca. Nie każdy tę bramę może przejść. Bardzo wielu terminuje na jej progu. Brak boskiego zaproszenia wynika z braku gotowości karmicznej do życia w różowym sercu. Lecz nie należy myśleć, że to poślednia brama. Jest ona doskonała. Samadhi jest podstawą każdego następnego kroku w głąb siebie. Wszystko co dotyczy prawdziwego doświadczania Boga opiera się na samadhi. Czym więc jest samadhi? Najkrócej to nieobecność ciała, emocji, zmysłów i umysłu. Tylko tak można stworzyć miejsce dla MahaPremy - doskonałej miłości wyłącznie ku Bogu. Oznacza to też, co chcę na wstępie mocno podkreślić, że Bóg nie jest do opisania, rozważania ani doświadczenia dla umysłu, czyli nie jest podmiotem żadnej filozofii czy teologii. To wielkie nieporozumienie co do „intelektualnych” rozważań. To też wielkie oszustwo umysłu pracujące w prostym schemacie: Stworzenia przez umysł wyobrażeń o Bogu, by w następnym kroku udowadniać nieistnienie „Boga”. Te „dowody” dotyczą tylko i wyłącznie nieprawdziwości wyobrażeń o Bogu. Tylko tyle.

Przebudzanie duszy

Właściwe miejsce i czas... jeśli chcesz żyć. Tak, bowiem samadhi jest poza życiem, więc rozciągnięcie go na całe życie to jego koniec. Też odwrotnie, chcąc żyć i być samadhi jest niemożliwe. Wtedy mówimy o spokoju, sianthi, tak można żyć, ale nie samadhi. Więc na tym etapie podział jest wyraźny i nieunikniony, na czas sadhany i czas aktywności życia. W sercu zielonym poszukiwane i pożądane było połączenie życia i sadhany. Teraz sadhana idzie tak daleko, że jest to niemożliwe. Teraz sadhana musi mieć swój wydzielony czas... i dla bezpieczeństwa tzw. normalnego życia - ograniczony. Samadhi to mahasianthi, wielki spokój. To spokój z odłączenia umysłu od zmysłów. Mahasianthi to pustka, to paraliż umysłu. Ze względu na taką moc samadhi dawni mędrcy szukali odosobnień, by nikt im nie zakłócał tego procesu.

Dlatego dla tych, co są w pragnieniu życia i praktykują dla doskonalenia życia, dla których duchowość ma znaczenie terapeutyczne, to znaczy by uzdrawiać swe relacje i jakość życia, medytacja tęczowa kończy się na kolorze niebieskim, czyli obejmuje serce czerwone i zielone. Samadhi i wyższe stopnie Drogi jest dla tych, którzy żyją dla sadhany i to jest ich powołanie. Tak więc jedni czynią sadhanę dla doskonalenia życia a inni żyją dla doskonalenia sadhany. Dopiero takiego człowieka można nazwać sadhaką, duchowym aspirantem, tylko taki może ofiarować swoje życie i służbę duchowemu Mistrzowi i zostać jego uczniem. Sadhana dla doskonalenia życia to etap wielbiciela, życie dla doskonalenia sadhany to etap ucznia. Taki uczeń nawet gdyby nie miał formalnego Nauczyciela, to pojawi się On z wnętrza jego serca.

Dlaczego to takie ważne? Dlatego, że dla prawdziwego ucznia duchowość musi mieć najwyższą wartość. Oświecenie a potem służba innym by pomóc im w oświeceniu muszą mieć najwyższą wartość. Bowiem najwyższa wartość, najgłębsze docenienie budzi duszę i utrzymuje ją w stanie duchowej aktywności, a w medytacji dusza jest w stanie czuwania. Tylko wtedy. W samadhi ciało, zmysły i umysł zostają odłączone, odrzucone, jak więc zachować przytomność świadomości? Każdy, kto żyje fascynacją, zainteresowaniem, sprawdzaniem, porównywaniem, filozofią, czyli którego życie jest na poziomie umysłu, ten zwyczajnie zaśnie wraz z zaśnięciem umysłu w samadhi. Nie będzie przekroczenia umysłu a tylko sen. Do „snu” samadhi może wejść tylko ten, kto obudził duszę. Dusza musi być w stanie energetycznym a nie w stanie biernego świadka, jak jest w większości przypadków. W stanie świadka aktywną role rozgrywa umysł. Energetyczny stan, przebudzony stan duszy jest wtedy, kiedy pojawia się to co dusza ceni i po co tak na prawdę przychodzi na Ziemię, czyli głębokie docenienie i najwyższe wartości. To się ujawnia kiedy cała moc miłości skierowana jest na Boga by Go odkryć w sobie, by Go poznać i się z Nim stopić i by działać bez ego, jako On.

Zrozumienie

Nie jesteś ciałem, płcią ani jej rolą, zmysłami, wrażeniami, emocjami ani umysłem. Nie masz kształtu, kierunku ani substancji, która by mogła Cię tworzyć. Kiedy medytujesz odrzucaj wszystkie utożsamienia jako "nie to, nie to...". Najpierw umysł musi się odczepić od utożsamień. To jedyna droga by zniknął sam umysł. Umysł jednak uczy się powoli. Musi on oczyścić swoją przestrzeń mentalną z utożsamień. Myśli i przekonania w sferze subtelnej są realnymi bytami, które przesłaniają światło Pierwotnej Inteligencji. Dlatego muszą być oczyszczone realną pracą nad nieidentyfikowaniem się. Aby przyśpieszyć pracę czasowo używa się afirmacji anty-identyfikacji, która powtarza "nie jestem ciałem, zmysłami, wrażeniami, emocjami ani umysłem". Dobrze jest sobie często czytać buddyjską Sutrę Serca. Medytuj bez punktu zaczepienia, bez muzyki, krajobrazu, bez podpierania swej medytacji czymkolwiek bowiem to wszystko wspiera umysł. To było dobre w medytacji niebieskiej. Teraz to wszystko musi odpaść.

Kiedy doświadczasz doznań przyjemnych z ciała lub otoczenia to traktuj je jednako, bez poruszenia uświadamiając sobie, że należą do zmysłów, nie jesteś nimi. Nie skupiaj się na żadnym byciu, życiu, które jest na zewnątrz. To wszystko iluzja, to było dobre dla niebieskiej bramy, ale nie tu. Nie szukaj niczego w sobie, żadnych wizji, ani doznań. To wewnętrzny odpowiednik zmysłów i należy do umysłu. Kwituj wszystko co się pojawiło: "nie jestem tym". To ma się stać determinacją a nie zwykłą myślą. Jeżeli stają się jakieś wrażenia zbyt nachalne, związane z forma, dźwiękiem, doznaniem, itp, wewnętrznym wrażeniem lub zewnętrznym, wtedy wizualizuj pokawałkowanie tego i wrzucenie do ognia. Obserwuj jak się spala i staje popiołem a popiół rozprasza się i nie pozostaje nic. To zneutralizuje energię jakie to natręctwo posiada.

Medytacja

Wyobraź sobie żeś tylko świetlnym punkcikiem, tak zakotwicz umysł i go z tym zostaw aż sam umysł zdrętwieje. Patrzysz jako świadomość z tego punktu na... NIC, Pustkę totalną. Ta Pustka to ostatnia forma umysłu, w tej formie umysł nie może się poruszyć i doznaje paraliżu. Medytuj aż znikną wszystkie wrażenia, aż stanie się tylko czysta przestrzeń twej obecności. Kiedy na prawdę poczujesz że nic już nie jest obecne i tak siedź. W końcu zniknie pragnienie, niepokój, kierunek i czas. Po prostu JESTEŚ i to wszystko. Ciało już nie przesyła wrażeń, bowiem umysł „umarł” i wszystko odciął. Ciało jest jak odrętwiałe, a umysł jest jak nieżywy. To stan samadhi, tak osiągamy prawdziwy spokój mahasianthi. Pojawia się błogość, która jest niesubstancjalna. Nie da się jej "pociąć i wrzucić do ognia", gdyż ta błogość jest właśnie z nieporuszenia, z nieidentyfikacji i niesubstancjalności, wypływa z mahasianthi.

Zniknie nawet wrażenie ciała i jego formy niczym kamienne odrętwienie. Możesz zobaczyć drętwe ciało od wnętrza jako pustą formę w kolorze indygo. Ten kolor „zamroził” wszystko na kamień. Zniknie poczucie otoczenia, zniknie sam umysł z projekcją ego oraz wszystkimi poglądami i teoriami. Jesteś Światłem samym w Sobie. Punktem bez rozmiaru, ruchu ani procesu. To będzie tak znaczący moment uwolnienia, że nie będziesz miał wątpliwości co nastąpiło. Kajdany odpadły. Mukti, wyzwolenie się dokonało i już nic nie ważysz. Choć jest to najniższy stopień mukti i nie posiada ten stan boskiej mocy ani trwałości to jednak Wolność. Obowiązuje tu proste równanie, siedząc w samadhi nieskończenie długo osiągnie się nieskończona moc zaś każdy kontakt ze światem to potężny wyciek mocy. Jedna minuta złości kosztuje jeden miesiąc praktyki. Tak mówi Bhagawan Sai.

Ostrzeżenie

Wielu w tym stanie samadhi myśli że to Oświecenie. To stan doskonały, ale nie ostateczny. Prawda ujawniła tylko rąbka swej Tajemnicy. To bardzo znaczący krok, to podwaliny do głębszych stanów samadhi, ale to wciąż przedprogi Oświecenia. Wciąż bowiem brak samoobjawionej wiedzy Pradżniany, lub inaczej Brahmadżniany. Świetlisty umysł, albo inaczej Boski Umysł wciąż jest nieobecny. Bez tej wiedzy każde doświadczenie Czystej Świadomości przemija. Nie ma nawet boskiej mocy by pokonać uwarunkowania życia. Nie jest to przemijanie jak iluzja przemija, lecz ponownie zostaje przesłonięta. Jak niebo, które symbolizuje wieczność Prawdy i chmury, które symbolizują iluzję uwarunkowań umysłu. Umysł został tylko zepchnięty i sparaliżowany, niebo chwilowo czyste. Jednak to co zmienne ponownie przesłania niebo sprawiając fałszywe wrażenie, że właśnie niebo jest nietrwałe, że przemija. Wiweka, intuicyjna mądrość rozpoznania między rzeczywistym a nierzeczywistym nie została przebudzona.

Podobnie jest stwierdzenie o tym stanie pustego umysłu w buddyzmie ZEN: "kiedy siedzisz nie można cię odróżnić od Buddy". Tak jest w samadhi. Niestety, kiedy otwierasz usta umysł się ujawnia a wraz z nim ignorancja a nawet arogancja. To arogancja ego z powodu „osiągnięcia”. Umysł nie został przetransformowany, stąd ten efekt. To dlatego Mistrzowie ZEN starannie sprawdzają stan tego umysłu w rozmowie, w ogniu pytań i odpowiedzi a nie na podstawie własnych opowieści sadhaki o tym co doświadczył w jakiejś idealnej chwili uniesienia.

Sprawdzanie przez Mistrza dla formalnego potwierdzenia to dobra praktyka. Te chwile wglądów ujawniają potencjał do realizacji a nie są samą realizacją. W buddyzmie japońskiego ZEN rozróżnia się owe dwa stany: nietrwałych wglądów w Prawdziwą Naturę jako kenszo oraz głębokiego trwałego i niecofającego się doświadczenia jako satori. Ja nietrwałe stany nazywam mistycznymi wglądami, a na wyższym poziomie strumieniem oświecenia. Kiedy podejmie się właściwy wysiłek sadhany będzie i samo Oświecenie.

Uczniowie terminujący

Tak jak są mistrzowie-oszuści tak i są uczniowie-oszuści. Im Umysł Boski nie chce się ujawnić, bowiem doczesny umysł nie stał się choćby podobny do Boskiego. To „podobieństwo” wyraża się w niezbędnych cnotach które należy rozwinąć. Inaczej wyrażanie Boskiego Umysłu jest nawet nie możliwe i w tym cała rzecz. Kiedy umysł opanuje arogancja duchowa, wtedy przejście tej bramy indygo jest niemożliwe. Aspirant będzie siedzieć na progu tej bramy choćby milenia a nie zostanie wpuszczony do różowego serca. Tacy fałszywi aspiranci duchowi co dostąpią trochę radości anandy zaraz biegną chwalić się, dyskutować i stawiać ponad innymi. Jak narkoman na głodzie. kiedy brama się lekko uchyli i zaleje kogoś boskim światłem, obdarza łaskami. Ego natychmiast to łapie i robi swój użytek. Arogancja duchowa to ciężki przypadek ignorancji. Nie należy dyskutować z takimi ludźmi, ich tylko ŻYCIE może nawrócić na właściwą drogę. Muszą wpierw nauczyć się pokory.

Bhagawan Sai mówi wyraźnie by nie tracić swej energii na arogantów. To ważna wskazówka. Arogancja musi być rozbita w pył i być zastąpiona pokorą, by dalszy postęp duchowy możliwy. Ale ta brama zawsze niesie błogosławieństwo. Poprzednie bramy były raczej uwalnianiem się z obciążeń, zaś ta i wyższe niosą tylko wiedzę i błogosławieństwo. Oznacza to, że nawet aroganci, ale tacy co już tu dotarli acz terminujący u tej bramy niosą wielki pożytek światu, niosąc światło swego doświadczenia. Oni docierają do ludzi o kamiennych serca i sztywnych umysłach, których siła ciemności jest nie do przebicia dla miłości. Dlatego nawet do takich sadhaków odnoszę się z uznaniem dla ich duchowej pracy nawet w takim stanie jakim są. Są Sudżnianinami. Oni stają się wojownikami światła, tnącym ostrzem Prawdy. To brama błogosławieństwa i go dostąpią prędzej czy później.

Refleksja

Niezależnie jak docierasz do tej bramy, czy tam terminujesz czy przechodzisz, niesie ona Wielkie Rozpoznanie. Następuje przebudzenie wiewki - rozróżnienia iluzji w jaką się wplątało, od stanu rzeczywistego - bycia tylko świadomością. Jesteś - i to jest prawdą. Bez utożsamienia z ciałem. Jest tu rozpoznanie wszystkich warstw umysłu i zrozumienie ich roli. Wszystkich poziomów wiedzy dotyczącej umysłu. Zależy to jednak od przepracowania lekcji na poziomie bramy niebieskiej.

Odłączenie od cielesności jest tak głębokie, że ciało wydaje się „kamieniem” w którym jedynym życiem jest świetlny maleńki punkcik - TY. Zobacz jak odpadają wszelkie role od ciebie. Należały tylko do ciała, do relacji z tym ciałem... A tu co? Nic z tych rzeczy nie dotyczy ciebie. Co za radość wolności, śmiech ze wszystkich ról życia co się grało tak zapalczywie. To też wielkie uzdrowienie i przemiana życia.

Następna strona:
http://saisiwa.blogspot.co.uk/2016/04/medytacja-teczowa-8-fioletowy.html


Swami P. SaiSiwa

niedziela, 14 lutego 2016

Nieskończoność kocha Nieskończoność, czyli poza Źródło - rozmowa z Siakti

Nieskończoność kocha Nieskończoność,

czyli poza Źródło [w podstawowym rozumieniu] - rozmowa z Siakti

SaiSiwa: Wiersz dla Ciebie...

Siakti: Ty jesteś moją poezją.

SaiSiwa: Jak to jest? Jak mam pisać?

Siakti: Kocham cię i tak się wszystko tworzy.

SaiSiwa: Inspirowany miłością Twoją odpowiadam na Twoją miłość. Jestem jedynie odbiciem Twojej miłości z powrotem ku Tobie. Ale czy ja kocham?

Siakti: Nie, Ja kocham Siebie przez ciebie. Ty istniejesz dla Mojej radości.

SaiSiwa: Formalnie to brzmi zatrważająco. Jestem pacynką w Twej zabawie. Ale ta niesamowita Boska Energia, która mnie objęła w rozmowie z Tobą sprawia, że to jest cudowne co mówisz.

Siakti: Ja się bawię tobą i mówię przez ciebie do Siebie, jakbyś ty to mówił.

SaiSiwa: Co za zabawa. Dlaczego ja mam swoje poczucie istnienia?

Siakti: Wiesz, że jesteś odbiciem Mnie w swoim umyśle.

SaiSiwa: Tak, doświadczyłem tego radosnego odkrycia i to stało się podstawą mego nieustającego doskonalenia umysłu. Dla doskonałego odbicia. Wtedy mam Ciebie o cudowna jako siebie. Bez zniekształceń. Nie da się być bliżej swego Umiłowania.

Siakti: Ja cię do tego inspiruję, chcę być w odbiciu tym doskonała.

SaiSiwa: Nawet już nie dbam o stan Sudhasattwa, bowiem w stanie czystej świadomości nie można zmieniać umysłu. Wolę być w stanie wielbiciela, bo wtedy wyrażając się przez umysł-serce, w adoracji Ciebie, w codziennej sadhanie dokonuje się oczyszczenie i transformacja. Tak tylko mogę się zbliżyć do doskonałości, by umysł-serce było doskonałym zwierciadłem dla Ciebie. Nawet nie dbam, czy to się nazywa Oświecenie czy nie. Dlaczego tak jest? Dlaczego ważniejsza dla mnie jest „mała droga” pochylania się nad każdą cechą do przepracowania, niż bycie w chwalebnym stanie Oświecenia?

Siakti: Cóż to jest Oświecenie, kiedy tylko Ja JESTEM? Ja ciebie prowadzę i chcę by Moje odbicie w tobie było doskonałe. Kiedy jesteś ze Mnie, wtedy to Ja jestem twym Oświeceniem. A Ja czynię to, lub tamto, to wszystko co postanowię robić przez ciebie. Czy to Sudhasattwa, czy wielbiciel. To jest takim samym Oświeceniem, kiedy to wiesz. Jak tego nie wiesz to osiągasz Źródło jako Czystą Świadomość w stanie Sudhasattwa, ale nie osiągasz Mnie.

SaiSiwa: Tak, czułem to, że jedyną moją Dharmą po Oświeceniu jest poddać się Tobie i wykonywać mi zadaną pracę nawet, gdybym miało to oznaczać dwójnię, stan wielbiciela. Oświecenie staje się czyste, kiedy i Ono jest porzucone, a właściwie porzucone pojęcie o Nim, bo Ono staje się dopiero wtedy tym czym jest na prawdę. Jednak, czy Ty nie jesteś Źródłem? Osiągający Źródło w Sudasattwa, nie osiąga Ciebie?

Siakti: Jestem działaniem i niedziałaniem, Świadomość statyczna i dynamiczna, Siwa i Siakti, Źródłem i działaniem Źródła. Kiedy wtapiasz się w Czystą Świadomość, to znaczy powróciłeś bez wykonania dla mnie zadania Świadomości dynamicznej, a tylko ta ukazuje Mnie-Jaką-Jestem. Poddaj się Mnie w działaniu i wykonuj Moje działanie, które czujesz w sobie, tak tylko możesz Mnie osiągnąć. Działaj by zadowolić Mnie, a staniesz się jak Ja, staniesz się Mną.

SaiSiwa: Tak, rozumiem to głęboko w sobie. Działanie dla zadowolenia Ciebie jest przynoszące anandę...

Siakti: Amritę, nektar nieśmiertelności. W Źródle masz zniknięcie, bo nie odzwierciedlasz Mnie, lecz zaniechałeś wszystkiego. W działaniu dla Mnie stajesz się odbiciem Mnie, dlatego zachowuję cię dla Siebie, bowiem Siebie nie mogę zniszczyć.

SaiSiwa: Lecz wtedy żyjemy w dwójni, „Ty” i „ja” zachowany...

Siakti: Kto mówi o dwójni? Tylko formy są dwie, ale przez te dwie formy jest JEDNO Istnienie.

SaiSiwa: Tak, tak, tak, wiem to! Lecz teraz mnie prowadzisz jakbym nie wiedział, więc jest to wspaniałe przypomnienie. Dziękuję. Tak, znam to JEDNO poprzez wszystko.

Siakti: Owe „wszystko” zmienia się i przemija, jest grą iluzji, która jest niszczona. Osiągnąć Mnie to być zachowanym nawet po iluzji zniszczeniu.

SaiSiwa: Faktycznie, nieśmiertelność formy to efekt urzeczywistnienia jednej Świadomości dynamicznej. Zaś urzeczywistnienie Świadomości statycznej nie zachowa formy, to powrót bez owocu. Ja jednak nie pragnąłem cieszyć się owocami sadhany, wyzwolenia a tym bardziej życia... Nie pragnąłem być zachowany ani też nieśmiertelności. Bowiem, czy może coś powstać w świecie Prawdy?

Siakti: Ja istnieję i to się nie zmieni. Ja tworzę wszystkie formy z Siebie i one na powrót stają się Mną. Ta gra jest wieczna i ukazuje Mnie. Znasz Mnie? Znasz co zachowuję a co niszczę? Nie ukaże tego co tworzę w Świecie Wiecznym komuś, kto nie osiąga Mnie, nie stał się jak Ja, bo to się nie zmieni, że tylko Ja istnieję. Nie sądź że nie mogę tworzyć, ma ekspansja nie ma granic, nie pojmiesz jej. Kto zrezygnował z by stać się jak Ja, jak może Mnie osiągnąć. Świadomość statyczna Źródła to zatrzymanie wszystkiego, porzucenie. To nie trafia do Mnie. To wyzwolenie z iluzji, ale nie narodziny w Prawdzie o Mnie.

SaiSiwa: Obrałem tę drogę z czystej miłości ku Tobie, nazwałem to Premakaja, która jest jak bhakti. W tym sensie jest to droga ukryta. Jednak jest to coś innego, bowiem zrodziła się z osiągnięcia Sudhasattwa i... porzucenia tego stanu, by móc Ciebie miłować nieskończenie...

Siakti: Tylko tak droga nieskończonej miłości może się zrodzić. Nie możesz siebie uważać za człowieka kochającego Nieskończoność. To droga bhakti. To nie jest jeszcze nieskończona miłość. Jesteś Nieskończonością kochającą Nieskończoność – to urzeczywistnienie Premy, Oświecenie Premakaja, Siakti Marga. By to zrozumieć potrzebowałeś swojej drogi Oświecenia. Teraz twoja miłość objęła wszystko, modlisz się o siebie i cały świat jakbyś to był ty. Uzdrawiasz i transformujesz siebie i cały świat i nie umiesz już tego oddzielić. Jesteś prawdziwie premabodhisattwą, boś bodhisattwą zrodzonym w Premie. Na tej drodze zrealizujesz Najwyższą Cnotę, którą Jestem. Wszystko się porusza za Moją Wolą, nic Mi nie umknie. Jednak wybór pozostawiam tobie, każdemu, co dla siebie wybierze. To mu dam.

SaiSiwa: Każda dusza określa swoją aspirację?

Siakti: Tak. Ja prowadzę ciebie ku Sobie, bo tak wybrałeś i to osiągniesz. Niewielu to rozumie, bowiem niemal każdy zachować pragnie to, czego zachować nie może. Oświecenie Dharmakaja gra tu kluczową rolę, byś wiedział jak i do czego aspirować powinieneś. Ty to wiesz, ale używam przykładu ciebie, by to przekazać światu. To właściwy moment. Świat dojrzewa na tę głęboką prawdę.

SaiSiwa: Mówiliśmy o Sudhasattwa, dlaczego Dharmakaja?

Siakti: Bo potrzebna jest przebudzona Mądrość. Tylko tak to możesz pojąć.

SaiSiwa: Rozumiem, Sudhasattwa to jedynie stan czystości Świadomości jako bycia bez cienia pragnień. Dziękuję za rozmowę, była niezwykła, zaskakująca i inspirująca. Om Siakti Ram.

SaiSiwa i Siakti

sobota, 13 lutego 2016

Medytacja Tęczowa - brama 6 - niebieski

Medytacja Tęczowa - brama 6 - niebieski





Ostatnia brama zielonego serca. Niebieski to spokój. Kiedy przepracuje się i uwolni od wszystkich zależności, wpływów, pragnień i zakłóceń. Kiedy potrafi się na wszystko patrzeć jednakowo bez emocjonalnej czy afektywnej postawy, lecz zarazem jednakowo pozytywnie i życzliwie, wtedy pojawia się spokój. Spokój który nie tylko jest chwilowym brakiem gonitwy myśli i emocjonalnych szarpań bowiem to zostało przepracowane na niższych etapach. To spokój, który jest nie do zburzenia. Spokój, który staje się nową percepcją świata, owym wymiarem istnienia, który będzie przynosił ukojenie wszystkim zabieganym. To efekt wieloletniej pracy wszystkich niższych stopni Medytacji Tęczowej.

Czyste niebo jest jest zawsze takie samo. Czy przesłaniają je chmury, czy liście drzewa, albo budynki, to pomiędzy jest ten sam błękit. Tak postrzegaj wszystko. Spokój postrzegaj wszędzie, a znajdziesz go na drodze jednakowego-postrzegania. Wszędzie się wyłania kiedy medytujesz, ale nie tylko, jest też pomiędzy myślami, w przerwie słów, w czynnościach stanowiąc tło dla każdego gestu, kroku a nawet oddechu.

Trzeba tylko przenieść uwagę na te chwile ciszy, które są pomiędzy. Ale spokój jest nie tylko w ciszy, spokój to coś więcej. Spokój może chodzić, mówić, kochać, wspierać... tylko trzeba się tego nauczyć. Cisza to sprawa umysłu i pochodzi z umysłu. Spokój to natura duszy i zawiera w sobie ciszę i jest też poza nią.

Kiedy rozumiesz spokój i jakie procesy doń prowadzą to pomyśl sobie teraz że jest on wszędzie. Aby coś uspokoić wyobraź sobie niebieski kolor w tym subtelnie zawarty i to otaczający. Często patrz w niebo i przenoś to wrażenie niezróżnicowanej czystości w siebie. Ja sam kiedy chodzę po mieście, lub parku moją ulubioną rzeczą, którą obserwuję to niebo. Jest takie samo wszędzie. Pokochaj spokój nieba, zapraszaj go do siebie, do swego wnętrza, oddychaj nim. Kiedy coś kochasz o tym nieustannie myślisz. Kochaj spokój i kochaj błękit nieba, chciej wszystko czynić spokojem, jako nowym narzędziem a wszystko stanie się niebiańskie. Życie nie ucieknie, nie zawali się, raczej zawala się od nadkontroli. Życie przemieni się i uzdrowi. Uzdrowią się relacje, oczyszczą się twoje życiowe cele. W życiu pojawi się wiele przestrzeni, której poprzednio nie było widać. Poszerzy się widzenie.

Niebo jest ponad naturą, ponad roślinami, zwierzętami, ludźmi i ich zabieganym życiem, ponad żądzą życia, czy lękami życia. Bądź TAM, najpierw TAM, w tym błękicie a dopiero potem działaj. Mieszkaj w Niebie, działaj na Ziemi. Działaj kiedy poczujesz że możesz zrobić to coś z radością. Dopiero wtedy to czyń. Nauczysz się kierować intuicją, nauczysz się wybierać właściwy moment na działanie i tempo. Nauczysz się kierującego uczucia intuicji, by być w zgodzie z sobą. To czyni spokój. To przynosi pokój na świecie. W takim spokoju emocje i myśli się uciszają same a wyższe uczucia rozkwitają czyniąc Niebo na Ziemi. Wyższe subtelniejsze uczucia mogą rozwijać się wyłącznie za wsparciem spokoju. Przykładem takich uczyć to uczucia piękna, majestatu, misterium, tajemnicy życia, mocy, skupienia, trwałościa, pewności, zadowolenia, itd. To bogactwo uczuć niedostępnych z poziomy lęku lub afektu. Te uczucia stanowią o zdrowiu psychicznym.

Spokój i wyższe uczucia
Błędem jest mówić, że w spokoju nie ma uczuć! Nie ma afektu i emocji, ale wyższe i duchowe uczucia dopiero objawiają się w pełni swego piękna kiedy jest spokój. To wyższe wyrażanie siebie. O braku uczuć mówią ci co ich nie poznali, którzy nie doznali duchowego wymiaru swego istnienia, którzy utknęli w swym rozwoju na intelekcie i stali się erudytami a nie mistykami . Prostym pytaniem można rozproszyć wątpliwości co do tego: „Bóg jest nawet ponad spokojem, czy On też nie ma uczuć?”. To co ma wygasnąć to emocje, lecz często w literaturze emocje są utożsamiane z uczuciami. Dlatego trzeba koniecznie stopniować uczucia aby uniknąć tego typu nieporozumień. Czyż najwyższym doznawanym uczuciem spokoju nie jest Ananda, czyli błogość doświadczania Boga? To też uczucie, ale jakże odmienne, podobnie z Premą, albo uczuciem Satji, Prawdy. Prawdzie też towarzyszy uczucie, tylko trzeba do tego dojrzeć. Nie raz spotkałem się z filozofami czy teologami. Mówią oni o konieczności braku uczuć by poznać Boga. Popełniają prosty błąd, bowiem chodzi o brak uczuć i emocji związanych ze światem, a nie z Bogiem. Lecz ci ludzie nie dojrzeli do boskich uczuć i tak samo nie poznali Boga. Bóg obdarza najcudowniejszymi uczuciami, ale wpierw trzeba się uwolnić od uczuć ciągnących umysł do świata. O to tu w tym chodzi.

Są też ludzie z przeciwnego bieguna. To ci, którzy wyłącznie wartościują doznawanie szczęścia, czy satysfakcji z życia, kiedy doznają silnych przeżyć i emocji. Ot taki afektywny charakter. Dla nich spełniony dzień to taki, który był pełen wrażeń i emocji. No właśnie, „dzień”, „chwila”, to u nich tego typu jednostki miary. Chwilowość i chwiejność przeplatana nudą. Emocje pozytywne, które w jednej chwili przemieniają się w przeciwieństwo. To hałaśliwi ludzie, którzy nienawidzą spokoju. Też i dla nich droga do duchowości jeszcze daleka. Spokój ma wielką moc i nie każdy może to wytrzymać.

Mów mniej, mów z miłością.
Sai Baba podaje trzy bramy mowy, które powinno przejść każde zdanie, które chcemy wypowiedzieć:
- pierwsza to brama umysłu, czy słowa są zgodne z prawdą,
- druga to serca, czy słowa nie krzywdzą,
- a trzecia to brama ust, czy warto je wypowiadać. Głupawki i głupie żarty już więcej nie powinny być sposobem na podtrzymanie konwersacji.

Podtrzymuj bycie i bądź tylko w takim towarzystwie. To praktyka spokoju w mowie, ale działanie i myślenie powinno się kierować podobnymi zasadami. Tak rozwija się inteligencja, tak tylko można odkrywać głębsze wartości życia. Tylko w spokoju jest głębszy kontakt z własnymi uczuciami.

W spokoju ładują się duchowe „baterie”. Daje to moc do działania. Aby działanie nie burzyło spokoju musi się ono zrodzić ze spokoju i być zgodne z wyższymi uczuciami. Przypominam, wyższe uczucia to te, które rodzą się ze spokoju i za bazę mają spokój. To najwyższy „użytkowy” charakter duchowości w życiu. Najwyższe ciało iluzoryczne (z pięciu iluzorycznych ciał) się budzi w spokoju i jest to ciało radości i piękna, anadamaja-kosza.

Medytacja spokoju.

W medytacji spokoju, kto żyje w spokoju też może nawet doznać spontanicznych duchowych wglądów. To jest wręcz naturalne, bowiem spokój prowadzi do mistyki. W końcu jesteśmy duchowymi istotami a nie cielesnymi. Te wglądy nie są jeszcze trwałym osiągnięciem, ale raczej zaproszeniem do wymiarów ducha. Wglądy te jednak oznaczają znaczny postęp na drodze oczyszczenia z chaosu myśli i emocji. Każda medytacja bazuje na spokoju i w istocie tu się zaczyna. Wszystkie poniższe stopnie medytacji to w istocie przygotowanie solidnego gruntu dla spokoju. Spokój musi być w ciele, energii, emocjach, myślach, relacjach, sytuacji...
„Wybierz sobie spokojne miejsce i ustronne...” - tak zaczyna się każda medytacja. „...i po prostu siedź bez działania i myśli ale w pełni świadomie...” - oto droga do bycia w pełni i rozpoznania tego.

Więc do dzieła:

Etap 1. Siedzenie.
Wybierz sobie spokojne miejsce i ustronne i po prostu siedź bez działania i myśli ale w pełni świadomie. Obserwuj oddech, ale nim nie manipuluj, obserwuj swoje istnienie w tym oddechu. Tempo oddechu odzwierciedla tempo pracy umysłu, więc pozwól oddechowi się uspokoić do rytmu naturalnego. Jeżeli będziesz oddech kontrolować mimo woli, znaczy masz tendencję do nadkontroli w życiu. Puść nadkontrol ćwicząc tylko obserwację oddechu. Kontrolowanie oddechu a obserwacja oddechu to dwie różne sprawy. Kiedy osiągniesz spokój poczujesz też ulgę i rozluźnienie w głowie. Gdy w głowie utrzymuje się napięcie skup umysł na pępku a znaczna część energii mentalnej spłynie z głowy do pępka (czakra Tan-Tien). Tam ją kontroluj poprzez samą obserwację i skupienie. To nadaktywność energii w głowie sprawia tyle problemu, pobudza umysł i czyni go niespokojnym. Systematycznie ćwicząc osiągniesz spokój oraz jasność i lekkość w głowie.

Etap 2. Czucie siebie.
Aby nauczyć się działać w spokoju trzeba wpierw nauczyć słuchać i patrzeć w spokoju. Ale jak patrzeć w spokoju, albo słuchać? Najpierw trzeba przejść etap nauki tego nowego „siebie”, to jest jasno postrzegać swój spokój a nawet cieszyć się nim. Cieszyć się lekkością w energii, jasnością w głowie, byciem ponad emocjami... itd. Nauczyć się widzieć te jakości w kontekście z tego zamieszania z którego się wyszło i do którego się powraca, kiedy medytacja się kończy. Jakie poruszenia się pojawiają? Obserwuj to. Kiedy kończy się lekkość? Zaobserwuj to. I tak ze wszystkimi jakościami. Najważniejsze to kiedy twój umysł traci przestrzenność i jasność a zaczyna się wciągać w nurt życia i znowu podróżuje od sprawy do sprawy bez wytchnienia. Te obserwacje to ważne rozpoznania, które pomogą pielęgnować spokój i nim żyć nawet w działaniu.

Etap 3. Słuchanie.
Kiedy owe rozpoznania staną się jasne i oczywiste, wtedy można przejść do słuchania dźwięków świata. Słuch zawiera dużo o świecie, ale nie aż tyle co wzrok. Dlatego łatwiej zacząć od słuchania naturalnych dźwięków. Słuchaj tak, aby nie tracić spokoju i nie dać się wciągnąć. Dokonane rozpoznania jakości spokoju będą teraz nowym zmysłem rozpoznawania co się z tobą dzieje i ew. co powoduje wytrącenie cię ze spokoju. Wtedy powracaj do siebie. Trudniej słuchać ludzkiej mowy, ale należy dojść do takiego stadium, jakby była to „mowa” ptaków, czyli choć zrozumiała to NIEZNACZĄCA. Oznacza to, że umysł nie podążył za mową, pozostał w spokoju. Siły akceptacji trzeba, aby tak praktykować pośród irytujących dźwięków. Irytujące dźwięki i tak nie powinny towarzyszyć nam w życiu, takie sprawy i tak w końcu trzeba wyprostować, ale poćwiczyć w nich też warto.

Etap 4. Patrzenie.
Podobnie jak ze słuchaniem, tylko tu jest dużo trudniej. Umysł zawsze był wciągany w to co obserwuje. Dlatego zawsze należy ćwiczyć od widoków natury, żywiołów, potem dopiero pośród ludzi i bliskich. Należy dojść do zupełnego nieoceniania zachowań dobrych ani złych, urody ani brzydoty a nawet atrakcyjności i płci. Oto siła stabilnego spokoju umysłu.

Etap 5. Działanie.
Nie oceniaj sytuacji utrzymując umysł i emocje w takim samym spokoju, wedle tych samych rozpoznań uczynionych w samym siedzeniu na etapie 2. Takie działanie, które jednakowo pogodnie patrzy na sytuacje pomyślne lub nie, na aprobatę lub krytykę, na stratę lub zysk. Kiedy mówi bez utraty jakości spokoju. Oto medytacja w działaniu, oto niedziałanie w działaniu (taoistyczna zasada Wu-Wei), bowiem ciało wykonuje czynności, kiedy za tym czasem umysł siedzi w chłodnym lesie. Ta praca to ważna praktyka i doskonalenie jej zajmuje w istocie całe życie.
Swami P. SaiSiwa

niedziela, 7 lutego 2016

Medytacja Tęczowa - brama 5 - zielony

Medytacja Tęczowa - brama 5 - zielony

kolor zielony: równowaga – jednakowe traktowanie, akceptacja

Poprzednia strona:


Zielony kolor związany jest z relacjami wszelkiego rodzaju. Najważniejsze i najsilniejsze to relacje w związku partnerskim, z dziećmi, rodzinne, przyjacielskie i zawodowe. Ale wiąże nas znacznie więcej relacji społecznych, kulturowych, religijnych, narodowych, planetarnych i kosmicznych. To nie koniec relacji. Najistotniejsze relacje wydają się być zapomniane i zdeprecjonowane w dzisiejszych czasach. To związek z Jaźnią i z Mistrzem duchowym.

W tej podróży medytacji tęczowej można oczywiście się skupić na oczyszczaniu i uzdrawianiu relacji bliskich, rodzinnych, przyjacielskich i zawodowych by je pielęgnować. To by była jedna warstwa tej medytacji – terapeutyczna, dla uzdrowienia własnej psychiki. Jednak w duchowej podróży trzeba wyjść dalej, poza doczesne relacje.

Stąd trzeba rozróżnić duchowość na trzy poziomy, aby wiedzieć o czym się mówi. Pielęgnowanie relacji codziennych życia doczesnego to duchowość użytkowa, doczesna albo religijna. Pielęgnowanie relacji z Mistrzem duchowym jak i z Bogiem a przekraczając to co doczesne to duchowość mistyczna. Życie w Oświeceniu, niesienie przykładu i Oświecenia innym to duchowość Boska.

Jednak nie należy się łudzić, że rolę terapii można zastąpić wyższą duchowością mistyczną. Każdy etap duchowości w rozwoju jako całości jest ważny. Nieuzdrowienie bliskich relacji czy emocjonalnego poziomu uczuć nie pozwoli wzbić się w niebo mistycyzmu. Tak samo bez mistycznych doznań głębokiego kontaktu z Bogiem, rozwoju i dojrzewania pod wpływem boskich uczuć nie możliwe jest pojęcie wyższej mądrości i Oświecenie.

W medytacji koloru zielonego zadaniem jest osiągnięcie równowagi w relacjach które nas wiążą ze światem. Bez tej równowagi nie przyjdzie spokój koloru niebieskiego, lub będzie powierzchowny i łatwo niszczony. Oto kilka kroków, które trzeba przeanalizować aby cieszyć się pięknem i zasilaniem zielenią dzięki zgodnym relacjom:

1. Pierwszy krok jest bardzo zewnętrzny, to własne miejsce w życiu bez powodowania konfliktów

2. Zgoda w relacjach z innymi aby inni nie byli prowokowani do konfliktów.

3. Pogodzenie się, że są „inni”, którzy nie chcą wchodzić z nami w relacje. Tacy ludzie u wielu osób, zwłaszcza kobiet, wywołują stres i lęk przed innością, lub niemożnością kontrolowania sytuacji, lub przynajmniej jej rozpoznania. W tym kroku przymnij do wiadomości: nikogo nie musisz kontrolować! Dla wielu to będzie wielkie wyzwanie by sobie odpuścić.

4. Nikogo nie zmieniaj bowiem to ty jesteś do zmiany. Są ludzie tak nastawieni zewnętrznie, albo informacyjnie, że kiedy dotrze do nich jakikolwiek strzępek informacji natychmiast chcą edukować innych. Pouczanie innych to wielki błąd i prosta droga do ocen i konfliktów. Odpuść sobie, nikogo nie musisz edukować, raczej przymnij, że sam nic nie umiesz i zwiększ tym własną determinację.

5. Milcz w negatywnych relacjach i emocjach (nie walcz). Rzadko kiedy naprawdę trzeba reagować na negatywne emocje innych. Owszem bywa tak. Jednak przyjmij zasadę „psy szczekają a karawana jedzie dalej”. Dziś, w dobie internetu, zwłaszcza kiedy rozmówcy mogą być anonimowi mamy zjawisko bezinteresownej nienawiści, czyli tzw hejtu. To ich demoniczna natura i tego dyskusjami się nie zmieni. Oni przyszli od demona i do niego powrócą, to ich źródło. To skrajny przykład, bowiem czasem potrzebna jest reakcja ale konstruktywna, ostrego cięcia, a nie dania się wciągania w dyskusje z hejtem. Emocje zarażają i to trzeba wiedzieć. Zostawiaj ich sobie, stroń od ocen.

6. Akceptuj drogę innych a uzyskasz ich akceptację a nawet miłość. Szacunek, szacunek, szacunek. Bez tego nie ma relacji opartej na pozytywnych emocjach. Czyli akceptacja inności innych i pozwolenie im bycia jakimi chcą być.

7. Nie oczekuj, nie wymuszaj, że sam masz być akceptowany lub zauważany albo nawet doceniany. Idź drogą życzliwości bez „wyrywania” zainteresowania innych tobą. To niepotrzebne. I tak w relacjach wszystko już jest karmicznie ustalone. Ty masz kontrolę nad jakością wewnętrzną tego co ma się wydarzyć na zewnątrz. Na wewnętrznej jakości się skup. Wszystko co ma być, będzie.

8. Pielęgnuj relacje z bliskimi, którym zależy na tobie, dawaj im swój czas i siebie, ale unikaj afektywności. Bądź raczej biegunem spokoju w relacjach, bowiem celem twoim jest wyjście poza te relacje. Z drugiej strony bez tych bliskich relacji twoje życie przestanie funkcjonować, więc... naucz się o nie dbać bez nakładania afektu, oczekiwać a szczególnie planowania i modelowania ich, czyli kontrolowania. „Planowanie i modelowanie” zostaw tym, którzy bardzo bardzo bardzo chcą szczęścia doczesnego i oczywiście cierpienia, które w tym zmiennym iluzorycznym świecie jest nieodłączne od chwil szczęścia.

9. Nie szukaj partnera/partnerki. Wasze spotkanie jest już karmicznie ustalone. Jeżeli już masz takową osobę ciesz się, bo masz szukanie już za sobą. Szukanie czegokolwiek w świecie to wiązanie się. Najlepiej przyjąć zasadę jedno-monogamii. Czyli jeden partner na całe życie i kropka. To uwalnia od zabiegania, męczenia się, porównywania... Jak z kimś nie wyjdzie poświęć się Bogu na resztę życia. Partnerstwo, rodzina, znajomi, praca... to iluzje jak cały ten świat. Zabieganie o nie to przeciwny kierunek do duchowości mistycznej. Jeżeli nie możesz być sam/sama to zawsze przyjmuj zasadę, że ten , który jest, jest jedyny i ostatni. Nigdy też nie zabiegaj o kogoś kto się nieustannie rozgląda, to chodzące nieszczęście dla partnera. Wiele by pisać o tym trudnym okresie młodości i życzę by minął jak najszybciej. Oczywiście pomyślnie, ale mistyczny rozwój duchowy w tym etapie życia jest w kosmicznej odległości.


10. Postrzegaj wszystkich i relacje ze wszystkimi jednakowo. Bynajmniej nie oznacza to, że jest wszystko jedno co robisz, lub z kim jesteś. Raczej to, że twoja dojrzałość karmiczna wyraża się tym, iż wszystko ma swoje właściwe miejsce w życiu i nic się nie wybija swym niedomaganiem, albo przeciwnie – ekscytacją. Podobnie jak zdrowe ciało, każdy organ ma swoje wyjątkowe miejsce i funkcje w ciele i kiedy wszystkie są ze sobą zrównoważone i zdrowe, wtedy ciało przestaje zwracać na siebie szczególną uwagę. Wtedy może być wykorzystane do innych wyższych zadań i poradzi sobie z tymi zadaniami bez problemu. Podobnie z relacjami, bowiem to w istocie forma ciała mentalnego. Jak będzie w tym ciele zdrowie i równowaga, wtedy posłuży do dalszych zadań duchowych bez blokad i niedomagań.

Można jeszcze wiele punktów wymieniać, a nawet książek napisać jak uzdrawiać relacje by je odtoksycznić i osiągnąć równowagę. Niemal wszystkie terapie, czy kursy rozwoju osobistego, czy tzw „duchowe” tego dotyczą. Jak wspomniałem jest to „duchowość” użytkowa, serca zielonego. Dopiero w sercu różowym wzniesiesz się na poziom prawdziwej duchowości mistycznej.

Medytacja przyrodnicza.

Etap 1.

Wyobraź sobie, że idziesz na spacer do parku, a najlepiej lasu. Wszystko co spotykasz to rośliny, zieleń, drzewa, kwiaty... – oglądaj je z jednakowym zainteresowaniem. Są również drobne zwierzątka, ptaki, owady. Wszystkie pracują i uwijają się. Też je obserwuj z jednakowym zainteresowaniem. Nie wyróżniaj niczego jako ważniejszego a raczej uświadom sobie, że wszystko jest w równowadze więc tak samo ważne. Jest też jakieś ukształtowanie terenu, może strumyk, są chmury i niebo, itd. Obserwuj to wszystko samemu pozostając w wewnętrznej równowadze. Jako obserwator uważny, ale nie dający się wciągnąć. Bądź jak przyrodnik, który chce zaobserwować, ale nie chce niczego zakłócić. To najważniejszy punkt do zrozumienia. Zauważ wszechogarniającą żywotność wszystkiego, jako jedną energię, która przenika wszystkie stworzenia. Przenika wszystkie żywioły natury, rośliny, zwierzęta jak i ciebie jednakowo. W tym ujęciu wszystko jest tylko przebraniem, jedne kukiełkami wszechprzenikającej energii życia. Dlatego ucz się jednakowego, jednakowo życzliwego traktowania wszelkiego przejawienia.

Etap 2.

Tak medytuj na spacerze i tak samo medytuj potem wśród ludzi w mieście. Przenieś medytację tę do miasta i zobacz, że wszyscy ludzie czy idą, czy siedzą, czy gadają, walczą, czy milczą są tylko kukiełkami tej samej energii życia. Patrz więc na nich jednakowo. Po prostu muszą to robić, jak w naturze wszystko ma swoje role. Różnica jest tylko taka, że w naturze rola jest związana z kształtem i gatunkiem. Tu różne role, ale jeden gatunek – człowiek. Niemniej ludzie mają indywidualne role i „kształty” psychiczne co często odzwierciedla się na zewnątrz, w sylwetce i wyrazie twarzy. Dlatego tylko obserwuj i traktuj jednakowo. Ich role się tak samo uzupełniają jak w przyrodzie, tak samo są jej elementem. Bądź niezaangażowanym, choć żyjącym uważnie „przyrodnikiem” pośród ludzi.

Etap 3.

Kiedy poczujesz, że potrafisz jednakowo patrzeć na ludzi, że już nie uruchamiają się lawiny odruchowych ocen ludzi. Że stali się zwykłym elementem natury to czas przenieść tę medytację na grunt bliskich relacji i rodziny. Tu też wszyscy grają swoje role. Niestety wszyscy posiadają okulary własnych przekonań co do ról, co do oczekiwań, upodobań do innych i uprzedzeń. Nikogo nie zmieniaj, zostaw to, ten cały świat „przepychanek”. Popatrz jak na kolejne przyrodnicze role. Trudność polega na tym, że bardzo się wydaje iż dotyczą ciebie, ale wiedz, że tak nie jest. Jesteś w centrum burzy relacji a mimo to nie dotyczą ciebie, ale wyobrażenia o tobie jakie mają inni. Teraz bądź wewnętrznie „przyrodnikiem”, uważnym, ale niezaangażowanym a tylko obserwującym. Odpowiadaj zawsze spokojnie i rozważnie co powinno być powiedziane. Nikogo i niczego nie oceniaj, bo to taki sam świat przyrody jak w etapie 1.

Etap 4.

Teraz, kiedy już rozumiesz o co chodzi w grze relacji osiągnij jeszcze głębszy spokój i przespaceruj się na cmentarza. Dla podświadomości jest ważne, aby wszystkie etapy tej medytacji wykonać, bowiem uruchamiają się procesy transformacji. Zobacz na cmentarzu jak wszystkie relacje się kończą, jak wszystkie aspiracje i pragnienia się kończą. Cisza. Tu głos ma już tylko natura. Stąd pospaceruj sobie do parku znowuż w etap 1. To niekończący się cykl życia – tworzenie, podtrzymywanie i unicestwianie.

Etap 5.

Powtarzając cyklicznie wszystkie te etapy przez długi czas, może całe życie, mając przemyślenia, które odnalazły równowagę i spokój. Kiedy odnalazłeś, że JESTEŚ i oddychasz wolny od uwikłań w relacje, weź na ten spacer swoją najbliższą osobę i oprowadź przez wszystkie etapy. Pozwól jej doświadczać, stopniowo również tego i dziel się tym co i ty doświadczyłeś/doświadczyłaś. Nie daj się wciągać w roztrząsanie problemów, potok oskarżeń czy oczekiwań. Wtedy lepiej milczeć, to ma być medytacja, spokój, tylko spacer a w konflikcie etap cmentarza jest najlepszy, gdyż rodzi opamiętanie. Tam wszystkie konflikty znalazły swe „rozwiązanie”. Etap cmentarza jest też bramą do kolejnej medytacji koloru niebieskiego.
Swami P. SaiSiwa