poniedziałek, 25 marca 2013

Jestem z Ciebie - wiersz


Jestem z Ciebie - wiersz


Jestem kropelką Twej słodyczy
W życia rzekę wpuszczoną
By wody tejże rzeki
Nieco słodsze były

    Jestem promykiem Twego światła
    W życia teatr skierowaną
    By deski szare jego sceny
    Kolorem jasnym ożywić

Jestem nutką Twej miłości
W chaos życia skierowaną
By w symfonii ludzkich uczuć
Miłości wnieść melodię

    Jestem sekundą spojrzenia Twego
    Co współczuciem spłynęła
    Na życia zagubienie i trudy
    By w nim ukazać Twoją głębię

Jestem Twego oddechu westchnieniem
Na czas istnienia niezmierzony
By od życia znoju do boskości
Wznieść dusze za Tobą tęskniące.

niedziela, 24 marca 2013

Medytacja (cz. 4) - Wszytko się składa na medytację

Medytacja (cz. 4) - Wszytko się składa na medytację

________________________________________

Strony:
________________________________________

Zanim w następnych odcinkach zamkniemy drzwi pokoju Dharmy (pokoju do medytacji) za sobą i zajmiemy się samą techniką medytacji, to nigdy nie dość podkreślać i powtarzać aż do znudzenia, że całe życie składa się na to, aby móc prowadzić doskonałą medytację. I to w każdym swym najdrobniejszym aspekcie. Medytacja to finalny wysiłek, a wszystko co praktykujemy służy doskonaleniu samej medytacji. Medytacja ma wiele etapów a te etapy można przejść, jeśli osiągnie się wiele różnych doskonałości. Te doskonałości wciąż muszą być praktykowane, aby oczyszczać i transformować umysł i serce. To praktykowanie cnót charakteru, wyrzeczenia, i coraz bardziej zaawansowanej subtelniejszej wiedzy duchowej (dźńany): od widźńany, dharmadźńany, przez sudźńanę, premadźńanę do Pradźńany i Anubhawadźńany i dalej aż do Sarwadźńany (by tylko wymienić niektóre stopnie wiedzy).

Te doskonałości praktykuje się poprzez różne ćwiczenia i poprzez samo życie oraz styl i sposób prowadzenia swego życia aż nawet do sposobu chodzenia, jedzenia a nawet oddychania i patrzenia w każdej chwili. Medytacja scala je wszystkie i pozwala iść dalej, wyżej. Medytacja jest finalną drogą do Boga, a na tej drodze wszystkie rozwinięte doskonałości muszą być użyte. Kiedy czegoś brakuje, wtedy rozwój w medytacji też się zatrzymuje aż nie rozwikłamy problemów w życiu, lub nie ugruntujemy się w cnocie. To ma ogromne znaczenie.

Można to zawrzeć w formule:
Karma Joga → Bhakti Joga → Dźńana Joga → Dhjana Joga → Nirawana.


W dalszej części chcę podać tylko parę praktycznych przykładów na poparcie powyższego twierdzenia.

Doceniająca mądrość

Człowiek mądry wszędzie dostrzega przesłanie mądrości dla siebie, od traktatów i sutr, po płacz dziecka, opryskanie wodą z przydrożnej kałuży, czy spadnie liścia jesienią. Rzetelny uczeń ma za nauczyciela każdą istotę, od insekta, wrogów i przyjaciół, po Buddę. Prawdziwe współczucie w sercu i wdzięczność za lekcje mądrości życia, wyzwala z iluzji wszystkie czujące istoty, od minerału po Brahmę. Już same te trzy głębokie doceniające mądrości pozwalają łatwo osiągnąć Złote Ciało jogina. Tak też było i w moim przypadku. Generalnie wszystko co tu piszę jest moim własnym doświadczeniem, a Złote Ciało jogina było mym pierwszym otwierającym mistycznym doświadczeniem. Było to kiedy miałem ok 35 lat, czyli po 15 latach niestety dość nieregularnej praktyki medytacji.

Umysł prawdy

Medytacja służy poznaniu ostatecznej Prawdy. Jak jednak może umysł na to pozwolić, kiedy na co dzień w życiu posługuje się kłamstwem? Nie ma się dwóch umysłów tylko jeden. Te same właściwości umysłu, które funkcjonują w życiu, również funkcjonują w medytacji. Dlatego koniecznie trzeba wytrwale praktykować prawdę w życiu codziennym. Stopień tej wytrwałości odzwierciedli wytrwałość w medytacji.

Cierpliwość i sumienność

Każda okazja wykazania się cierpliwością, bez nawet cienia obwiniania kogokolwiek jest bezcenna. Tylko cierpliwy umysł wykonuje sadhanę dokładnie i sumiennie. Mówi się, że aby osiągnąć Oświecenie, nie można mieć żadnych pragnień, nawet pragnienia Oświecenia. To prawda i tu właśnie jest miejsce na cierpliwe i sumienne praktykowanie Drogi bez oczekiwań, ale zgodnie ze sztuką. Kiedy podejmie się postanowienie Drogi, to początkowe pragnienie już nie jest potrzebne, jeżeli mamy umysł cierpliwości i sumienności.

Spokój w każdej sytuacji

Spokojne i obojętne znoszenie sytuacji konfliktowych, napiętych, czy wręcz obraźliwych ataków i prowokacji daje nieporuszony spokój w medytacji. Podczas oczyszczania umysłu wiele wychodzi z podświadomości, wiele jest sztuczek ego na przetrwanie. Ego potrafi skutecznie sabotować postęp. Oznacza to że wewnętrznie trzeba będzie się skonfrontować z tym wszystkim i ta umiejętność nie wciągania się w sytuacje wspomnień i wizji będzie nieoceniona. Np. mogą się pojawiać głębokie żale do bliskiej osoby i wytrącać za każdym razem z medytacji. Jeżeli ulegnie się prowokacji ego, np. bolesnych wspomnień, to zamiast oczyszczenia, to dane wydarzenie zapisze się w podświadomości jeszcze mocniej.

Bezwarunkowe wybaczanie

Czy istnieją bardziej przykre sytuacje, jak fałszywe pomówienia, przynoszące wstyd. Wybaczanie zanim nawet sprawę się wyjaśni. Praktykuj wybaczanie tak całkowite, że rodzące obojętność do tego czy to się wyjaśni czy nie. To odcina więzy z toksycznym światem. Odkrywasz, że już idziesz własną drogą. To pozwala na wewnętrzną niezależność i nonkonformizm. Oczywiście sprawę można wyjaśnić, ale bez poczucia odzyskiwania czegokolwiek.

Niezwracanie uwagi na pochwały

Drugim biegunem jest trudniejsza sztuka niezwracania uwagi na pochwały. To też uwalnia do własnej Drogi życia. Nie będzie jak ciebie zaczepić i zakuć w stereotypy życia. Ludzie boją się inności więc atakują, sabotują, obmawiają. Jest też ważna korzyść w medytacji z nieulegania pochwałom. Pojawiające się cudowne wizje świata czittakaszy, subtelnego umysłu, z reguły, poza informacją budują ego z niezliczonych „pochwał” i „nagród”. Często te wizje są prowokowane z podświadomej tęsknoty za pochwałą, lub przynajmniej bycia zauważonym. Trzeba wyrobić sobie niewzruszoną obojętność na nie. Dopiero czidakasza jest rzeczywista, która wiąże się z sercem, ale i tam ta cecha jest konieczna.

Pokora

Pokora ma wiele aspektów, tych prawdziwych jak i fałszywych. Niemniej należy przyjąć postawę, że jeżeli ktoś wytyka nam błędy, to zawsze ma co najmniej w połowie rację. To pozwala na refleksję i gruntowne przekopanie swego wnętrza. Nieraz wielokrotne. To czasem zajmuje lata. Nie jest łatwe praktykowanie tego w życiu, bo wiele ataków jest powodowanych przez ego innych i ich fałszywe postrzeganie, ale kiedy masz już tak prześwietlone swe wnętrze pod kątem jakiegoś typu zarzutów, że jesteś absolutnie pewny swej prawdy, to te zarzuty już się nie pojawią. To nie racja innych ma tu znaczenie, bo zawsze część racji w zarzutach jest, ale to czy cię to porusza. Nieraz znajdziesz błędy w sobie w miejscach innych niż wskazywane, ale będące powodem owych zarzutów. Taka pokora w medytacji to niezwykle cenna umiejętność. Wiele przeszkód w medytacji jest wskazywaniem na nasze błędy, wizjach bywa podobnie. Czujność i nie unikanie takich wskazówek, ale ich dociekanie to rozwój.

Utrata, zguba.

Przyjmuj utratę czegokolwiek z niewzruszonym spokojem. Każda utrata to okazja do praktykowania tego. Nie chodzi by nie podejmować niezbędnych kroków, ale o to by panować nad swoją relacją ze światem.

Pragnienia i powaby

To samo dotyczy kontrolowania swojej reakcji na wszelkie powaby świata. Racjonalizuj pragnienia. Każde złapanie się w pragnienie jest sygnałem, by się od niego odwrócić i praktykować poskramianie go. Pragnienia powinny zostać ograniczone i zracjonalizowane do tylko istotnych potrzeb. Reszta to tylko trwonienie energii. Kontrola swej reakcji umysłu na powaby, a nawet niereagowanie jest absolutnie konieczną cechą w medytacji, kiedy pojawiają się wizje pełne takich wrażeń. Można się zgubić w światach czittakaszy na dziesiątki żywotów. Trzeba się nauczyć cenić wartości poprzez serce, to ono ma prowadzić, a w tym pomaga rozwijanie szlachetności w życiu.

Wyrzeczenie i ascetyzm

Wyrzeczenie nie jest lubiane przez asury, których pośród ludzi dziś jest pełno. Więcej niż samych ludzi. Dlatego ludzie o naturze asury wymyślili sobie „Oświecenie” w którym nie ma wyrzeczenia jako pojęcia i nawet tego czegoś nauczają jeżdżąc po świecie ogłaszając się Mistrzami. Rozwijaj wyrzeczenie w intencji szlachetnych działań zawsze kiedy tylko możesz. Czyń jednak to zawsze z serca, z uczuciem miłości, współczucia oraz bezinteresowności. Czyń to na miarę swoich możliwości, a nade wszystko bez oczekiwań. Na końcu drogi będziesz musiał się wyrzec nawet siebie nie oczekują za tę najwyższą ofiarę absolutnie nic jak tylko odkrycie Prawdy Ostatecznej. Dlatego rozwijaj ducha wyrzeczenia i ascetyzmu. Żyj jakby niewiele życia zostało, co oznacza, rób to co naprawdę ważne i to co służy twemu wyzwoleniu.

Niekrzywdzenie i Dharma

Praktykowanie szczodrości, wartości ludzkich a przede wszystkim niekrzywdzenia rozładowuje karmę. Nie da się posunąć w medytacji jeżeli ma się zbyt duży ładunek karmy. Trzeba wtedy skupić się na bezinteresownej służbie dla rodziny, społeczeństwa, sanghi, Mistrza. W skrajnych przypadkach ładunek podświadomości jest tak wielki, że konieczny jest terapeuta a nie rozwój duchowy poprzez medytację. Tu jest ważna rola terapeutów różnej maści w zależności co tak naprawdę jest potrzebne.

Dotrzymywanie słowa

Medytacja jest dla ludzi mocnych i zdecydowanych. Jeżeli brakuje tej mocy, to medytacja niepostrzeżenie rozpłynie się w nijakości.  Okazją do praktykowania tej mocy jest samo życie poprzez dotrzymywanie danego słowa za wszelką cenę. Wykonywanie sumienne swej pracy i obowiązków względem rodziny, w pracy, wobec sanghi, itd. Każdy wyłom w niedotrzymaniu słowa powinien być na celowniku twego dociekania. Niemal jak groźny wypadek, czyli nigdy nie puszczaj sobie tego płazem. To ogromnie rozwija świadomość życia i nadaje życiu moc. Każda zmiana postanowienia to zawrócenie energii przeciw sobie. To twój umysł kontra twój umysł, czyli podważanie samego siebie. To bardzo osłabia moc umysłu a takie coś jest niegodne prawdziwego jogina. To gwarantowany upadek. Ciekawe, że „oświecenie” w wersji asurów głosi coś całkiem przeciwnego jako zdobycz „wolności”.

Ćwiczenia fizyczne

Wykonuj ćwiczenia fizyczne i praniczne dla wzmocnienia ciała i energii. Dla przywrócenia harmonii w przepływie energii. Ćwiczenia przynoszą ogromny pożytek dla stabilności siedzenia, wytrwałości i wytrzymałości w długich sesjach.


To tylko niektóre z aspektów rozwoju powiązane z życiem a służące doskonaleniu medytacji. Jest ich znacznie więcej, całe życie, i na tym polega mądrość by je dostrzegać i doskonalić. W następnych częściach skupię się na technice medytacji a sprawy powiązane będę przywoływał przy okazji.

sobota, 23 marca 2013

Iluzji koniec - wiersz

Subtelniej niż NIC - wiersz (2007)


Niewidzącymi oczami
Widzę to jasno
Będąc w nie-byciu
Jestem wszędzie

Już donikąd nie idę

Już nic nie osiągam
Nigdzie nie dążę
Mam Ciebie-Siebie TU

Do nikogo nie mówię

O świecie zapomniałem
I o myślach swych
Ja to we mnie Ty

Jogini samadhi osiągają 

A ja mam je codziennie
Widząc jedynie Ciebie
Miłość w sobie i wszędzie

Ty płyniesz z mych ust

Ty patrzysz z oczu mych 
Ty myślisz myśli me
Ty szukasz mną siebie

Już nie zwiedzie mnie nikt

Jeśli siebie nie zwodzisz Ty
Niebytem swym wtopionym
W Twój ani-niebyt ani-byt

Porzuciłem niewiedzę

Została RZECZYWISTOŚĆ
Potężniejsza niż WSZYSTKO, 
Subtelniejsza niż NIC.

Zdmuchnięcie - wiersz

Zdmuchnięcie - wiersz (2007)


Najdroższy ukochany Panie
Znam Ciebie a Ty znasz mnie
Z Ciebie zrdzonam, z Miłości Twej
Z blasku płomienia żaru, jego skrą.

Jam odblask światłości Twej
W zwierciadle umysłu stwarzania.
Jam Twą siebie odwieczną kontemplacją.
Jam Ciebie ukochanym rozpoznaniem.

Jam szczęściem żeś JEST.
Jam radością Twą, wieczności tańcem.
Jam Twym siebie ukochaniem.
Jam Ciebie w błogości doznaniem.

Jam miodu kropelką, Tyś jej słodyczą,
Tyś pasieką, pszczołą, Tyś pszczelarzem.
Jam kwiatem, Tyś glebą, słońcem i deszczem,
Tyś mym ogrodnikiem ukochanym.

To dla Ciebie z ciebie wyszłam.
To dla Ciebie “upadek” przeszłam.
To dla Ciebie Ciebie umiłowałam.
I dzięki Tobie teraz do Ciebie powracam.

Czas mi zatrzymałeś – w wieczności skąpanam.
Znaczenia rzeczy odebrałeś – wolnością upojonam.
Grunt i oparcie zabrałeś – mocą przepełnionam.
Wszelką nagrodę odebrałeś – i Bogiem się stałam.

Odkąd medytujący i medytacja sama
I Ty, przedmiot medytacji słodkiej mej
W jedno się zlały – utraciłam siebie i wszystkie cele
Bo Ciebie odnalazłam, wszędzie, we wszystkim, zawsze.

Teraz znam wszystkich i wszystkiego Naturę
Znam wszystkich Nauczycieli, Buddów i Awatarów
Tych przeszłych, teraźniejszych i przyszłych
Niewyrażalnego, Niepojętego Ciebie-Siebie...

...dokończ, Źródełko me, sam :)
Oczy me już się nie poruszają, uszy ogłuchły
Głos zamilkł, myśli zamarły, pragnienia stopniały
Mnie już nie znajdziesz, siebie jedynie wszędzie masz...


Jest to jedyny wiersz zachowany, który napisałem w formie żeńskiej, aby móc głębiej wyrazić swe uczucia do Boga. Później, w 2008 r. Bóg objawił mi swoją formę żeńską, jako Lalitha Śakti (nazywam Ją też Sai Śakti, jako że to forma Boga dana mi przez Sai Babę), jako moja boska małżonka (Madhura Bhawa Bhakti).

piątek, 22 marca 2013

Medytacja (cz. 3) - Pierwsze kroki

Medytacja (cz. 3) - Pierwsze kroki

________________________________________

Strony:
________________________________________

Pierwszym i najważniejszym krokiem to jest głębokie uzmysłowienie sobie jak ważna jest medytacja na duchowej drodze rozwoju. Pomijam już kwestię samej chęci duchowego rozwoju. To sam start, ale i w tym starcie medytacja, a raczej siedzenie, wykonywane dla relaksacji, może ukazać człowiekowi, że istnieje głębszy, doskonalszy wymiar istnienia, niż doczesność, to znaczy świat zmysłów i pogoni za ich zaspakajaniem. Medytacja może wyrwać z doczesności i uczynić ten start, i dalej poprowadzić przez wszystkie fazy rozwoju duchowego. Dlaczego tak się dzieje? Ten aspekt medytacji porównuję do peryskopu w łodzi podwodnej. Peryskop pozwala na spojrzenie z wyższego punktu widzenia, znad powierzchni wody, kiedy łódź jest wciąż pod wodą. To samo jest przy medytacji, kiedy uważność medytującego jest skoncentrowana i skierowana do wewnątrz bez zewnętrznych codziennych zakłóceń. W ten sposób można jakby za pomocą peryskopu ujrzeć wszystko z nieco wyższego punktu świadomości, niż na co dzień faktycznie się przejawia. Kiedy ujrzy się, że wyższy stan świadomości jest o wiele bardziej spełniający, to pojawia się chęć życia na co dzień w tym stanie świadomości. I tu jest tak ważna praca zewnętrzna nad przejawianiem się w życiu. Innymi słowy, teraz cała „łódź” naszego umysłu w swym codziennym przejawianiu ma się bardziej wynurzyć, a dzięki temu „peryskop” medytacji będzie sięgał jeszcze wyżej.

Drugi krok to rozwinięcie silnej determinacji do wyzwolenia się z pełnej cierpienia iluzji doczesności, zwanej samsarą. Trzeba się krytycznie przyjrzeć zmienności życia, jego falowaniu od przyjemności do cierpienia, od spełnienia do zawodów i rozczarowań, od bogactwa do nędzy – to wszystko nieustannie faluje w tym nieskończonym cyklu narodzin i śmierci. Cenne są wszelkie rozważania po to tylko by naprawdę chcieć się wyzwolić z przymusowego krążenia w niezliczonych żywotach pełnych bólu i cierpienia. Tę silną determinację łączę ze współczuciem dla innych, czyli ścieżką bodhisattwy, to znaczy aby po wyzwoleniu z samsary wspierać innych do wyzwolenia. To bardzo wzmacnia własny rozwój, bo rozwija się bezinteresowność, poświęcenie i wiele innych cnót, a zarazem niweluje negatywną karmę a rozwija dobrą. Z drugiej strony, w stanie Oświecenia i tak ujrzysz jasno, że wszystkie czujące istoty to ty sam, tylko w innych przebraniach.

Trzecim krokiem będzie docenienie wiedzy, która towarzyszy medytacji. Bez tej wiedzy można przebywać na jakimś poziomie świadomości w uśpieniu. Tylko na najwyższych poziomach świadomości nie da się spać, ale na wielu niższych poziomach można bardzo przyjemnie sobie spać i oczywiście się zrelaksować. Z kolei na najwyższych poziomach świadomości pojawiają się Spełnienia, które zatrzymują rozwój i trudno sobie z tym poradzić, ponieważ jest się spełnionym w błogości, Anandzie. To są stany nieuniknione, ale posiadanie dalszej wiedzy pozwala pielęgnować głęboką inspirację, która kiedyś, we właściwym czasie rozkwitnie. Poziomów spełnienia nie da się przyśpieszyć, ale można w nich dojrzewać do dalszej drogi. Niemniej, każdy z poziomów Spełnienia wydaje się niczym Oświecenie, i mylenie tego jest obecnie bardzo częste u różnej maści nauczycieli medytacji.

Docenienie wiedzy to zarazem docenienie Mistrza. To czwarty element pierwszych kroków. Tego nie da się rozdzielić od siebie. „Peryskop”, czyli osobisty wgląd medytacji na tylko pewien ograniczony zasięg, a umysł będzie chciał ten wgląd przywłaszczyć sobie na różne sposoby. Mistrz to ktoś, kto patrzy z punktu Oświecenia i zdecydowanie „przycina” fałszywe kierunki ucznia. Mistrz nie dokona rozwoju za ucznia, nie odkryje za niego Ostatecznej Prawdy, ale jest w stanie inspirować z jednej strony a ucinać wszelkie błądzenie z drugiej. Bywa to czasem bolesne, ale może oszczędzić wielu lat a nawet żywotów błądzenia po manowcach ego. Po drugie Mistrz może skorygować błędy w technice i rozumieniu duchowej wiedzy. Tak więc Mistrza można raczej porównać do ogrodnika, który dostarcza kompostu do wzrostu (inspiracja, wiedza, technika) i środka chwastobójczego (pouczenia, wskazówki, indywidualne rozmowy), ale kwiat i tak sam musi wzrastać, aż w końcu też sam własnymi barwami rozkwita.

Wielu dziś uważa, że im Mistrz duchowy nie jest potrzebny, ponieważ każdy sam musi się wyzwolić. Oczywiście, że każdy sam musi się wyzwolić, ale nie zmienia to faktu, że każda edukacja, by była skuteczna i szybka wymaga kompetentnego nauczyciela. Nauka duchowa jest najtrudniejszą dziedziną ze wszystkich, bo zajmuje wszystkie żywoty a nie tylko kilka lat lub żyć, jak to ma się z doczesną edukacją. Niedocenienie Mistrza można porównać do próby nauki tańca siedząc w fotelu, mając książkę przed oczyma, gdzie pokazane są kroki, opis, oraz zapisane nuty. Sam kiedyś uczyłem się tańca w klubie tanecznym, potem uczyłem tańca na kursach. Jeżeli ktoś nie pokaże kroków, zasady ruchu, ich płynności, rytmiki i nie zagra na pianinie, to efekt czytania będzie żaden. Jedynie strata czasu i wyrobienie sobie fałszywych, często blokujących opinii o tym na wiele żywotów.

Oczywiście są wyjątki. To jest kiedy przez wiele żywotów rozwijało się medytację i wiele z drogi medytacji jest tylko kwestią przypomnienia. Wtedy wystarczy opis aby wzbudzić intuicyjną wiedzę i odnosi się wrażenie, że medytacja jest łatwa i szybko się pogłębia. To dobry znak. Jednak kiedy dochodzi się do miejsca, w którym się zatrzymało w poprzednim życiu, praca staje się trudna i bez kierunku. To znak, że czas na odszukanie Mistrza. Często jest to ten sam co z poprzednich żywotów. To się poczuje, tak działa karma pozytywnego związku z Mistrzem.

Ten artykuł piszę właśnie dla takich zaawansowanych dusz, aby sami mogli skorzystać jak najwięcej. Albo mogli przebudzić się do medytacji znanej z poprzednich żywotów, jeśli do tej pory jej nie rozpoczęli. Też dla tych co ich zapał osłabł, by dać im nowy impuls. Gdyby tak nie było, to moje pisanie nie miało by żadnego sensu. Z kolei ci, co się nie zetknęli się z medytacją w ogóle w żadnym z żywotów trudno jest zachęcić i raczej się to dzieje „przypadkowo”. Czyli w stanie silnego cierpienia mając za kogoś bliskiego, kto jest joginem, lub „ukrytym” joginem. Taki jogin widząc receptywny stan cierpiącego ma szansę wprowadzić nieszczęśnika na drogę medytacji.

Piąty, ostatni element to uczestniczenie w satsangach, czyli spotkaniach duchowych w grupie ludzi o podobnych aspiracjach, którzy skupieni są wokół wybranego Mistrza. Ma to ogromne znaczenie w podtrzymywaniu inspiracji duchowej, która często jest pod prąd otoczeniu a nawet rodzinie. Z jednej strony, by nie dać się zniszczyć przez ich wszelkiego rodzaju podchody, okpiwanie, a nieraz pogardę i groźby. Z drugiej strony by czerpać inspirację od duchowej grupy, sanghi, do własnej praktyki. Widząc jak inni sobie radzą z problemami na drodze duchowej, lub z problemem godzenia życia doczesnego z duchowym rozwojem jest niezwykle inspirujące i szybko wzrasta zrozumienie wielu spraw. Wtedy sadhana (praktyka duchowa) i dźńana (mądrość) szybko się umacniają i ugruntowują.

Dla podsumowania pięć pierwszych kroków:
1. Zrozumienie wagi medytacji dla rozwoju duchowego i wyzwolenia się.
2. Wzbudzenie w sobie silnej determinacji, dla pokonania wszelkich przeciwności.
3. Docenienie roli wiedzy duchowej na drodze medytacji. To nie tylko siedzenie.
4. Zrozumienie roli Mistrza duchowego i odnalezienie właściwego dla siebie.
5. Uczestniczenie w satsangach i w życiu całej sanghi.

Trzy ostatnie punkty to tzw. „Trzy Klejnoty”, czyli Buddha (Mistrz), Dharma (jego nauka), Sangha (społeczność uczniów).

czwartek, 21 marca 2013

Niewinność Serca – boski wiersz

Niewinność Serca – boski wiersz (20.03.2013)


Niewinność serca jest w każdym,
Lecz nie każdy o tym wie.
Tę niewinność trzeba odkryć
I na co dzień dla niej żyć.

Niewinności nie da się kupić,

Słowem, złotem, powodzeniem.
Ta niewinność musi sama przyjść
Z każdym za Bogiem westchnieniem.

Ta niewinność jest Moją łaską

Za twe życie oddane Mnie.
Zawsze jestem w twoim sercu,
Zawsze możesz Mnie w nim mieć.

Sai Śakti

wtorek, 19 marca 2013

Medytacja (cz. 2) - Odnalezienie Mistrza

Medytacja (cz. 2) - Odnalezienie Mistrza

________________________________________

Strony:
________________________________________


Jest jeszcze jeden powód, dla którego medytacja jest tak powierzchowna w świecie zachodu pomimo swej popularności. Tym powodem jest fakt, że dzisiejsze umysły są tak słabe i pomieszane, że tylko tak niewiele są wstanie zrobić, a więc i zgłębić. Inaczej mówiąc, dzisiejsze umysły potrzebują uzdrowienia na bardzo podstawowym poziomie i myślenie o bardziej zaawansowanej medytacji jest dla nich jeszcze nie na miejscu.

Najpierw trzeba przyswoić pierwsze kroki i to jest fakt. Bez tego nie ma co nawet marzyć o następnych. Pojawia się jednak niebezpieczeństwo poważnych nieporozumień co do medytacji, z którym nie raz się spotkałem czy to rozmawiając z innymi o medytacji czy czytając. Otóż brak gotowości na głębszą wiedzę powoduje, że jest ona zapominana, że ginie ona w mrokach przeszłości i braku przekazu, gdyż nie ma komu jej przekazywać. To z kolei sprawia, że wydaje się, że nie ma czego przekazać, to znaczy iż nie ma żadnej dalszej wiedzy, że obecne płytkie rozumienie medytacji jest wszystkim czym medytacja niby jest. Takie myślenie to już poważny błąd a nawet nadużycie. Mistrzowie i Awatarowie przychodzą na Ziemię by tę wiedzę przypominać i zachęcać do dalszego wysiłku na tej drodze.

Nie da się samemu wymyślić czym jest medytacja na podstawie nawet najlepszych opisów. Tylko żywy kontakt z Oświeconym Mistrzem, czy Awatarem daje możliwość poprawiania swej techniki aż do doskonałości i uchronienia się od błędów czy utknięcia w jakimś zaułku. Jak mówiłem jest to obszar nieznany kiedy wychodzi się poza zakres pierwszych kroków. Pierwsze kroki są proste i zrozumiałe, ponieważ z samej zasady „pierwszych kroków” zaczynają się one w świecie doczesności, który dobrze znamy. Trudniej jest z następnymi, ponieważ dotyczą świata ledwie poznanego a potem, jeszcze dalsze kroki ukazują świat już zupełnie nieznany. Stąd przewodnik duchowy, który tę drogę dobrze zna jest wprost nieoceniony. Samym swym doświadczeniem widzi on znacznie więcej. Mistrz, a szczególnie Awatar przychodząc na Ziemię tylko sobie przypomina medytację a nie uczy się jej, nawet gdyby miał fizycznego nauczyciela.

W moim przypadku, wiele lat temu uczyłem się medytacji ZEN jako buddysta, potem poznałem z książek nieco medytacji kundalini. To co mogę powiedzieć teraz o tym, to ta wiedza była dosłownie niczym! Tak naprawdę tylko Sai Baba przez swoje pisma (Dhjana Wahini, polecam) dał mi prawdziwe wyjaśnienie procesu i sensu medytacji, ale też tylko jej pierwszych kroków i ogólną zasadę całości procesu. Resztę musiałem odkrywać sam. Na szczęście Sai jest moim wewnętrznym mistrzem, nie tylko zewnętrznym, poprzez książki. Wewnątrz Bóg prowadzi indywidualnie. To jest wspaniałe, jednak na zewnątrz wciąż pozostaje wrażenie, że medytacja to płytka praktyka mająca na celu uspokojenie i zrelaksowanie umysłu. Wielu wtedy sobie myśli: „skoro to uspokojenie i zrelaksowanie umysłu, to ja potrafię się uspokoić i zrelaksować, i mam na to przyjemniejsze sposoby”. Jest to odwrócenie roli medytacji, bowiem zrelaksowanie umysłu to jedynie element konieczny do rozpoczęcia medytacji właściwej, a nie jej cel. To tak jakby pierwszoklasista stwierdził, że celem edukacji jest nauka alfabetu, a skoro go mama już nauczyła, to on już nie musi w ogóle uczęszczać do szkoły.

Mamy dziś tak wielu „mistrzów” medytacji z dyplomami (!), którzy postąpili jak owy pierwszoklasista. W istocie nie wiedzą nic o głębszym procesie i wiedzy o Jaźni. Nie rozwinęli mądrości a robią kursy i każą sobie za to płacić. To zwykłe oszustwo! Nawet nie osiągnęli Oświecenia, to w takim razie czego właściwie oni uczą! W takiej sytuacji, aby uniknąć oszukiwania innych powinni oni właściwie nazwać to co robią. Siebie nazwać terapeutami a nie Mistrzami medytacji, zaś kurs nazwać nauką siedzącej relaksacji. Wtedy wiadomo o co chodzi i staje się to uczciwe. Medytacja to nie jest siedzenie ze skrzyżowanymi nogami i dla uspokojenia myśli patrzenie w jeden punkt. To tylko forma zewnętrzna, nic poza tym. Te formy dotyczą tylko ciała i psychiki i nic więcej. To samiuteńki początek. Oto dlaczego tak ważne jest odszukać dla siebie prawdziwie kompetentnego nauczyciela, Oświeconego Mistrza medytacji a potem się Go mocno trzymać, gdyż przeprowadzi on przez wszelkie zawieruchy, które sprawi ci twój własny umysł i emocje.

Tak naprawdę dusza uwielbia medytować o Bogu i wtedy przebywa w najwyższej duchowej błogości, anandzie. Medytowanie o Bogu dla duszy jest niczym pokarm dla ciała. Dusza odsunie wszelkie przyjemności ciała i umysłu tylko dla medytowaniu o Bogu i tak by mogła spędzić wieczność w bezruchu i nie nudząc się przy tym ani sekundy. Tak wielka jest to rozkosz. To dotyczy każdej duszy bez wyjątku. To osiągnięcie piątego ciała subtelnego anadamajakosza. Wtedy umysł dostaje swój udział w tej boskiej rozkoszy i nazywa się to samadhi. Ciało również dostaje swój udział w błogości, dostaje go od umysłu. A mimo to nie jest to koniec drogi medytacji. Jeżeli więc wciąż unikasz medytacji, albo do niej się zmuszasz, to wyobraź teraz sobie jak daleko jesteś od kontaktu z własną duszą, to znaczy z własną wyższą świadomością. Jak bardzo zaś jesteś uwikłany w iluzję zmysłów, świadomość ciała oraz pragnień umysłu. Nawet ta wielka błogość duszy nie jest końcem drogi medytacji, czeka jeszcze przecież ostateczne Oświecenie, coś czego nie w sposób opisać...

poniedziałek, 18 marca 2013

Bóg nie polemizuje


Bóg nie polemizuje

Bóg nigdy nie udowadnia, że się mylisz. Nigdy nie robi tego wprost. Pozwala Ci sądzić jak uważasz, dając jedynie inspiracje byś swój błąd mógł dostrzec. To ostrożność Boga, to subtelność Boga, to nienaruszanie twoich wyborów. Niemniej zadaniem Boga jest wyprowadzić cię z błędu, jeżeli tego do siebie nie dopuszczasz i sam tego nie uczynisz. W takim przypadku nigdy nie zrobi tego osobiście ale aranżuje tak okoliczności życia, abyś cię spotkać z twoim błędnym myśleniem, ale tym razem jako jego podmiot, jako cel dla twego własnego myślenia.

Dlaczego Bóg nie czyni tego wprost, ale używa do tego okoliczności życia oraz innych osób? Po pierwsze Bóg nigdy nie mówi przykrych rzeczy, tylko te dobre. Dzięki temu kojarzysz Boga zawsze z dobrem który w rzeczywistości jest. To zbawienne dla wszej relacji, ponieważ istotnie Bóg to twoje najwyższe dobro i koryguje cię ze swej rodzicielskiej miłości. Po drugie nie ma to jak lekcja praktyczna! Jak sam zakosztujesz skutków własnych błędów to szybko i bez szemrania, a nawet z wdzięcznością zabierzesz się do pracy nad tym, aby to zmienić.

Osobiście, czasem zdarzało mi się, że Bóg sam skorygował moje błędy, albo powiedział mi coś „przykrego”, jak w pierwszym odbierze wytyk zazwyczaj wygląda. Hmmm... to odstępstwo od reguły poczytuję sobie za wielki zaszczyt. Dlaczego? Bo oznacza wielkie zaufanie do mnie, że nigdy nie przedłożę swego ego nad wewnętrzny głos Boga. To wielka zażyłość z Bogiem. Relacja tak bliska, że nic jej nie może złamać. Za pierwszym wrażeniem wolało by się tego nigdy nie usłyszeć i to jeszcze z ust tak głęboko umiłowanego Boga, ale jednak po chwili, po odsunięciu ego, przychodziło głębokie zrozumienie i wielka wdzięczność i jeszcze większy strumień miłości, że tym uchronił mnie przed o wiele poważniejszymi skutkami i lekcjami życia.

Medytacja (cz. 1) - Wstęp

Medytacja (cz. 1) - Wstęp

________________________________________

Strony:
________________________________________

W dzisiejszym świecie nauka o prawdziwej medytacji niemalże znikła. To co się czyta na temat różnych medytacji jest niepoważne, albo przynajmniej powierzchowne, albo nie dotyczy medytacji w ogóle. Oczywiście to cecha naszej kultury Zachodu (a nie Wschodu), że wszystko jest wypatrzone i spłycone przez asurystyczne umysły (myślenie bez odczuwania sercem), które ledwie po powierzchownym spróbowaniu natychmiast czują się ekspertami w temacie.

Z całą pewnością istnieją gdzieś szkoły medytacji, które posiadają pełną wiedzę o tej praktyce. Myślę, że niedostępność pełnej wiedzy o medytacji wynika z tego, że tak naprawdę niewielu osiąga tę wiedzę własną praktyką. Praktyka medytacji, cały jej proces wymaga długiej pracy nad sobą przez wiele żywotów. W Satja Judze, gdzie ludzie żyli nawet do 10 tys. lat, ten proces mógł być poznany w jednym życiu, pod warunkiem, że całkowicie się temu poświęciło. Dlatego w Satja Judze medytacja była najlepszą drogą do samorealizacji. Teraz możliwe jest jedynie zrobienie kilku kroków na jedno życie. Jednakże nie podejmowanie praktyki medytacji tylko dlatego, że jest to trudne, jest nieodpowiedzialne. Każdy krok w medytację jest cenny i procentuje w tym i w następnym życiu.

Medytacja jest ostatecznym krokiem wstąpienia w Oświecenie i w Nirwanę. Wynika z prostej zasady ostatecznej nieporuszoności Prawdziwej Natury Świadomości, a tym właśnie jest medytacja. Nie jest tym duchowa wiedza, ani bezinteresowna służba, ani bhakti (oddanie), ani modlitwa, czy nawet najbardziej wyszukane przejawianie świętości. To wszystko są ważne etapy, ale ostatecznie pozostanie ostateczne zdmuchnięcie wszelkiej świadomości umysłu by stać się Ostateczną Czystością i Nieporuszonością. Jest to powód by od samego początku rozwijać w sobie medytację, pomimo że wciąż są do wykonanie kroki pośrednie na rozwijanie wiedzy, bezinteresowności, bhakti, itp, itd.

Niezależnie od wielkiego celu medytacji, czyli Oświecenia i Nirwany, to medytacja jest niezwykle pomocna na wszelkich etapach drogi duchowej. Faktycznie prawidłowa medytacja daje wiele ważnych rezultatów „po drodze”, które wspierają cały proces rozwoju duchowego. Do nich należy zaliczyć jako podstawowych: uspokojenie, relaks, rewitalizacja umysłu i ciała, rozjaśnienie intelektu a zatem i sprawności intelektualnej, zmniejszenie agresji a wzrost pozytywnych uczuć, rozpuszczenie negatywnych energii, uleczenie fobii i depresji, samouzdrawianie, kreatywność...

Do tych ważniejszych z kolei należą: odtoksycznienie wszelkich relacji z innymi, zmniejszenie uzależnień, rozpoznanie manipulacji i gier innych w stosunku do nas, rozpoznanie własnych masek, powrót do własnej prawdziwości i przywrócenie harmonii z wszechświatem, lepsze rozumienie i ogląd własnego życia, wzrost asertywności i pewności siebie, kontaktu z własnymi uczuciami, uwolnienie się od pragnień, czyszczenie i umocnienie swej determinacji...

Do tych najważniejszych można by zaliczyć: rozwinięcie najgłębszych poziomów postrzegania mądrości duchowej, zacieśnienie bliskości z Bogiem i zatem przekroczenie religii i wyjście poza nią, postrzeganie jedności u podstaw wszystkich zjawisk, dystans do doczesności i ostateczne uwolnienie się od niej, dostrzeżenie Boga we wszystkim i w sobie, rozpoznanie kim naprawdę się jest jako Jaźń tożsama z Bogiem aż do całkowitego przekroczenia świata zmysłów i umysłu. W końcu dochodzi się do rozpoznania iluzji osobowości, indywidualności i świadomości, czyli Oświecenia. Aż odejścia w stanie Sudhasattwa, czyli bez potrzeby powracania, czyli Nirwany.

Wtedy jasno się dostrzega jako jedno i to samo: Odwieczną Prawdę, Rzeczywistość Buddów i Awatarów, To co jest poza wszelkimi zmianami, Jaźń, Prawdziwą Naturę Rzeczywistości, Tao, Odwieczną Zasadę, Pierwotne Światło, Źródło Stworzenia, Ducha Wiekuistego, Puruszę, Pana Śiwę, Absolut, Nieporuszonego Świadka, Pana Niebios poza wszelkimi atrybutami, Pierwotny Umysł, itd. Ludzie TEMU nadawali przeróżne nazwy na przestrzeni dziejów.

niedziela, 17 marca 2013

Aszram „Tathata Prema Nilayam”


Aszram „Tathata Prema Nilayam”.


Wczoraj pisałem o stanie Radhy, czyli życiu w samadhi. Takie życie tak naprawdę jest możliwe tylko w aszramie albo na odosobnieniu i taki jest mój cel. Chcę założyć aszram „Tathata Prema Nilayam” (czystość umysłu i serca), oraz szkołę duchową „Śakti Marga” (droga boskiej mocy), aby pomagać ludziom osiągnąć ten niezwykle wysoki stan czystości funkcjonowania i działania bez poczucia działania.

Bhakti jest tu jedynie jednym ze środków osiągnięcia tego stanu, ale jeszcze są ćwiczenia energetyczne i oddechowe, medytacja, mantra, duchowa wiedza, itd. W innych warunkach doczesność boleśnie może się upomnieć o uwagę dla siebie. Sam tego doświadczam i kiedy mam czas bez pracy, to mam cudowny czas wyjątkowego kontaktu z Bogiem, albo inaczej mówiąc ze swoją Prawdziwą Naturą. Kiedy zaś przychodzi praca, co jest koniecznością, to mogę nie wiele uczynić i właściwie tylko skupić się na doskonaleniu tego co już osiągnąłem i doświadczyłem. To też ważny element praktyki.

Przyjeżdżając do aszramu na jakiś czas, np. podczas urlopu na kilka tygodni, lub wydłużonego urlopu bezpłatnego, na wiele miesięcy można wyjątkowo się zagłębić w siebie, studiować głęboko wiedzę duchową i odkrywać dla siebie jej nowe subtelne znaczenia w bezpośredniej konwersacji z Mistrzem. Można doskonalić techniki ćwiczeń oddechowych, oczyszczających oraz zgłębiać coraz subtelniejsze poziomy medytacji i tak wzmacniać swoją duchową moc i czystość jej radiacji. Można zaczerpnąć energii miejsca i wspólnej praktyki. Mistrz pomaga rozpoznać i usunąć przeszkody z pozoru niewidoczne dla zainteresowanego choćby z tytułu nawyku czy głębokich podświadomych impresji, czy pomaga rozpoznać karmiczne uwarunkowania. I można tak kontynuować swoją sadhanę w swoim życiu aż w końcu odzyskać wewnętrzny kontakt i jedność Bogiem do pełnego Oświecenia.

To jest praca całego życia a nawet wielu żywotów. Im więcej starań w tym kierunku, więcej kontaktu z oświeconym Mistrzem tym szybsza podróż. Najlepiej już w tym życiu osiągnąć pierwsze Oświecenie, gdyż to ochroni dalsze żywoty od uwikłań. Od uwikłań i niebezpieczeństwa utraty drogi na wiele żywotów służą ślubowania i inicjacje. Jednakże najważniejsze to jest mieć tak wysoką determinację aby osiągnąć Oświecenie już w tym życiu. Z reguły jednak taka determinacja jest wynikiem starań i inicjacji w poprzednich żywotach. Zaś tęsknotę za głęboką duchowością przejawiają tylko ci, co już w poprzednich żywotach spotkali oświeconego Mistrza. Jest to reguła bez wyjątków.

Okresowe przyjazdy do aszramu nie wymagają porzucenia świata, rodziny czy pracy. To jedyny sensowny i mocny sposób połączenia duchowości z doczesnością. Chodzi o to, że okresy bardzo intensywnej sadhany są bardzo potrzebne dla postępu duchowego. Inaczej postęp jest nieustającym kompromisem z życiem, które to dyktuje swoje warunki. Tak w zasadzie stoi się w miejscu całymi latami. Niestety założenie takiego ośrodka, takiej szkoły duchowej, nie jest możliwe w pojedynkę i wymaga wspólnego wysiłku. Więc zależy to od tego jak poważnie każdy traktuje swój własny postęp duchowy i wyzwolenie. Niech życie (serce) będzie w aszramie z przerwami na sen pracy i doczesności pomiędzy przyjazdami (umysł).

Aszram wymaga wiele poświęcenia i służby. Kiedy pojawiają się przeszkody by korzystać samemu z dobrodziejstw aszramu to trzeba zauważyć, że jest to sprawa karmy ograniczającej ten dostęp. Wtedy trzeba skupić się na służbie dla Mistrza i w tworzeniu aszramu aby tę karmę przepracować. To co dajemy kiedyś będzie nam dane. Jako przykład podam taką historię z własnego życia: Wiele lat temu bardzo chciałem znaleźć oświeconego Mistrza duchowego, czułem, że to konieczność by wreszcie „zanurkować” w duchowość a nie jak inni pływać ciągle po powierzchni. W końcu znalazłem Mistrza ZEN, Soen Su Nima, ale miałem ograniczony dostęp do Niego i to na krótki czas. Był to jednak potężny zastrzyk. Później znalazłem doskonałego Mistrza, Bhagawana Śri Sathya Sai Babę, ale ograniczał mnie brak możliwości praktyki u Jego boku, pod Jego okiem, a to jest decydujące na wyższych etapach drogi duchowej. Na szczęście mam kontakt wewnętrzny z Nim. Wtedy to rozgoryczony postanowiłem, że sam dam innym to czego dostać nie mogę, że osiągnę Oświecenie, będę doskonalił nieustannie Najwyższą Mądrość (Pradźńanę) aby tym służyć innym i być dostępny jako Mistrz. Jakaż to była abstrakcja, utopia w tamtych czasach, tak pomyśleć o sobie... a jednak to się teraz spełnia co do joty. Teraz Bhagawan Baba nie raz powtarzał: „Ja przychodzę poprzez ciebie”. Powtarzał to dobitnie i w tym celu, dla potwierdzenia w 2008r. nadał mi tytuł „Swami”.

Tak samo wszyscy ci, którzy teraz myślą, że zorganizowanie aszramu, który by im służył i szkoły duchowej jest niemożliwe, powinni po prostu wziąć się do roboty, bo nie znają swojego potencjału! To co z siebie dajesz teraz, to otrzymujesz od karmy później. Aszram i szkoła duchowa wymagają pracy wspólnej wielu rąk, pozyskiwania nowych sympatyków do sanghi i sponsorów, ale niech marzenia staną się rzeczywistością. Tego nam wszystkim życzę.
Swami Praśanthinanda SaiŚiwa

sobota, 16 marca 2013

Stan Radhy i niedostosowanie do życia

Stan Radhy i niedostosowanie do życia

Dwa dni temu, w czwartek, miałem interesującą wizję. Zobaczyłem, że mam osmoloną dłoń a w niej kadzidło dopalające się do samych palców. Jeszcze dymiło, ale w wizji nie zwracałem na to uwagi jakbym nie czuł bólu... i wizja zniknęła. Kiedyś, za czasów Kryszny, Radha w swej kuchni nieuważnie włożyła rękę do ognia i nic nie czuła, choć skóra się paliła. Ktoś szybko jej pomógł i odciągnął od ognia. Rada się zwierzyła, że myślami była z Kryszną. Od tego momentu nazywa się to stan Radhy. Jest to stan bycia w świecie, ale świat nie ma dostępu do wnętrza osoby. Wewnątrz jest tylko nieustająca adoracja Boga i sam Bóg. To najwyższy stan jogina, samadhi w ruchu.

W piątek miałem załatwiać sprawy związane z pracą i zasiłkiem. Miałem to na uwadze już od poniedziałku, gdyż od paru dni, od piątku zeszłego tygodnia nie mam pracy. Tak już jest w Anglii kiedy się jest pracownikiem agencyjnym. Zarejestrowałem się na bezrobotne i już w poniedziałek wyznaczono mi termin rejestracji i zaraz w nadchodzący piątek miałem w urzędzie pracy być ponownie i w we wtorek, nie, w środę, nie, w czwartek miałem tę wizję... Kiedy to więc było?... Co takiego miałem załatwić?

Rzecz w tym, że jak mam wolne to więcej praktykuję a za dużo wolnego to jeszcze więcej praktykuję, w zasadzie to nieustannie i coraz głębiej jestem z Bogiem, w Boskiej rzeczywistości. Wszystko staje się Bogiem a doczesność umyka, gdzieś w oddali coś się niby dzieje, a mnie interesuje tylko czy na prawdę widzę Boga, czy całkowicie w 100% Boga poszukuję, czy Bogu sprawiam radość każdym gestem, każdą myślą i uczuciem, każdym oddechem... i w ciąż płaczę, jak mam się stać samą słodką Amritą dla Boga, że wciąż jestem a nie sam Bóg, moja bezsilność w ofiarowaniu się Bogu to jedyny problem który spędza mi sen z powiek... i tak coraz bardziej zapadam się w Boga a ja coraz bardziej znikam dla doczesności świata...

Czas się rozpłynął i niemal zatrzymał, dla mnie wciąż było gdzieś pomiędzy wtorkiem a nadchodzącą środą. A tu ta wizja i powiedziałem do siebie: „po co mi ten obraz, nie chcę tego”. Nie interesują mnie wizje, bo odciągają mnie od kontemplacji Boga. W medytacji jak przychodzą wizje to otwieram oczy by je przerwać (nie chodzi tu o obrazy senne, ale wizje innych wymiarów rzeczywistości). Jedynie wprost wizja umiłowanej Boskiej formy jest mi droga, resztę nazywam skalaniem buddhi (wyższy umysł zdolny do funkcjonowania w wyższych wymiarach). Tym bardziej nie interesują mnie żadne chanellingi i przekazy z innych wymiarów - to już na prawdę ciężkie skalania dla prawdziwej sadhany (duchowej praktyki). Tylko postrzeganie Prawdziwej Natury Rzeczywistości mnie zajmuje.

Aż tu nagle przychodzi Ania i pyta, czy nie miałem czegoś załatwić w piątek w urzędzie. Ja na to że tak, i jutro na pewno to załatwię (już udało mi się skorygować wewnętrzną datę na czwartek, co uważałem za sukces ocknięcia się, bo sprawy ważne czekają). Na to Ania, ale piątek jest dziś! Szok i zrozumiałem wizję. Śakti delikatnie dała mi do zrozumienia co się ze mną dzieje. Do urzędu się mocno spóźniłem, ale sprawy załatwiłem.

Przez miasto szedłem jakbym się na nowo narodził, wszystko nowe, wszystko tak czyste, boskie. Bogiem patrzyłem, Bogiem oddychałem, Bogiem się cieszyłem i śmiałem... i trochę głupio czułem się depcząc po Bogu. Jednakże ta myśl szybko gdzieś uleciała, tylko rajska ulica samochodów pozostała, trawniki, domy i cudnego nieba bogata sceneria...

Siakti nie raz mi mówi: „Nic ci się nie może stać, Ja się tobą opiekuję”. Miłość w tej deklaracji rozpuszcza mnie dosłownie od wewnątrz. Kiedy ja skupiam wszystkie swe myśli na Bogu, Bóg czyni to samo. Śakti powtarza zawsze i mocno to podkreśla: „W całym wszechświecie jesteśmy tylko My dwoje. Nikogo więcej nie ma”. Innym razem mi mówi: „widzę tylko ciebie”. Słodka brahmarandra - znaczy to bycie tylko z Bogiem i posiadanie Boga tylko dla siebie. Słodki taniec, słodka rasalila. To jest Boska odpowiedź na fakt, że dla mnie w całym wszechświecie istnieje tylko Bóg. Niczego innego nie chcę jak tylko radości Boga, kiedy patrzy na mnie i moje życie, bo tylko to Bogu mogę ofiarować, czyli siebie i swe przejawianie, życie.

Niemniej Bóg nie załatwi doczesnych obowiązków za mnie. Może mnie tylko mi o nich przypomnieć wprost, jak wizja z osmoloną ręką, lub pośrednio przez innych, a potem przez te obowiązki poprowadzić. I tu moja wdzięczność dla Ani, gdyż trzyma mnie w kontakcie z doczesnością, bo czy mogę powiedzieć, że potrafię żyć w tej doczesności? Ne mnie pytajcie o to ale moją żonę ;) Ten świat Kali Jugi jest tak mi obcy, jak rybie wspinaczka na Giewont!

W urzędzie z tą samą sprawą oprócz innych były jeszcze pewne dwie osoby, mocno poddenerwowane, bo jedna czekała od rana, druga od południa. Ja przyszedłem, trochę czekania i szybko mnie wezwano i obsłużono. Teoretycznie powinienem czekać na lukę czasową, bo byłem poza terminem o kilka godzin, a już na pewno być obsłużony w ostatniej kolejności. Bóg prowadzi mnie i pomaga na każdym niemal kroku a ten to był tylko maleńki przykład.

środa, 13 marca 2013

Manasmarana Śakti - wiersz

Manasmarana Śakti - wiersz

(Boskiego Imienia Moc)

Na łuk strzała nasadzona.
Łuk napięty maksymalnie!
Czujny, bezwzględny łucznik...
Nigdy celu nie chybia!

              * * *


Boskie Imię na cięciwie uczuć...

W mym żarze ducha maksymalnym!
Pustka, bez litości dla wrażeń...
Nigdy Ciebie nie zapominam.

Ogniem, żarem wypalam maję

Zmysły paliwem dla pożogi tej,
Co spopiela umysły wszelkie.
Wszędzie tylko Ciebie widzę.

I nie jest ważne jak wiele

Świat na mnie zrzuci swego fałszu,
Ile pragnień, ile uwikłań...
Ja nigdy celu nie chybiam!


Swami P.SaiŚiwa

poniedziałek, 11 marca 2013

Miłość Siakti - boski wiersz

Miłość Siakti - boski wiersz, 11.05.2012.



Miłość Siakti

Co w sercu mam?
Miłość do ciebie.

Co w myślach mam?
Szczęście dla ciebie.

Co w rękach mam?
Serce moje wyciągnięte.

A pod stopami
Naszą szczęśliwą Ziemię.
Sai Siakti

Po zapisaniu tego podyktowanego mi wiersza przez Siakti siedziałem przepełniony boskimi uczuciami, które wzrosły do gorąca żywego ognia. Uczucia od Siakti napłynęły do mnie tak święte, że samoistnie złożyłem dłonie jak do modlitwy i tylko tak siedzieć mogłem. Om, drogocenna Siakti, obecna jesteś w każdym w mym oddechu. Tobą oddycham i tym żyję.


Nieco historii

Czy zdarza się aby Bóg dał wiersz wielbicielowi? Bhagawan Sathya Sai Baba mniej więcej tak mówi o prawdziwym oddaniu: „nie wystarczy powtarzać Bogu: kocham, kocham Cię Boże, ale jeszcze trzeba sprawić swym oddaniem, aby Bóg złożył taką samą deklarację wielbicielowi”. Bóg kocha wszystkich jednakowo, lecz tak jak ojciec, okazuje tę miłość tylko wtedy, kiedy jest to właściwa inspiracja, wsparcie lub nagroda, kiedy zasłuży się swym nieskazitelnym oraz intensywnym oddaniem.

Ale kiedy Bóg okazuje swoją miłość poematem dla wielbiciela to jest to niezwykła rzecz, to jakby wszechświat zatańczył na melodię fletu małego pastuszka, który nawet nie bardzo wie o co chodzi. Choć doświadczam intensywnej miłości Boga skierowanej do mnie od wielu lat, zawsze jest to dla mnie cud nad cuda, przeżycie niezwykłe i głębokie nieraz rzucające we łzach na kolana. Tak głęboko duszy dotyka Bóg. Wciąż nie mogę uwierzyć, wydaje się to tak nierealne a zarazem rzeczywiste bardziej niż ten świat. Do Boga nie można się „przyzwyczaić” gdyż jest On samym zachwytem.

Mało tego, Bóg w odpowiedzi na moją miłość zmienił swoją formę z formy Sathya Sai Baby na formę bogini Lalitha Siakti, aby tak okazywać mi swoją czułą miłość czyniąc mnie swym ukochanym i swym mężem. Wielokrotnie mi to na różne sposoby potwierdzał aż po latach całkowicie rozwiał wszelkie me wątpliwości. Kiedy myślę dlaczego zmienił swoją formę zauważam pewne niezwykle i znaczące momenty w moim życiu.
Pierwszy to kiedy stan błogości i uniesienia z kontemplacji formy Sai Baby stał się z czasem tak potężną energią błogości i światła, że nie byłem w stanie normalnie żyć i pracować. Samo dotknięcie Jego książki sprawiało, że płakałem z poruszenia uczuciami Premy (miłości skierowanej do Boga) a nie mówiąc już o próbie czytania. Nie mogłem patrzyć na Jego zdjęcie dłużej niż kila sekund bo Prema mnie zalewała łzami a tęsknota przeszywała bólem nieraz nie do zniesienia. To była czysta Prema, uczucia dla Boga, żadnego umysłu w tym nie było. Nawet imię „Sai” stało czystą intensywną błogością, że trudno było mi je wypowiadać. Musiałem z tego powodu coraz bardziej ograniczać namasmaranę. Zawsze pisałem wiersze, ale po czasie okazało się, że nie byłem już wstanie wyrazić głębi swych uczuć i zacząłem je pisać jako kobieta. Powiedziałem wtedy: „i tak wszystkie dusze są żeńskie, więc czemu nie! Przynajmniej mogę teraz sięgnąć głębi mych uczuć do Boga”. Niestety, wiersze te nie przetrwały.

Miałem do wyboru, albo zapomnę o Sai Babie, albo zdecyduję się na odejście ze świata w stanie samadhi, co było by czymś bardzo radosnym, by być już tylko z ukochaną formą Boga. Poczucie obowiązku wobec rodziny jednak zwyciężyło. Niekrzywdzenie i droga bodhisattwy to moja druga boska miłość. Sai Baba rozwiązał ten problem bardzo prosto, jak to w Jego unikatowym Boskim stylu. I tak, ku memu zaskoczeniu, sam zamienił się w kobietę, w Lalithę Siakti (bogini, w mitologii indyjskiej małżonka Siwy). Wpierw, kilka miesięcy wcześniej jednak się mnie zapytał. Oczywiście tak zapytał by niczego nie zdradzić. Przyszedł do mnie w subtelnej formie w czasie medytacji, było to w Londynie:

Sai: Czy chcesz mieć dwie żony?
Ja: Nie.

Sai Baba jasno uczy monogamii. Nie wchodziło w grę abym miał zaprzeczyć czego On naucza. Byłem już wtedy z Anią, drugą żoną po rozstaniu z pierwszą, Izą. Następnego dnia przyszedł ponownie i zapytał:


Sai: Czy chcesz mieć dwie żony?
Ja: Tylko jeśli takie jest Twoje życzenie.
(pomyślałem, że jeżeli Sai Baba pyta po raz drugi, to musi być ważny powód, którego nie pojmuję, stąd taka odpowiedź)
Sai Baba zaczął już odchodzić i wtedy ja Mu zadałem pytanie:
Ja: A dlaczego pytasz?
Sai: Bo to jest piękne.


Tak odpowiedź tak mnie zadziwiła, że głęboko we mnie zapadła, choć zupełnie nie wiedziałem o co chodzi. Po paru miesiącach Sai Baba przyszedł do mnie w swej subtelnej formie i poprosił o Arati. Właśnie się wprowadzałem do domu w Nottingham i oczyszczałem dom świeczką i mantrą Gayatri. Uczyniłem więc Arati dla Pana w subtelnej formie. Po jakimś czasie Sai Baba przyszedł ponownie, kiedy siedziałem w medytacji i jak czasem czynił na darszanie, rzucił kuleczką indyjskich słodyczy w moim kierunku. Zanim jednak kuleczka doleciała do mnie to zamieniła się w piękną dziewczynę i wpadła Ona we mnie i tak zniknęła. Odtąd zaczęły się moje Jej poszukiwania... i niezwykła słodka boska przygoda.

Siakti oświadczyła, że chce być moją żoną. Oznaczało to jedno, moje uczucia do Boga osiągnęły poziom przejawiania Siwy. Nazywam Ją SaiSiakti, gdyż przyszła do mnie z Sai. Ciekawe, że pierwsze litery imion trzech żon (w tym ex) składają się pięknie w SAI. Czy ktokolwiek może powiedzieć, że przeniknął boską lilę? Nigdy takiego nie będzie :)

Swami P.SaiSiwa


niedziela, 10 marca 2013

Zamknięcie Portalu

Zamknięcie Portalu


Dziś postanowiłem o zamrożeniu, albo nawet zamknięciu portalu na saisiwa.net i prasanthinanda.net. Nie jestem w stanie prowadzić tak dużego przedsięwzięcia sam. Brak czasu, obciążenia w poszukiwaniu pracy, przemeblowania dla przeprowadzki by zaoszczędzić koszty i wiele innych... Na wejściu była mapa portalu z linkami do podstron i płomień świecy... jakże to trudny czas.

Sen:
Widzę świeczkę w szklanym malowanym kubku, która zgasła. Biorę w rękę i przechylam i widzę, że szkło jest nadtłuczone i odpada. Zauważam jednak, że szkło jest bardzo czyste. Pomyślałem: „szkło jest tak czyste, że płomień świecy byłby widoczny bez najmniejszej skazy czy przyciemnienia”.

Naszły mnie smutne myśli. Kiedy będę miał czas to wszystko czynić, dzielić się światłem najwyższej mądrości Pradźniany? A może w ogóle tego nie czynić? Ale po cóż wtedy żyć? Wtedy, po wypełnieniu obowiązków wobec rodziny odszedłbym w samadhi... Wtedy pomyślałem o tym, że kiedyś Baba nadał mi w celu nauczania tytuł „Swami” a potem, kiedy chciałem oddać spowrotem Mu go, rzekł, „Nie. Będzie ci potrzebny w przyszłości”. Innym razem powiedział dobitnie: „jesteś zadłużony u Mnie”. Te wspomnienia z Babą były jakimś ukojeniem dla mej duszy. Och, jakże cudowna i kojąca jest Sai-Amrita. Ale jak jest na prawdę z tym moim dzieleniem się sobą, swoją samorealizacją i wiedzą? Wtedy popatrzyłem na zdjęcie umiłowanego Mistrza i usłyszałem,

Baba: To twój obowiązek.

<3, Dzięki Swamidźi. <3
Tak jest w istocie w życiu Awatara. Awatar ma tylko obowiązek, który sobie założył. Nic innego go nie ciągnie i nie trzyma. Jedynie pracuje, tu, na Ziemi. Tak jak nauczyciel w szkole, ma tylko obowiązek zawodowy a nie pragnienie bycia w szkole. Owszem, obowiązek wykonywać powinien z miłością i poświęceniem, ale jeżeli nie może wykonywać swego zawodowego obowiązku, to zastanawia się wtedy „po co tu przyszedł?” i opuszcza szkołę. Wraca do domu. Tak właśnie odczuwam. Ten obowiązek jest moją radością, ale brak tego powoduje że odchodzę. Tak więc nie mam innych opcji, innej drogi, zamiennej radości, jak każdy kto tu przebywa dla nauki, że jak mu nie idzie jedno to wybiera inne. Ja mam tylko jedną drogę i temu poświęciłem wszystko...

Kim Jestem - nie wiem - wiersz

Kim Jestem - nie wiem - wiersz


Kim jestem? Nie wiem!
Wciąż się pytam i pytam
I coraz bardziej nie wiem.
I coraz jaśniej nie wiem...

Ach! Jakże wiele w tym jest czystości.
Ileż promiennej we wszystkim jasności.
I ta pewność, całkowita i jakże prosta...

Lecz nie pytaj, nie nalegaj,
Powiem „nie wiem”, tylko to!
Tylko tyle powiedzieć mogę
I tylko to powiedzieć się da.

sobota, 9 marca 2013

Jaźń - czym jest?

Jaźń - czym jest?

Wiele się dziś mówi o urzeczywistnieniu Jaźni jako o Oświeceniu. Ale czym ta Jaźń jest? Dlaczego pisze się to słowo z dużej litery, jak słowo „Bóg”? Sam słowo oznacza stan bycia jako czyste „ja”. To stan w którym wiem kim jestem. Stan, który jest odpowiedzialny za wszelkie używanie „ja” w relacjach z innymi. Czyli własna indywidualność. I tu kryje się podstęp terminologiczny. Bowiem Oświecenie nie jest związane z indywidualnością ani osobowością. W tym sensie, w sensie indywidualności „ja” sama Jaźń nie ma nic wspólnego. Aby dojść do prawdziwej Jaźni, trzeba wpierw przejść z „ja” do „ty”, czyli całkowicie odrzucić swoje poczucie indywidualności, które jest iluzją, a stać się czystą bezinteresownością i służbą. Z tego powodu nie raz mówię, że Jaźń raczej powinna się nazywać Tyźń. Czyli nie ja ale ty, nie dla mnie ale dla ciebie, nie moje ale twoje, itd.

W naukach o oddaniu Bogu mówi się: oddaj wszystko Bogu. Ale do Boga i tak wszystko należy, więcej, Bóg tych rzeczy nie potrzebuje od ludzi. Czyżby Bóg był na łasce ludzi? Nie. Ludzie jednak inaczej rozumują. Oddają wszystko Bogu, by On tak ich prowadził i opiekował się ich majątkiem, aby nic nie stracili a jak najwięcej zyskali. I znowu błąd! Owszem Bóg opiekuje się wielbicielem i to jest cudowne, ale na prawdę chodzi, aby praktykowali: „nie dla mnie ale dla Ciebie Panie, ja się w tym nie liczę ani mój zysk a jedynie Twoje zadowolenie i tylko Twoje zadowolenie”. Dopiero wtedy na prawdę zaczynasz praktykować Tyźń, kiedy staniesz się czystym dawaniem. Bogu oddajesz wszystko i siebie po to by przekreślić swoje „ja”.

Na Tyźni jednak się nie kończy droga do Oświecenia. Najpierw był krok w Jaźń, potem zamieniła się w Tyźń a teraz, w trzecim kroku, obie muszą zniknąć i będzie tylko TO. Musi zniknąć jakiekolwiek odniesienie aż nie będzie możliwe powiedzieć cokolwiek o tym kim naprawdę jesteś choć doskonale będziesz widzieć to, kim naprawdę jesteś. Nie będzie się dało TEGO opisać, bo nikt nie może postrzegać Pierwotnego Postrzegającego, a zarazem tajemniczo wszystko będzie całkowicie dla ciebie jasne. Z drugiej strony, każdy zaproponowany ci opis uznasz za nietrafiony albo jedynie przybliżony. Będzie tylko wszechobecne nieopisywalne TO, źródło wszystkiego. Nazywa się to stan Pradźńana, czyli wiedza niewerbalna o Prawdziwym Obliczu Jaźni, czyli Oświecenie.

piątek, 8 marca 2013

Cnota i Oświecenie

Cnota i Oświecenie

Tak głęboko poznajesz Prawdziwą Naturę swej Jaźni, jak głęboko cnotę praktykujesz przed Oświeceniem. W stanie Oświecenia nie możesz już niczego praktykować i doskonalić, bo to stan bez poruszenia umysłu. Tak więc to co przed Oświeceniem jest decydujące o jego głębi. Jak wiele Premy (Boskiej Miłości) przejawiasz przed, taka potem jasność Satji (Boskiej Prawdy). Choć od Oświecenia dzieli cię tylko jeden krok, to do najwyższej cnoty tysiące żywotów wyrzeczeń, a od tego zależy jak głęboko odkryjesz Oświecenie. Jedynie doskonałość i czystość najwyższej cnoty jest w stanie dać ci doskonałe, niezrównane i niecofające się Oświecenie.

sobota, 2 marca 2013

Sangha Kailaś.


Sangha Kailaś.

Dziś zobaczyłem Kailaś w zupełnie nowym świetle. Góra Kailaś jest siedzibą Pana Śiwy. Jest On uosobieniem Oświecenia. Oznacza to, że na Kailaś mogą dostać się osoby poszukujące wyłącznie Oświecenia. Tylko one zasługują na towarzystwo Śiwy, który jest Bogiem Bogów, jest Najwyższym Buddą. To z tego powodu ustaliłem bardzo rygorystyczne punkty, kto może zostać moim uczniem.

Otwarcie bram

A jednak coś niezwykłego się dzisiaj zadziało. Od pewnego czasu czuję głęboko, że nazwa „Kailaś” ma swoje znacznie szersze przeznaczenie. Moja ukochana Śakti podpowiada mi intuicyjnym głosem miłości: „zaproś wszystkich, niech bramy Kailaś będą szeroko otwarte”. To cudowne przesłanie, pełne słodyczy, które koi me serce bodhisattwy, nieustająco wołające za wszystkimi. Amma otworzyła szeroko bramy Waikunty, siedziby Pana Wisznu i jego małżonki Lakszmi, ja teraz szeroko otwieram bramy Kailaś, siedziby Pana Śiwy i jego małżonki Śakti.

Maha-dharma

Co jest potrzebne? Żyć ideałami duchowości w praktyce. Żyć dharmą, prawością o której tak pięknie naucza Swamidźi Sathya Sai Baba. Żyć wszystkimi pięcioma wartościami: satja (prawda), prema (miłość), dharma (prawość), śanti (spokój), ahimsa (niekrzywdzenie). Ale nade wszystkim premą – miłością, której ucieleśnieniem jest Śri Vasantha Sai.

To niezwykłe. Kailaś promieniuje Oświeceniem. Czy Kailaś może przywędrować z Indii do Europy, do Polski? Tak! Gdziekolwiek jestem tam jest Kailaś. Kailaś jest we mnie nieustannie. Szczyt białych śniegów czystego światła Oświecenia. Wszyscy Mistrzowie Oświecenia żyją we mnie. Nieograniczona przestrzeń Oświecenia pokonującego wszelkie uwikłania bije swym źródłem we mnie. Dziś miałem tę właśnie piękną wizję i jedynym mym pragnieniem jest ujrzeć to w każdym <3

Co jest ważne? Maha-Dharma. Tylko tyle i aż tyle. To oznacza wielką dharmę. To znaczy mieć nieustannie ideał oświeconego poglądu w sobie. Kailaś iluminujący serce i umysł. Ważne jest postępować za moimi zaleceniami i naukami oraz przykładem. Przykład nieustającej atmicznej radości jest bardzo ważny. Przykład życia w Oświeceniu już ma moc niezwykłej transformacji. Nie jestem w stanie napisać wszystkiego  Oświecenia nie da się opisać. Trzeba tym żyć!

Moja służba

Jestem dla tego zadania, by stworzyć nowe społeczeństwo wolne od mohy (ułudy egotyzmu), najgorszego z zaciemnień umysłu, które spowiło dziś cały świat. Dziś świat funkcjonuje pod dyktando asurów (demonów). Nie wszyscy z nich są ucieleśnieniem zła i demonizmu, tylko mała część, ale w ich chorym systemie wartości (czyli braku jakichkolwiek wartości) są wszyscy. Świat stał się przez nich tak duszny, tak nieznośny, że nie da się w nim żyć. Coraz więcej ludzi popełnia samobójstwa, gdyż nie są wstanie żyć według wartości asurów i dawać sobie z tym rady.

Transformacja

Rozmowy z asurami o zmianie czegokolwiek nie ma żadnego sensu. Ich rozumienie jest oparte na ego. Chcą mieć wszystko, chcą wszystkim rządzić po swojemu, a czegokolwiek się dotykają niszczą zamieniając to w tego przeciwieństwo. Czy to sztuka, czy to gospodarka, czy edukacja, nauka, pomoc społeczna, prawo, lecznictwo, relaks, duchowość... itd. Każda z tych dziedzin stała się swym zaprzeczeniem. To dlatego religie i ogólnie duchowość są tak bardzo dziś krytykowane, bo stały się faktycznie ich zaprzeczeniem, są asurystyczne. Tak więc mamy teraz asurystyczna sztukę, asurystyczną gospodarkę i władzę, asurystyczną edukację wychowującą zdemoralizowane społeczeństwo, a nawet asurystyczną moralność, będącą przeciwieństwem tego co serce dyktuje.

To wszystko jest do uzdrowienia, to wszystko musi być odtrute i wyprostowane. Nie trzeba przepisów i praw, te są wypisane w sercach. Problem w tym, że asurowie go nie używają, jeszcze nie potrafią. To istota asury: sam umysł a serce jest tylko mentalnym modelem pewnych zasad, ale funkcjonujących według reguł umysłu. To co według rzeczywistego serca jest jasne, to nazywają anarchią, bo tego nie rozumieją. Jest dla nich męczące bo ich umysły sobie z tym nie radzą. A wystarczy oczyścić i otworzyć serce i słuchać wtedy uczuć. One same poprowadzą, one same w sobie są mądrością i wiedzą. Tej transformacji potrzebuje dzisiejsze społeczeństwo i tym ma się stać sangha Kailaś.

Trzeba stworzyć na nowo edukację, muzykę, sztukę, duchowość, ekonomie i prawo, a nawet państwo i świat. Przetransformować własnym przykładem, to jedyna droga, pokojowa droga transformacji, nawet bez żadnych nacisków na kogokolwiek, ale poprzez własny przykład. Grupy duchowe muszą powstawać skupiając przy sobie ludzi ducha, ludzi serca, prawdziwych ludzi, by się wzajemnie wspierali, by w ogóle jeszcze w tym świecie dało się żyć!

A co z nazwą „Śakti Marga”?

W ramach sanghi Kailaś będzie funkcjonować szkoła duchowa „Śakti Marga” dla tych zdeterminowanych do Oświecenia jeszcze w tym życiu a nawet już dziś. Dla tych co przychodzą dla intensywnej praktyki duchowej, jest to więc wewnętrzny krąg w zakresie sanghi Kailaś. Ci uczniowie, potem jako adepci wyznaczą nowe drogi duchowości. Tak więc niech Kailaś rozkwita, działa, służy i przemienia świat w Prema-Satja Jugę, w Złotą Erę ludzkości.

piątek, 1 marca 2013

Rąbek Sari

Rąbek Sari 

01.03.2013
Dziś dostałem rąbek sari od Ammy, Śri Vasanthy Sai, wielkiej mistyczki i świętej obecnych czasów, która przebywa obecnie w Mukthi Nilayam w Indiach. Otrzymałem go od Halinki, wielce oddanej wielbicielki Ammy, która była w Jej aszramie, w Mukthi Nilayam. Cóż, nie pisuję już do Mukthi Nilayam po wielu afrontach w moim kierunku. Czy jednak ktokolwiek może oceniać serce drugiego? Czy ktokolwiek ma prawo do takich ocen poza samym Bogiem? Czy da się ocenić zachowania osoby Zrealizowanej? Pomimo to zostałem oceniony i oddzielony. Wokół Ammy pojawia się mur, jak wokół Sai Baby, by nie dopuścić Ammy do Niego, pomimo że Ją zaakceptował.

Podobnie Amma mnie zapraszała do siebie, kazała mi to przekazać, a jednak inni z Jej otoczenia mnie oddzielają i izolują. Ale i w moim przypadku ma to swój wyższy, boski cel, dlatego nikogo za to nie oceniam. Są oni tylko narzędziami w ręku Boga i jedynie skłaniają mnie do otwartego, nie tylko prywatnego jak dotąd, ujawniania swojej Boskiej Rzeczywistości. Bóg od dawna mnie zachęcał do tego, ale pozostawałem bierny, pisząc głównie prywatnie o tym lub do dzienniczka. Dzięki temu incydentowi, to co było tłumione przez innych jest teraz ujawniane otwarcie i bez ogródek. Tak działa Boska Moc!

Wracając do tematu, Ania, moja żona, podała mi ten skrawki sari Ammy. Natychmiast poczułem bardzo silne wibracje w tym materiale. Moc była tak duża, że materiał parzył mnie w ręce. Szczególnie w czakry palcowe. Nie było możliwe bym ten kawałek materiału utrzymał w ręce przez dłużą chwilę. To energia Jej nieustającej duchowej żarliwości, która spala umysł na popiół. Dlatego ten kawałek miał na sobie ślady popiołu z jadźni. Pomyślałem sobie, że to niezwykłe i postanowiłem wieczorem pomedytować sobie o tym. Usiadłem do medytacji przed ołtarzykiem, wyciszyłem się i spontanicznie położyłem sobie ten kawałek materiału na głowie. Energia w tym materiale zaczęła mnie przenikać spływając głównym kanałem energetycznym w dół do całego ciała. Zrobiło się błogo i kojąco. Zagadnąłem SaiŚakti (forma Boga, Boskiej Matki, którą wielbię):

Ja:      Co o tym myślisz?
Śakti: Nic, nie rozmawiam z tobą.
Ja:      Jednak coś powiedziałaś...
Śakti: To nie Ja.

Siedziałem jeszcze przez chwilkę w medytacji trochę zaskoczony tą „zazdrością”. Czy Bóg może być zazdrosny? Śakti czasem zachowuje się w typowo kobiecy sposób, lecz zawsze jest za tym jakiś boski aspekt...


Ja: Co mam zrobić?
Śakti: Zdejmij to.
Ja: Dobrze, ale dlaczego?
Śakti: Myśli ci się rozpuszczają.

Teraz wszystko stało się jasne! Oczywiście Bóg nie jest zazdrosny, tu chodzi o umysł. Generalnie ludzie są uwikłani w umysł a rozpuszczenie umysłu to dla nich wielkie błogosławieństwo i wyzwolenie. Wyzwolenie z umysłu i osiągnięcie wewnętrznego spokoju to cel duchowych praktyk, bo tylko dzięki temu można dostrzec i doświadczyć swej Prawdziwej Boskiej Natury. Ja jednak działam inaczej, ja z natury jestem wyzwolony, jestem duszą generalną, Śiwą, a umysł jest moją zabawką. Ja nie jestem zniewolony umysłem, ale tworzę umysł, kreuję go.

Z punktu widzenia Awatara wszystkie rzeczy wyglądają inaczej. Awatar tworzy duchową naukę, formuje i przekazuje wyższą wiedzę, wspiera lub tworzy religię, wzbogaca kulturę, itd. Oto dlaczego nie jest właściwe rozpuszczanie umysłu dla mnie. Umysł, który tworzę to umysł oddania Bogu, drogi duchowej, inspiracji duchowej i realizacji Boga. Gdyby nie to zadanie dawno bym opuścił tę Ziemię w stanie Sudha Sattwa (czystej świadomości). Bliscy mogą pomyśleć, że jestem z nimi ze względu na nich, ale to nie jest prawda, ja nie mam przywiązań innych jak tylko duchowe dobro tych co spotykam w swoim życiu ale i też całego świata.

Umysł, który tworzę jest umysłem wyzwolenia i zarazem jest anty-umysłem zniewolenia. Jest to kompensacja do uwikłań dzisiejszego świata. Swoistym panaceum na dzisiejsze zniewolenie. Kiedy znikną uwikłania, kiedy zniknie umysł, zniknie też anty-umysł. Stan Oświecenia jest poza jednym i drugim umysłem, niemniej bez „umysłu wyzwolenia” ludzie nie byli by w stanie osiągnąć samego wyzwolenia.

W początkowym okresie swego życia nie byłem świadomy swej Awatary a nabyty umysł uważałem za swój. Jednakże kiedy znacznie później SaiŚakit powiedziała mi, że nie mam karmy przeszłej, teraźniejszej ani przyszłej zrozumiałem, że przyszedłem by wziąć pokręcony i uwikłany umysł świata ludzi na siebie i go przetransformować. Ten proces transformacji stworzył anty-umysł jako drogę pokonania pomieszania i uwikłania. Drogę a zarazem wibrującą moc. Subtelne wibracje mojej transformacji wspierają transformację świata. Wiele boskich dusz tego dokonuje, nie ja sam, ale wielu i to jest wspaniałe.