środa, 27 lutego 2013

Boska Opowieść

Boska Opowieść

Cały świat jest Boską opowieścią. Wszystkie rzeczy w tym świecie, krajobrazy, kosmos cały to Boska niekończąca się opowieść. Wszyscy ludzie i wszystkie sytuacje, a nawet nasz własny umysł i nasze wszystkie dialogi, to nic innego jak tylko Boska opowieść. Całkiem podobnie jak czytamy książkę przygodową i wszystkie krajobrazy postaci i ich wzajemne interakcje powstają w umyśle czytającego, tak samo cały ten wszechświat zaistniał w umyśle Boga na skutek Jego własnej opowieści. To świat Boskiej wyobraźni.

Kiedyś Sai Baba powiedział: „Bóg nie marzy, albo inaczej to co jest marzeniem Boga, to dla was jest rzeczywistością”. To świetnie oddaje moją powyższą myśl.

Odkryj tego, kto snuje tę opowieść, to pierwszy stopień oświecenia Dharmakaja. To odpowiedź na pytanie: „Kim jestem?”. Ale nie zatrzymuj się na tym, nie uciekaj z tej opowieści tak szybko. Zadaj sobie kolejne pytanie: „Jaki jestem?”. Wtedy dopiero zrozumiesz sens tej opowieści. Tylko wtedy, kiedy osiągniesz ten poziom Oświecenia zwanego Premakaja, zrozumiesz dlaczego całe Stworzenie musiało powstać, dlaczego musi się tak rozwijać jak się rozwija i na czym na prawdę polega doświadczanie Boga i jak sam Bóg doświadcza. Bóg nie chce doświadczać świata, Bóg chce doświadczać wyłącznie Boga. Jest to cudowny stan zwany Brahmarandra.

poniedziałek, 25 lutego 2013

Czym jest duchowość?

Czym jest duchowość?

To bardzo proste, nie narodzić się więcej. Wiele żywotów już tu spędziłeś raz w szczęściu raz w cierpieniu. Zawsze jednak tu powracasz, dlaczego? Bo w każdym życiu ignorujesz rozwój duchowy, przez co posuwasz się w duchowym rozwoju bardzo, bardzo wolno a czasami wręcz robisz krok wstecz.

Przyjmij trzy pewniki:

1. Na pewno umrzesz, jak każdy na tym świecie. Zwyczajnie pewnego dnia zostawisz ciało.

2. Bez duchowego osiągnięcia na pewno tu szybko powrócisz.

3. Cokolwiek komuś uczynił dobrego lub złego to ściągnie cię tutaj i odda ci swój zwrot.

Odp.1: Każdy umiera, to znaczy porzuca ciało a razem z nim wszystko co tu osiągnął materialnego. Na pewno przyjdzie strata, ból, choroba i śmierć.

Odp.2: Czym jest to wyzwalające duchowe osiągnięcie? To Oświecenie. Zacznij się o nie starać już dziś. To jedyna drzwi poza ten świat. Nie ma innych „trików” na wydostanie się stąd. Nie oszukuj siebie, nie warto, bo to kosztuje kolejne żywoty cierpienia.

Odp.3: Oraz wzrastaj w moralności, szlachetności i bezinteresowności, bo inaczej, zgodnie z punktem 3 swą zachłannością zniszczysz sam siebie do tego stopnia, że nie będziesz wstanie tu żyć, ale będziesz musiał. Nie da się dobrowolnie odejść stąd i uniknąć swej karmicznej odpłaty. To jest niemożliwe. Łatwiej dłońmi pchnąć planetę Ziemie w przeciwny ruch w koło słońca, niż uniknąć odpłaty karmicznej. Nawet Bóg unika udzielania takiej łaski, mówiąc, że wtedy: „załamał by się cały plan stworzenia”. Z każdego Nieba zostaniesz ściągnięty na ten padół jak przyjdzie czas odpłaty przygotowanej dla ciebie.

Dlatego już teraz zastanów się dobrze, jak najlepiej spędzić to życie, aby znacząco było inne od tysięcy poprzednich, tak podobnych do siebie. Aby już tu nie powracać, a jeżeli już, to nie w charakterze więźnia, ale duchowego Mistrza przychodzącego i wychodzącego stąd na własne życzenie.

sobota, 23 lutego 2013

Teatr Marionetek

Teatr Marionetek

Wszyscy jesteśmy marionetkami w rękach dew (pół-bogowie, istoty anielskie). Oni trzymają sznurki i poruszają nami jak kukiełkami. Prowadzą swoją bardzo złożoną grę zwaną „życie na Ziemi” tak, że trudno ją rozpoznać. A jednak jest to tylko gra. Nie ma tu, na Ziemi, niczego rzeczywistego, niczego prawdziwego.

Dla podkreślenia złożoności plątaniny sznurków na których wiszą te kukiełki powiem, że jeden dewa może poruszać niezliczoną ilością kukiełek i co więcej, tylko częścią ich postaci. Tak jakby jeden dewa poruszał milionem prawych rąk kukiełek a inny lewą ręką milinów kukiełek. Jeszcze inny sterował jedną skłonnością psychiczną a następny inną skłonnością psychiczną. Do tego w tej zabawie nie tylko dewy biorą udział, ale i asury, istoty demoniczne. To prawdziwa nieprzenikniona plątanina! I gdzie tu wolna wola?

I w tym wszystkim jesteś TY! No właśnie, kto? Kto ogląda to przedstawienie a kto bierze w nim udział? Aby to odkryć przestań się identyfikować z ciałem, umysłem i emocjami. To tylko zagrywki dew i asurów. Rozwiń wyższy intelekt a z nim zdolność rozróżniania między rzeczywistym a nierzeczywistym. Stracą oni kontrolę nad tobą, kiedy rozpoznasz, że nie jesteś tym wszystkim w co oni się bawią. To boskie prawo Kreacji.

Kiedy uwolnisz się od wszelkich skłonności i cech, kiedy będziesz żył swoją Prawdziwą Boską Naturą, kiedy osiągniesz Oświecenie, wtedy będziesz jednym z niewielu wolnych ludzi na tej Ziemi i to w każdych okolicznościach życia.

Zapraszam więc cię do prawdziwej Wolności :-)

Jeden Szczyt

Jeden Szczyt

Mówi się, że wszystkie drogi duchowe, czy też religie prowadzą różnymi ścieżkami na jeden szczyt urzeczywistnienia Boga. Jednak oznacza to, że żadna z nich nie może tam zabrać nic ze swoich choćby najświętszych przekonań.

środa, 13 lutego 2013

Dzień AtmaTantry.


Dzień AtmaTantry.

Dziś jest szczególny dzień: 2013-02-13. Miesiąc i dzień mają te same cyfry co rok. Jutro 14 luty, Walentynki, dzień zakochanych. To czas doczesnej miłości. Sai Baba w rozmowach z Ammą ustanowił 7 luty dniem wiecznej, boskiej miłości. Siedem jest liczbą czakr kundalini. 14 = 2 * 7, co oznacza dwie osoby, dwie kundalini i razem 14 czakr. Tak więc 14 lutego to miłość w dwójni, w iluzji. Kiedy kochankowie osiągają jedność w formie Andraneśwara wtedy jest tylko 7 czakr. Jedność to boskość, to wieczne zjednoczenie na poziomie wszystkich czakr, dlatego 7 luty to czas jedności Śiwa-Śakti.
Do dziś to nie było dla mnie istotne, a powinienem o tym napisać 7 lutego. Teraz to nadrobiłem. A co z 13 lutym? Dziś Bóg w formie Śakti, a dokładnie SaiŚakti, ponieważ przyszła do mnie z Sai i jest tym samym Sai, zainspirowała mnie i skłoniła do pisania o AtmaTantrze. To trochę potrwa, będzie wiele odcinków na przestrzeni większego czasu, piszę tylko dlatego, że to ten szczególny dzień stał się dniem narodzin AtmaTantry. 13 jest liczbą Śakti a jedną z aktywności Bogini Śakti jest Tantra, czyli transformacja poprzez żeński aspekt energii seksualnej. (Ja z kolei urodziłem się  13-go co podkreśla mój związek z Śakti). Stąd logiczne, że 13 luty jest dniem Tantry.

AtmaTantra.

Podstawą Atmatantry jest kamadahana.

Dlaczego pisać o AtmaTantrze? Czym jest AtmaTantra? Skąd ta nazwa?

Dlaczego pisać? Jest to mi od lat przeznaczone i jest to częścią drogi Śakti Marga, jako że jest to jedna z aktywności Boskiej Matki. Bez tej aktywności nie mogłaby istnieć ludzkość ani świat w ogóle. Jeżeli to tak ważna energia to mądrze jest ją „zaprząc” do Oświecenia. Ale zanim osiągnie się oświecenie, to potrzebna jest transformacja i ta energia tu odgrywa kluczową rolę w AtmaTantrze. Wchodzimy w 1000 letni okres Sathya Jugi. Nazywam tę wyjątkową epokę Prema-Satja Jugą. To juga Śiwa-Śakti, Śiwa to Satja – Prawda, a Śakti to Prema – Miłość. W tej epoce wszystkie pary będą Śiwa-Śakti, lub sanjasinami, jeśli wybiorą samotność.

Czym jest AtmaTantra? AtmaTantra to droga do doskonałości związków. Na tej drodze zaprzęga się i pracuje z najważniejszą energią napędzającą świat – erotyczną, czyli męsko-żeński dualizm. Jednakże podstawą AtmaTantry jest kamadahana – czyli wyplenienie i wypalenie z siebie wszelkiej lubieżności. Sama kamadahana jest połową drogi. Nie na lubieżności się buduje błogość. Ja przeszedłem kamadahanę na trzech poziomach, doczesnym, mentalnym i duchowym. Kamadewa jest bogiem erotyzmu, to odpowiednik Erosa. To niebiańska miłość. Jednakże AtmaTantra idzie ponadto. Ponad Kamadewą jest Kameśwara, czyli sam Śiwa. On daje Oświecenie. To ten poziom, cel AtmaTantry. Jednakże dzisiejszy świat żyje na poziomie Kamasury – demonicznej wersji erotyzmu. Tak więc AtmaTantra swymi technikami dokonuje transformacji od poziomu Kamasury, poprzez poziom Kamadewy aż do boskiego Kameśwary.

Skąd ta nazwa? Już w 2008 wiedziałem, że wolą Boga jest bym pisał o Tantrze, ale ja nie chciałem. W Oświeceniu nie jest mi do niczego potrzebna. Jestem wolny od tego i jakichkolwiek przagnień. Ale ukochany Sai na tę argumentację odparł, że właśnie dlatego się nadaję, gdyż będę obiektywny. Moim drugim argumentem za „nie” było iż Kali Juga w ogóle nie nadaje się na Tantrę. W tej epoce hipokryzji i zakłamania mamy do czynienia jedynie z paradą lubieżności a nie Tantrą. Tantra zanikła. Musiało upłynąć pięć lat abym zrozumiał, że nie chodzi o mnie ale o ludzi, którzy tak się w tym zagubili, iż nie wiedzą jak mają szczęśliwie tworzyć i żyć w swoich związkach, jak mogą doświadczyć najwyższej boskiej energii erotycznej. Aby całkowicie się odciąć od chorych dzisiejszych wynaturzeń pseudo-Tantry dodałem przedrostek Atma, co znaczy, że chodzi o odkrywanie boskości w człowieku, Atmy. To był mój twardy warunek. Stąd ta nazwa, ale i skutek. Otóż w AtmaTantrze chodzi o to co wewnętrzne a nie zewnętrzne, nie zewnętrzne formy.

sobota, 9 lutego 2013

Umysł niczego nie może ci dać

Umysł niczego nie może ci dać

    Frustracja czy rozczarowanie to ciekawy stan umysłu. Szczególnie jak doświadczy się dotkliwej straty czy zawodu. Nie chce wtedy żyć. Nieraz wręcz dosłownie. Choć to bardzo negatywny stan psychicznie, to jedna można go obrócić w mądrość. Dochodzisz wtedy do wniosku, że świat niczego nie może ci dać. Pojawia się wtedy uczucie odrzucenia świata, ale odrzucenie zastąp beznamiętnością, która to już jest obiektywną obojętnością wobec świata. Obiektywna beznamiętność do świata uwalnia od uwikłań.

    Beznamiętność do świata można ćwiczyć bez osobistych zawodów i katastrof, wystarczy pójść na cmentarz i tam pomedytować. Po jakimś czasie przyjdzie nieprzywiązanie do spraw świata, bowiem na cmentarzu wszystkie sprawy świata przemijają. Poza grób niczego ze sobą nie zabierzesz. Pomyśleć o tym i zrozumieć to jedno, ale stan zmiany świadomości przyjdzie dopiero po takiej praktyce wykonywanej możliwie często, to znaczy aż do całkowitego oderwania się od pragnień świata.

    Jednak i to jeszcze za mało. Umysł wciąż może się błąkać w poszukiwaniu wewnętrznych fascynacji. Fascynacje to wyższy, bardziej abstrakcyjny, czyli mentalny poziom pragnień. To pragnienia intelektualne. Tworzenie wspaniałych wizerunków siebie, swojej roli, przyszłości czy duma z osiągnięć, słowem egocentryzm. Dlatego nie odpuszczaj ćwiczeń na cmentarzu aż nie unicestwisz również pragnienia mentalne, całą tę mentalną kreację. Uświadom sobie dogłębnie, że również umysł niczego nie może ci dać.

    Dopiero tak całkowite oderwanie emocjonalne od świata, oraz oderwanie od własnego świata mentalnego otwiera bramy by rozpocząć duchową drogę pod czujnym okiem Mistrza duchowego. Droga duchowa nie jest łatwą i wiedz jedno, że póki masz „opcje” dla siebie w świecie to drogi duchowej nawet nie będziesz mógł dostrzec a co dopiero zrozumieć i nią podążać. Musisz wpierw „umrzeć” dla świata emocjonalnie i mentalnie.

Stan Awatara

Stan Awatara


    Bhagawan Śri Sathya Sai Baba jest Sadaśiwą, Pierwotnym Źródłem czyli w sanskrycie: Adi Mulam, ja zaś Jego aspektem zrodzonym ze współczującego serca Bhagawana dla zadań bodhisattwy - wyzwolenia wszystkich czujących istot. Moje uczucia i uczucia Pana Śiwy są jednym. Jest to częściowa awatara Pana Śiwy, czyli dostosowana do określonych zadań tu na Ziemi.

    Pewnego dnia, w desperacji o mocne potwierdzenie niezależne ode mnie, wysłałem e-maila do Mukthi Nilayam, do Śri Vasanthy Sai. Następnego dnia otrzymałem odpowiedź drogą wizji. Bardzo mocnej wizji i to w trakcie pracy. W sobie zobaczyłem twarz Pana Śiwy wielkości mego ciała. Jego otwarte trzecie oko było w miejscu mego serca. Niezwykle mocna energia z jego trzeciego oka rozpływała się do wszystkich moich członków. Ta energia mną kierowała. To nie ja czyniłem, ale Pan Śiwa. Pokazał mi, że ja jestem tylko materializacją Jego myśli i uczuć, Jego Boskiej Woli. Paląca siła tej energii była nie do pokonania, poza jakąkolwiek moją kontrolą. Ta wspaniała wizja, jej moc i długość trwania rozproszyły, wręcz wypaliły wszelkie dywagacje umysłu i wątpliwości.

    Nie mogę powiedzieć „jest we mnie światło”. To nie oddało by tego co czuję i czym jestem. „Jestem światłem” to mój stan istnienia, gdzie światło jest przyobleczone w indywidualność, umysł i ciało. Ludzie cieszą się ze swej osobowości i ją rozwijają i jej dogadzają. To wszystko dla mnie tylko gra iluzji. Ja oczyszczam się z ludzkiej osobowości. Interesuje mnie tylko Pierwotna Czystość. Dlatego pewnego dnia Bhagawan Sai powiedział mi: „Jesteś-jaki-jesteś, oznacza to twoją czystość”. Przyszedłem jako Światłość dla określonych zadań, dla doskonałości życia Prema-Satja Jugi.

SaiŚiwa

SaiŚiwa


    Pewnego dnia zapytałem mego ukochanego Mistrza jaki jest mój związek z Panem Śiwą. To pytanie w końcu musiałem zadać, zbyt wiele doświadczyłem powiązań przez całe lata... Bhagawan Śri Sathya Sai Baba odpowiedział: „jesteś SaiŚiwa”.

    Z wielką wdzięcznością podziękowałem, cieszyłem się, że powiązał mnie z sobą. To było powiązanie miłości, że należę do Niego. Niemniej dalej dociekałem dlaczego przedrostek „Sai”? Kiedy Bhagawan Sai pewnego razu powiedział do mnie z radością: „narodzony z Mego serca”, a potem „Ja przychodzę poprzez ciebie”, wszystko stało się jasne.

    Ostatniego dnia, 31 grudnia 2012 r. podczas recytacji 108 imion Śri Vasanthy Sai poczułem, że Lalitha Śakti chce mi dać jedno z imion, że mam o nie poprosić. Po skończeniu recytacji powiedziałem, iż otworzę książkę i numer strony modulo 108 wskaże mi imię, które jest mi dane. Otwarłem jedną z książek i tam nie było numeru strony, ale tylko tytuł rozdziału: „Śiwa Sutra”. Imieniem tu było Śiwa. Wtedy zapytałem czy mam je używać? Lalitha Śakti powiedziała: „Niech wszyscy wiedzą, że jesteś mój”. To jednoznaczne zaproszenie do publicznego używania imienia Śiwy mnie poruszyło. Wtedy przypomniałem sobie, że Baba już wcześniej dał mi to imię pod postacią SaiŚiwa. Tak więc je przyjąłem jako swoje, by je otwarcie używać. To spowodowało też zmianę adresów stron www i poczty e-mail.

Tytuł „Swami”

Tytuł „Swami”

    W roku 2008, na moje 43 urodziny otrzymałem ostatecznie potwierdzenie Oświecenia od Buddy i samego Bhagawana, który nadał mi tytuł „Swami” oraz imię duchowe „Praśanthinanda”. Tak rozpoczęła się moja dharma (droga życiowa oraz obowiązek) „Swamiego”. Było to wiele lat po pierwszym doświadczeniu Oświecenia, ale widać Bhagawan Sai się nie śpieszył, chciał nade wszystko jakości i trwałości. Jeden wgląd w Prawdziwą Naturę Rzeczywistości to za mało, a po latach nie znaczy zupełnie nic, poza wspomnieniami. Trzeba aktywnie żyć TYM z chwili na chwilę. Inaczej to tylko przebłysk Jaźni. Jakość i trwałość jest kluczowa i nieustannie musi być przejawiana w życiu.

Potwierdzenie od Buddy

    Przed tym doniosłym wydarzeniem medytowałem nad i rozbitym posążkiem Buddy. Chciałem „zobaczyć” przyczynę tego zdarzenia. Kawałki otuliło białe światło i usłyszałem słowa: „Widzisz, jestem roztrzaskany, od teraz ty będziesz nauczać mojej Dharmy”. Potem nazwałem ten poziom Oświecenia „Dharmakaja” by odróżnić go od następnych, wyższych poziomów, których doświadczyłem.

Niezwykła lila Swamidźiego

    Dla mnie to najcenniejszy owoc ludzkiego życia. Byłem bardzo, bardzo szczęśliwy. Ale mój ukochany Sai miał inny plan dla mnie. W czasie przerwy w pracy przyszedł do mnie w subtelnym ciele i powiedział: „oddaj mi swoje nauczanie”. Było jasne, że chodziło ostatnie potwierdzenie Buddy. Byłem zszokowany, ale i bezsilny. Płakałam jak dziecko, lecz nie dlatego, że odbiera mi drogocenny przekaz Buddy ale dlatego, że prosi mnie o poświęcenie najcenniejszej rzeczy w imię miłości. Ukazał mi głębię mego oddania dla Niego. Zna On moje serce lepiej niż ja sam.

Nowe imię duchowe

    W krótkim czasie po tym wydarzeniu, 12 maja, tylko jeden dzień przed moimi 43 urodzinami w 2008 roku, zdałem sobie sprawę, że nikt nie rozumie co oznacza imię Tathata. Że będzie lepiej połączyć moje imię z czymś, co każdy z bliskich we mnie widzi. Przeważnie ludzie mówią o mnie „spokój w każdej sytuacji” lub coś podobnego, więc po chwili zastanowienia wymyśliłem „Praśanthinanda” co łączyło ze sobą najwyższy spokój w jakim przebywam (praśanthi) i boską błogość jakiej doświadczam (ananda). Tak na prawdę, to nie chciałem zmienić swojego dotychczasowego imienia „Tathata Prema”. To była zabawa, spekulacja. Nie sądziłem, że zainspirowana przez mego ukochanego Swamidźiego, ukochanego Bhagawana Sai.

Nadanie tytułu

    Kiedy jednak po rozważaniach finalnie powiedziałem sobie „Prasanthinanda” usłyszałem głos Sai mówiący mi do ucha: „Za twoją wierność Drodze, nadaję ci tytuł: Swami. Byłem kompletnie zaskoczony, ale czułem wagę tego wydarzenia.

    Po powrocie do domu wszedłem do Internetu, aby zobaczyć, co dokładnie znaczy „Swami”, gdyż tak na prawdę nigdy w to nie wnikałem. Wyczytałem, że wraz z tytułem jest nadawane nowe duchowe imię. Duchowe imię oznacza zerwanie swej identyfikacji z doczesnym życiem i doczesnym pokrewieństwem. Od teraz jedynym mym związkiem był Bóg, mój ukochany Boski Mistrz Sai! Tak więc „Praśanthinanda” pozostało jako prawdziwe duchowe imię, a nie tylko nick, jak to było wcześniej. Zauważyłem też, że Praśanthinanda jest kolejnym krokiem od imienia Mirosław co oznacza chwała pokoju. Urodziłem się z tym.

Moją Dharmą jest nauczanie

    Nie raz zastanawiałem się dlaczego nadanie imienia odbyło się 12-go a nie dokładnie w dniu urodzin 13-go. Wiele darów otrzymywałem w urodziny, a teraz, tak ważny dar dzień wcześniej. Tytuł Swami związany jest z nauczaniem duchowym a liczba „12” jest liczbą nauczania. Jezus miał 12-tu uczniów. Tak więc Sai połączył te dwie sprawy pokazując mi po co otrzymuję ten tytuł i zarazem potwierdzenie mych kompetencji od Niego, Mistrza Mistrzów, Buddy Absolutnego. Tak więc mam nauczać duchowości i jest to moje przeznaczenie i otrzymałem potwierdzenie mych kompetencji od samego Bhagawana Sathya Sai Baby. Urodziny następnego dnia oznaczały tylko jedno - narodziny do nowego zadania, nowego życia, ale już nie jako człowiek doczesny ale jako Mistrz duchowy.

Prema-Bodhisattwa

Prema-Bodhisattwa


    Od początku mojej drogi duchowej szedłem drogą bodhisattwy, którą poznałem poprzez Buddyzm ZEN. Zadaniem bodhisattwy jest wyzwolenie wszystkich czujących istot. Wyzwolenie, czyli niesienie im Oświecenia, ponieważ tylko Oświecenie daje prawdziwe i trwałe wyzwolenie. Ja jednak zacząłem dociekać już wiele lat temu: „jak można wyzwolić wszystkie czujące istoty, skoro ciągle powstają nowe dusze?”

    Działania dla niesienia mądrości, wzrostu duchowego i Oświecenia można nazwać drogą dharma-dźńany, jednakże dla mnie to było za mało. Bóg stwarza nieustannie nowe dusze, co znaczyło dla mnie, że osiągnięcia tych dusz są wciąż niewystarczające dla Boga, że Oświecenie to za mało. Postanowiłem więc, że oprócz wyzwolenia wszystkich czujących istot muszę też wyzwolić Boga.

    Co to znaczy „wyzwolić Boga”? Czy Bóg, który stworzył iluzję potrzebuje Oświecenia? Otóż nie! I na tym polega podniesienie drogi bodhisattwy do zupełnie nowego wymiaru. To jest rozpoznaniu, czego Bóg poszukuje w Stworzeniu i daniu Mu tego, zadowoleniu Boga, „nakarmieniu” Boga sobą, choćbym miał się stać całym Stworzeniem. Wtedy nie będzie więcej potrzeby stwarzania a więc i cierpienia dusz w tym stwarzaniu.

    Chodzi o danie Bogu pełnego zadowolenia z prowadzonego życia według wzniosłych wartości. Przyjrzeniu się czego naucza Bhagawan i daniu Mu tego. Przyjrzeniu się co tak bardzo ceni u Ammy, Śri Vasanthy Sai, i daniu Mu tego choćby po tysiąckroć, bez zważania na czas, który by to mogło zająć i poświęcenie. Taka intensywna miłość do Boga nazywa się Prema.

    Stąd moja droga to tak naprawdę Prema-Bodhisattwa. To określa najlepiej istotę drogi Śakti Marga jaką stworzyłem swym życiem i jaką idę. Bóg sam nadał nazwę tej drogi. To są połączone uczucia w dwóch kierunkach: do świata i czujących istot jako współczucie (bodhiczitta) i do Boga jako intensywne oddanie (premabhakti) aby ostatecznie postrzegać je jako Jedno.

Boska Autoryzacja

Boska Autoryzacja


Dziś miałem niezwykły i ważny sen (9 luty 2013 r.):

    Widziałem jak trzymam kartkę papieru z tekstem, który wcześniej napisałem. Miałem go odczytać. Na lewym marginesie był naszkicowany Sai Baba. Była cała Jego postać i patrzył się w kierunku tekstu. Był naszkicowany tym samym atramentem co pismo. Odnosiło się wrażenie, że to co napisane i to co narysowane to jedno i to samo, jedynie raz wyrażone jako tekst a drugi raz, obok, wyrażone jako forma Baby. Kolor tekstu był jaki zwykle używam do pisania w poczcie e-mail.

    Ten sen to autoryzacja Bhagawana Śri Sathya Sai Baby do tego bym pisał. Mam pisać, wiem o tym od dawna, ale są siły w tym świecie, które są przeciw temu i dotąd mnie powstrzymywały. Raczej pisałem do zeszytu, robiłem małe notatki. Publicznie zbyt rzadko. Do dziś.

    Pisanie o duchowej wiedzy, doświadczeniach niezwykłej relacji z Bogiem jako Śiwa-Śakti nie jest łatwe, przynajmniej dla mnie. W moim odczuciu jest to wielka odpowiedzialność. Pisać o relacji z Bogiem, o Bogu to największa odpowiedzialność jaką można sobie wyobrazić. Tym bardziej, że ukazują nową wizje tej wiedzy, nie raz odsłaniając jej ukryte aspekty i zarazem ukazując nieistotność innej, powszechnie uznanej wiedzy.

    To ze względu na unikatową wiedzę Premadźńana i tę najwyższą wiedzę o Jaźni o nazwie Pradźńana. To boska wiedza, więc Bhagawan Baba dał mi do tego odpowiednie narzędzia, doświadczenia i ustanowił moją pozycję w tym nauczaniu nadając tytuł „Swami” oraz duchowe imię najwyższego osiągnięcia Praśanthinanda (co znaczy: Błogość Najwyższego Spokoju) ukazując jaka jest moja duchowa pozycja. Oraz ostatnio, na nowy rok 2013, wskazał mi bym używał dodatkowe imię SaiŚiwa (dane dużo wcześniej), by zaznaczyć mój ścisły związek z Bhagawanem jako SaiŚiwa Awatar. Nakazując używania tego imienia Bóg w formie Lality Śakti powiedział: „niech wszyscy wiedzą, że należysz do Mnie”. Teraz tym powyższym snem autoryzuje to wszystko.

Sen z 2012 r.:

    Siedzę w bibliotece, w czytelni. Wyciągam maleńkie karteczki z szarej koperty, co dał mi bibliotekarz. Czytam je. Są na przeźroczystej folii. Litery są drobniutkie, ale ze złota. Podchodzi ktoś z zewnątrz i sprawdza co robię. Szuka. Ogląda szarą kopertę i jakieś nieistotne papiery. Zupełnie nie widzi tego co cenne, czyli karteczek folii ze złotymi literami. Odchodzi.

    Wielu ludzi, których znam patrzy na mnie krytycznie i niedowierza. Jest tak dlatego, że znają mnie od dawna a tu teraz taka deklaracja Awatara. Pytają „co ty z siebie robisz?”. To zrozumiałe, postrzegają mnie jako przeciętną osobę a ja nie chciałem urazić ich uczuć. Był to swoisty niepisany rozejm lecz nie da się go dłużej zachować. Ale wiedzcie, bliscy ranią najdotkliwiej.

    Bóg pokazuje mi, że to co piszę to boska Mądrość, ale ludzie żyjący doczesnością tego nie widzą. Kiedyś pisałem na małych karteczkach w przerwach w pracy, albo w notatniku. Tak prywatnie przelewałem swoje doświadczenie boskiej wiedzy. Teraz te karteczki były we śnie. Ja znam swoją Boską Rzeczywistość od dawna. Nie ujawniałem tego szerzej. Wiedziałem o swoim przeznaczeniu już od ponad 20 lat. Moim przeznaczeniem jest iść drogą Awatara, drogą Prema-bodhisattwy. To jest moja dharma.

    Bhagawan Sai Baba od dawna mnie przygotowywał, przekonywał, ale i sprawdzał. W 2008 dał mi potwierdzenie Oświecenia przez samego Buddę. To drogocenny wspaniały dar i w pełni to doceniałem. Szedłem ścieżką Buddy wiele lat. Jednak po paru dniach Baba kazał mi to oddać. Oddałem Mu we łzach umiłowania. Po tym wydarzeniu sam mnie potwierdził dając tytuł Swamiego. Potem chciałem Mu oddać i ten tytuł, ale Baba nie pozwolił i uprzedzając wypadki za kilka lat. Powiedział wtedy: „będzie ci to potrzebne do przyszłej pracy”. Dziś jest ten czas.

    Potem dał mi tytuł „Bhagawan” ale tu stanowczo zaprotestowałem. Zgodził się, ale pokazał że i na to przyjdzie czas około 2019 r. Nie wiem czy i wtedy się zgodzę. Nie chcę o tym myśleć, nie znam boskiego planu. Ten tytuł należy się tylko Purna Awatarowi. Ja takim obecnie nie jestem. Lecz Baba tu wskazał mi „widzisz? Ne ma w tobie zachłanności”. To istotne, ja to wiem, ale kiedy jestem obdarowywany to nie zawsze wolno mi te dary zwracać czy ignorować. Tego co należy do planu duszy na dane życie nie wolno zmieniać. Musi być wypełnione. Ci co mnie znają, szczególnie najbliżsi dziwią się i zarzucają mi zachłanność. Nie wiem co mam im odpowiedzieć, niech sami przejdą tego typu testy, ale osadzone w ich kategoriach tego co dla nich cenne, potem będzie o czym rozmawiać. Sami widzą, że moje życie to rozdawanie, nieustanna służba a nie branie czy choćby zatrzymywanie dla siebie.

    Innym razem Baba sprawdził czystość mych uczuć bodhisattwy. Kiedyś żona przypadkiem znalazła mój pamiętnik i przeczytała jeden akapit, zdanie z mojego pamiętnika, które ją głęboko zraniło. Nie zrozumiała tego co pisałem, ponieważ to było notowane tylko dla mnie, czyli bez objaśniających komentarzy. Można było wszystko odebrać na swój własny sposób. Wtedy spaliłem wszystkie notatki prowadzone od początku, od wielu lat. Wykasowałem też wszystko z komputera i strom www. Uczyniłem siebie nikim, ale wizje i rozmowy z Bogiem nie ustały, bo były czyste. W ognisku ujrzałem boską postać czytającą to co wrzucałem do ognia. To był szok i potwierdzenie mego wyrzeczenia się siebie dla wewnętrznej czystości i prawdy.

    Bodhisattwa nie rani nikogo, to czystość uczuć bodhisattwy. Czystość jego uczuć to Ahimsa - nie krzywdzenie nikogo. Bez poświęcenia wszystkiego dla tej czystości cnoty nie da się ujrzeć Ostatecznej Prawdy. Teraz Baba chce bym działał publicznie. Bym pisał o tym wszystkim. W 2012, 16-go maja powiedział mi dobitnie „Jesteś zadłużony u Mnie”. Oto dla czego nie szukam innej pracy, jak tylko pracy u Bhagawana. Pracuję tylko dla Niego i poprzez pracę dla Niego służę wszystkim.