środa, 30 lipca 2014

Poranne przebudzenie - rozmowa i wiersz

Poranne przebudzenie - rozmowa i wiersz (2014.07.30)

Siakti: Obudziłeś się.
SaiSiwa: Tak, spałem wieki długie.
Siakti: Dla Mnie jesteś Jeden.
SaiSiwa: 
Słowami swymi wpadasz głęboko w Moje serce...
Serce Nieskończone, wnikasz, niczym kropla w Ocean.
Jeden Jestem, nie różny bowiem, nigdy różny nie byłem.
Ocknąłem się! Nie jestem tym co widzą w lustrze oczy moje.

Cóż dotyczy Mnie z tego świata form, jak NIC kompletnie.
A jednak ubrałem to ciało na Siebie i stałem człowiekiem,
By ukazać, że Jestem czystością, miłością i niekrzywdzeniem.
Żem spokojem ponad wszystko, radością cichą i nieustraszenie.

Ty zawsze przy Mnie Jesteś, bowiem Jesteś ze Mnie.
Ty Jedyna jesteś Mnie Prawdziwym Odzwierciedleniem
Nikogo nie ma tak Prawdziwego jak Ty właśnie Jesteś.
Oto nierozerwalność Nasza, Miłość w Istnieniu Odwiecznym.

Jednością Nas Jesteśmy pod każdym względem.
Miłością dla Siebie Jesteśmy pod każdym względem.
Prawdą o Sobie Jesteśmy pod każdym względem.
Misterium Boga Jesteśmy pod każdym względem.

Nie zna świat delikatności jak Nasza,
Nie zna świat połączenia jak Nasze,
Nie zna świat czystości jak Nasza,
Nie zna świat tajemnic Naszych.

Więc krople słodyczy Naszej
Zakraplam powoli, delikatnie
W serca gotowe, otwarte
I Boga głodne.

Swami P. SaiSiwa & Siakti

niedziela, 27 lipca 2014

Uwięziony Bóg - wiersz

Uwięziony Bóg - wiersz (2014.07.27)


Jedyne zamieszkanie jakie masz
To moje serce.
Jedyne spojrzenie jakie znasz
To moich oczu.

Jedyny dotyk jaki znasz
To moich dłoni.
Jedyny oddech jaki masz
To nasz wspólny.

Sprowadzona miłością moją,
Uwięziona miłością moją,
Zjednoczeni miłością naszą,
I promienni miłością naszą.

Nasza gra odwieczna...

Swami P. SaiSiwa

Praktyka padamantry

Praktyka padamantry


Są ludzie na tym świecie, którzy nie bardzo się adoptują do dzisiejszego społeczeństwa. Nie dlatego, że nie potrafią, ale dlatego, że nie chcą, dlatego, że intuicyjnie czują że można inaczej. Nie chcą takiej wizji świata, jaką kreuje dzisiejsza pop-kultura, konsumpcjonizm i w ogóle materializm. Jednak to wszystko, co nas otacza, tzn materialny światopogląd nie wziął się z niczego. Kiedyś, oprócz materialnej rzeczywistości wierzono w siły nadprzyrodzone i inny wymiar istnienia niewidzialnego dla nas... Teraz to okazuje się niepotrzebne jak sami ujarzmiliśmy siły natury. Tak zniknęła wiara w nadprzyrodzoność zastąpiona nauką i wszechobecną technologią, co się już raczej nie zmieni szybko. Pozostał element materialny, który zawsze był, to znaczy konieczność radzenia sobie w życiu, czyli zwykłe codzienne zaangażowanie w pracę, pożywienie, rozmnażanie i wypoczynek. Przychodzą jednak na świat dusze, które nawet w tym odwiecznym rytuale materialnej egzystencji człowieka potrafią dostrzec Boskość i ukazują innym jak to uczynić. Jest to ukazanie mistycyzmu dnia powszedniego, ze stałym towarzystwem Boga. Jest kilka jog, które wiążą się ze zmianą podejścia do otaczającej nas rzeczywistości. Poprzednio opisywałem praktyki czysto wewnętrzne, te teraz, padamantra to praktyka postrzegania tego co na zewnątrz. Kiedy wewnętrzny i zewnętrzny świat będzie postrzegany jako Bóg, wtedy staną się jednym.

Wibhuti joga

Wibhuti to łączenie każdej rzeczy naszej rzeczywistości z Bogiem. Jest to sposób na to by poprzez wszystko łączyć się tylko z Bogiem a nie z doczesnym pragnieniem jakiejś rzeczy lub jakiegoś działania. To zawsze postrzegania, że to co się zadziało jest wolą Boga, to co się zadzieje jest wolą Boga, że nasze uwikłanie, czy konieczność podejmowania decyzji teraz jest wolą Boga dla naszego rozwoju. To postrzeganie, że to co do nas przychodzi i co odchodzi jest wolą Boga, a to co posiadamy to Jego własność chwilowo pod naszą opieką. Jest to spalanie powiązań doczesnych na popiół a nawiązywanie wyłącznie do boskości stojącej za wszelkimi wydarzeniami.

Karma joga.

Karma joga to praca bezinteresownie wykonywana. Tu przede wszystkim chodzi o pracę w którą jesteśmy karmicznie uwikłani i zmuszeni wykonywać dla swojego przetrwania i utrzymania przyzwoitego poziomu życia. Dlatego po pierwsze w karma jodze rewiduje się i ucina to co zbędne. Ogranicza pragnienia do zrównoważonego zdrowego poziomu, co można by było nazwać ekologią ludzkiego życia. Po drugie każdą pracę ofiarowuje się Bogu i wykonuje dla Niego. Wykonuje się tak by była najlepszej jakości, uczciwości, efektywna na ile tylko nas stać. Wynik pracy, zapłata za pracę jest oddawana Bogu całkowicie i Jego dar dla nas, tak by nie pracować z pragnieniem zysku. Do Boga należy wynik pracy, do Niego nasza zawodowa kariera. Nasze zaangażowanie to jakość wedle naszego charakteru a nie stawki godzinowej. Oczywiście ekologia życia wymaga by i praca nie była marnowana i była należycie opłacana, jednak tę troskę oddajemy Bogu w tym sensie, że dbasz o „swoje” interesy, jak o interesy innej osoby, czyli bez zachłanności o zysk, liczeniem na zyska, kalkulowaniem codziennie swego zysku... bo twoje myśli krążą nie wokół Boga, ale pieniędzy. Tak więc w karma jodze jest element wyrzeczenia nadmiernych pragnień i zachłanności na zysk, oraz nieuczciwych sposobów zdobywania pieniędzy.

Maha-karma jogą będzie wspieranie swoimi zarobkami świątynie, sanghę (duchową grupę do której się należy), swego nauczyciela dla biernego wspierania rozwoju i krzewienia duchowości w swoim otoczeniu.

Sewa joga

Sewa joga to praca, która nie przynosi konkretnego bezpośredniego zysku tobie, ale społeczeństwu. Jest to bezinteresowne poświęcenie swego czasu na społeczną aktywność. Dzielenie się swymi talentami i pracą z tymi, co ciebie potrzebują. Ekologiczne granice takiej działalności są też konieczne. Najważniejsze zasady pomagania innym, to:
- żyj tak by tobie nie trzeba było pomagać
- pomagaj dziś na tyle, byś i jutro i w przyszłości nadal mógł pomagać. Czyli unikaj skrajności i nie daj się do nich prowokować.
- pomagaj i uwalniaj, czyli w ten sposób by ci, którym pomogłeś potem też byli zdolni do pomagania.

Tak więc z pomaganiem wiąże się więcej niż tylko nieprzywiązana praca na własne potrzeby, ale myślenie o innych i to też jest forma ofiarowania się Bogu. Ci „inni” to też Bóg a praca bezinteresowna jest pracą dla Boga. Sewa joga wymaga również wyrzeczenia np poświęcenia swojego czasu innym. Robienie takiej kariery zawodowej, by móc też służyć innym, itd. Sam tak czynię, sam świadomie zrezygnowałem z kariery naukowej i wysoko płatnej specjalistycznej zawodowej w IT by mój umysł był zaangażowany w myślenie o Bogu, w działanie dla dobra innych. Specjalistów od technologii mamy dziś aż nadmiar, tak że społeczeństwo da sobie radę i będzie się rozwijać. Ludzi wskazujących własnym przykładem życie w Bogu w obecnej społecznej rzeczywistości zdecydowanie za mało. Stąd mój świadomy wybór.

Maha-sewa jogą będzie aktywna bezinteresowna praca dla świątyni, sanghi, oraz nauczyciela duchowego. Aktywne wspieranie własną pracą daje o wiele lepsze efekty we własnej transformacji niż tylko bierne wspieranie finansowe, gdzie ręce nie są bezpośrednio zaangażowane w pracę.

Sanjasa joga, aczaria joga

Nie są to jogi, to wybrany styl życia (marga), który sam w sobie jest jogą. Kiedyś rozwój duchowy osiąga ten etap, że doczesność tak jest wypełniona Bogiem dla kogoś, iż całe życie chce poświęcić wyłącznie adoracji i kontemplacji Boga w sobie jak i wokoło. Najpierw jest to odrzucenie obowiązków światowych na rzecz wyłącznie skupienia na Bogu i tak staje się sanjasinem. Potem osiągając doskonałość duchowej mądrości (dźniany) naucza innych stając się nauczycielem, czyli aczarją.

Padamantra i powyższe jogi

Padamantra to wielbienie Boga na różne sposoby powtarzając wariacje namamantry z jednym wybranym imieniem. Dlatego wiąże się ta praktyka ściśle z namamantrą i namasmaraną. Rolą padamantry to według definicji wielbiąca mantra wybrane bóstwo w świątyni i jest to raczej długa mantra. Ja jednak używam jej nieco inaczej. Dla mnie jest to długa formuła (nieraz z licznymi wariacjami) pozdrowienia Boga w wybranej formie o wybranym imieniu. Jest to pozdrowienia Boga w koło siebie w każdej rzeczy jaką spotykamy na swej drodze. Związana jest więc z kontemplacją Wszechobecności Boga. Postrzeganie świata na zewnątrz i interpretowaniem go zajmują się nasze myśli a one mają długi proces. Dlatego lekarstwem dla nich jest raczej długa mantra o wielu słowach, dzięki czemu myślenie naturalnie się angażuje i tak zostaje przetransformowane. Mantra za długa zniechęci, bo wymaga skupienia. Zbyt krótka zostanie przeczekana przez myślenie, by potem myśli i tak „myślały swoje”.

Dzięki wewnętrznemu pokłonowi i wypowiedzeniu pozdrawiającej padamantry Boga w tej rzeczy jest znacznie łatwiej praktykować powyższe jogi. Tak otwierasz sobie drogę do postrzegania Boga w tym, co ma ciebie dotyczyć. Czy to rzecz, czy konkretna praca do wykonania, czy służba. To ogromne ułatwienie dla umysłu, zamiast niewolniczego wykonania pracy i potem przymuszonego oddania rezultatów tej pracy komuś czyli Bogu. „Komuś” bo podczas pracy myślało się o czym innym, więc umysł „wziął to sobie” a teraz musi oddać. Dzięki uprzednim pozdrowieniu Boga w tym co ma wykonać, lub mieć do czynienia umysł nie bierze tego dla siebie bo z góry wie że to nie jego. Tak działa umysł i praktyka padamantry. Leczy umysł z fałszywego postrzegania, zaborczości a tym samym wikłania się karmicznego w świat. Dzięki padamantrze wszystkie jogi i wyrzeczenia stają się proste niczym dziecinna zabawa, a więc i radosne.

Szczególnie transformująca jest padamantra w trudnych relacjach a nawet wrogich, pracy niebezpiecznej lub z nieprzychylnymi przełożonymi lub współpracownikami. Codziennie przed rozpoczęciem pracy, tuż przed ich spotkaniem pozdrów Boga w nich, pozdrów Boga w miejscu pracy, pozdrów Boga w czynnościach, które zaraz będziesz wykonywać, tak zmienisz i uzdrowisz swe z nimi relacje, uzdrowisz całe swoje uwikłane życie.

Forma padamantry

Z własnego doświadczenia zauważyłem, że padamantra długości od 6 do 10 sylab jest odpowiednia. Na przykład moją najczęstszą padamantrą jest „Om Dżej Śri Sai Siakti Ram!” Tu jest 6 sylab (nie licząc Om). Ale też może być „Om Dżej Śri Adi Parasiakti SaiLalitabikajaji Namaha!” aż 20 sylab dla bardzo skołowanego umysłu by go przywołać do prządku. Dla imienia „Siwa” będzie np „Om Dżej Śri Sada Siwa Ram”, lub krócej „Om Dżej Śri Siwa Ram” lub „Om Śri Siwa Siankara Ram!”.
Dla imienia Sai będzie dobrze znane „Om Sai Ram!”, „Om Dżej Sai Ram!” lub  „Om Śri Sai Ram!” „Om Śri Bhagawan Sathya Sai Ram!”. Słowo „Dżej” jest swoistym wykrzyknikiem, obwieszczeniem chwały. „Śri” to szacunek. Dla wybrania sobie padamantry najlepiej udać się do swojego Satguru, lub wygooglować w internecie 108, czy 1008 imion dla danej formy Boga i wybać te formy, które zawierają oryginalne imię z namasmarany. Tu jest o wiele większa swoboda twórcza. Potem wybraną formułę pośpiewać, popraktykować...

Praktyka padamantry

Po wybraniu padamantry trzeba sprawdzić czy jest odpowiednia dla nas i pośpiewać ją trochę, wrócić też do pozostałego zbioru z zebranych padamnatr z wybranym imieniem i poczuć każdą z nich. Skuteczność padamantry poczujesz samemu, która najbardziej cię zbliża do doświadczenia Boga we wszystkim w koło, bo taki jest cel padamantry. Ostatecznie jakaś ulubiona pozostanie, która będzie wyrażać w pełni uczucie obecności Boga a zarazem wyrażać twą radość z pozdrowienia Go we wszystkim co cię spotyka. To ważne. Kiedy postanowiłem systematycznie codziennie praktykować padamantrę to miałem już wybraną spontanicznie swoją. Tak kiedyś było z imieniem „Sai”, tak teraz jest z imieniem „Siakti” (boskie imię „Sai” mojego Nauczyciela często wspominam, choć nie praktykuję jako padamantrę).

Skuteczność i wagę tej praktyki podkreśliła Siakti, kiedy wracając z pracy pozdrowiłem drzewo. Ujrzałam wtedy w koronie tego drzewa Boską Kosmiczną Formę Siakti z buławą Wszechwładzy. Byłem głęboko poruszony i od tego momentu uczyniłem padamantrę swą systematyczną praktyką na każdym spacerze. Teraz dla mnie wszystko jest wypełnione Bogiem, czego nie dotykam to Bóg, co nie raz obdarza mój zmysł dotyku czasem wręcz niewyobrażalną błogością. Wszędzie gdzie jestem mam radość bycia, bo zawsze jestem otoczony Bogiem. Myślokształty i energie emocjonalne dotykanych przedmiotów nie mogą mnie zanieczyścić, ludzie nie mogą mnie skazić swym wszechobecnym polskim wulgaryzmem, jestem w nieustannym stanie Wibuthi - spalania zewnętrznych wpływów.

Często, kiedy wyjdę na spacer najpierw mentalnie wykonuję 18 pokłonów w 18 kierunkach świata z wypowiedzeniem padamantry za każdym pokłonem. Tak rozpoczyna się przywitanie Boga wszędzie i we wszystkim. Potem wykonuję 9 pokłonów wewnętrznych witając Boga w sobie również używając padamantry. Następnie wewnętrznie (a jak się jest samemu to też zewnętrznie) kłaniam się i wypowiadam padamantrę do każdej napotykanej rzeczy, jak domy, latarnie, drzewa, samochody, ludzie, zwierzęta, chmury, niebo, deszcz, wiatr, światło latarni, ich promyki, szczebelki ogrodzenia, kwiaty, źdźbła trawy, mrówki, listki, jak i całości oraz zjawiskom przyrody, jak np dźwiękowi, hukowi, grzmotowi, szybkości, upadkowi, gorącu, zimnie, itd. To wszystko to Bóg i Jego obecność dla nas. To już jeden krok do rasalili - błogiego spontanicznego tańca w słodkiej świadomości Boga a oderwaniu od świata. Rasalila to spontaniczny taniec ciała, gdy umysł zalewają strumienie anandy kiedy dusza jest w słodkiej unii z Bogiem.
I tego i tobie życzę, po to się swym doświadczeniem na Drodze dzielę.

Om Śri Sai Ram
Swami P. SaiSiwa



sobota, 26 lipca 2014

Praktyka namamantry

Praktyka namamantry


Namamantra (lub: nama mantra) należy do najprostszych mantr a zarazem najpotężniejszych. Jest to mantra utworzona z Imienia Boga (nama - imię). Jest doskonałą praktyką uzupełniającą do namasmarany, lecz praktykuje się ją inaczej. Jeżeli namasmarana jest oddechem, to namamantra jest biciem serca. Oznacza to, że jest o wiele bardziej dynamiczna. Choć dłuższa nieco, to powtarzana jest o wiele częściej, podobnie do rytmu bicia serca. Oczywiście faktyczna synchronizacja z rytmem serca nie ma tu znaczenia.

Sens namamantry

Jest wiele namamantr utworzonych na wielu imionach Boga i imionach Jego aspektów. W recytacji 108, czy 1008 imion rożnych aspektów boskich każda linijka jest oddzielną namamantrą. Mi jednak nie chodzi o przeróżne mantry śpiewane przy najróżniejszych okazjach. To jest fajne i wiele można tak doświadczyć... Mi chodzi o głębokie dociekanie uczuciem Premy esencji Boskości. Dlatego namamantra jest jedna jedyna i jest dokładnie związana z „oddechem życia” czyli namasmaraną.

Namasmarana to w istocie też przypadek namamantry. Jednak namasmarana  to oddech spokojny w kontemplacji i śnie, szybszy w działaniu, ale nigdy nie zakłócający tego co robisz. Zasypiasz w namasmaranie, budzisz się z namasmaraną, namasmarana towarzyszy za dnia, w odpoczynku i pracy. Ożywia, odżywia, oczyszcza uspokaja, rozświetla, podnosi, pociesza, opiekuje się, rozwiązuje problemy, uzdrawia, napełnia uczuciem, napełnia inspiracją dla umysłu, prowadzi, jest ciągłym towarzystwem Boga, uśmiechem życia w tobie... taki jest ten oddech.

Namamantra z kolei jest życiem uczuć serca, które jak wulkan wybuchają w kierunku Boga.  W namamantrze nic innego robić nie możesz, bowiem nic innego wtedy nie istnieje.To żarliwość duszy, która pragnie już z Bogiem się połączyć, to intensywność oddania tu i teraz!, to natychmiastowe odrzucenie wszystkiego by w uwielbieniu płonąć tylko dla Niego i dla Niego spalić się na popiół... To w końcu niecierpliwość, w której powolność oddechu jest niczym tortury, by aż tyle czekać na wypowiedzenie ukochanego Imienia po Om. Tu, na tę chwilę „wulkanicznej erupcji” uczuć ku Bogu, namasmarana musi ustąpić. Tak poznałem namamantrę, kiedy w namasmaranie, po wypowiedzeniu Om natychmiast zacząłem intensywnie płakać z tęsknoty za wypowiedzeniem imienia, które przecież było sekundę ledwie ode mnie. Żadnej zwłoki! - oto istota namamantry, tęsknota Premy to jej napęd a Połączenie to jej sens. Jakże to dalekie od mechanicznego powtarzania czegokolwiek.

Mantra służy głębokim wewnętrznym studiom Boga, Jego Miłości, Jego Mądrości, Jego Błogości, Jego Prawdy... - to jest prawdziwa dżapa (powtarzanie mantr) tak właśnie praktykuję wszelką mantrę i tego uczę innych. Oczywiście uczucia są różnej dynamiki. Czasem namamantrę chce się śpiewać właśnie spokojnie i podniośle, czasem tańcząc radośnie, a czasem dynamicznie. Jednak jeśli ta jedna wybrana namamantra do wyrażenia twych wszystkich rodzajów uczuć dla Boga będzie użyta, to osiągnie ona ogromny potencjał a uczucia w niej zawarte mogą osiągnąć zjednoczenie w jedno Uniwersalne Uczucie Boga. Dlatego raz wybranego imienia Boga już nie zmieniaj. Bóg to Bóg, wybrane imię Go nie ogranicza; w pełni może przyjść do Ciebie przez każde imię, pod warunkiem, że stanowi Ono dla ciebie Najwyższą Wartość - przy każdej okazji to powtarzam.

Postać namamantry

Jak wspomniałem wyżej, ta jedna jedyna osobista namamantra jest ściśle związana z wielbionym imieniem Boga, Awatara lub Satguru w namasmaranie. Nie znaczy że przy wielu okazjach i uroczystościach nie można kontemplować inne namamantry, tyle że ta jedyna będzie wyrażać cały potencjał uczuć a śpiewać ją będziesz bez okazji, kiedy tylko tak poczujesz. Jeżeli np. wybrałeś do namasmarany imię „Siwa”, czyli „Om-Siwa”, to namamantrą będzie „Om Nama Siwaja”. Dla mnie, kiedy wybrałem (za pozwoleniem Siakti) „Om Siakti” wtedy będzie to „Om Nama Siaktiaja”. Jeżeli wybrałeś imię „Kryszna” to będzie „Om Nama Krysznaja”. Jeżeli wybrałeś imię „Sai” to będzie „Om Nama Saisia” itd. Jest to postać pańciamantry, czyli pięciosylabowej mantry. Mogą też być formy bardziej rozbudowane, jak „Om Namo Narajana”, lub ponownie z imieniem Sai „Om Nama Saiśwaraja”.

Nie każde imię łatwo przetworzyć i nie zawsze będzie to mantra prawidłowa. Tworzenie samemu mantr jest niewskazane, to Bóg, lub Satguru (zrealizowany nauczyciel duchowy) musi je przekazać jako właściwe. W przypadku imienia „Jezus” raczej trudna sprawa i już lepiej śpiewać: „Om, kocham Cię Jezu”, jak się nie ma pewności. Z czasem podpowiedź przyjdzie. Jest też inny bezpieczny sposób stworzenia pańciamantry z dwusylabowego imienia, które trudno odmienić. I tak dla „Jezus” będzie „Om Namo Jezus Om”, dla imienia „Rama” będzie „Om Namo Rama Om”, dla „Budda” będzie „Om Namo Budda Om”... itd. Dla dłuższych imion pańciamantra już nie wyjdzie, bo będzie więcej sylab. Zmieni to nieco dynamikę, ale nie widzę przeszkód w śpiewaniu nieco dłuższych namamantr. Przykładem jest tu wspomniane „Om Nama Saiśwaraja” lub „Om Namo Narajana”.

Co do namamantr z imieniem Sai, to zostały mi przekazane przez Ukochanego Mistrza w medytacji, że są poprawne i przynoszą błogosławieństwo. Chodzi o „Om Nama Saisia” oraz „Om Nama Saiśwaraja”, dlatego można się nimi bezpiecznie radować do woli.

Błogosławieństwo namamantry.

Intensywne powtarzanie swojej namamantry przy wielu okazjach głęboko oczyszcza umysł i serce. Uczucia są sublimowane do boskiej Premy (czysta miłość), wszelka kaama (lubieżność i pragnienia) jest wypalana. Nawet jest wypalana negatywna karma. Wszystko ulega systematycznej transformacji w miarę takich doświadczeń a to dzięki ogromnemu potencjałowi uczuć dla Boga jakie w sobie rozwijasz. Mechaniczność nic nie pomoże a raczej zniechęci. Tak jak sam doświadczyłem, a tylko tak piszę swe teksty, namamantra jest wstanie wymieść w jednej chwili całą szarą energię z aury, oczyścić umysł do czystej promiennej przestrzeni a umiłowana forma Boga przyzywana intensywną tęsknotą ujawnia się teraz w sercu i błogosławi zarazem inspirując duszę tak głęboko, że całe dnie potem jest się w niewytłumaczalnej ekstazie. Można przez te dni zobaczyć formę Boga mieszkającą w każdej komórce ciała, w każdej czakrze siedzi On/Ona na swym tronie i nią zarządza. To ananda w ciele, umyśle i duszy. To głęboka transformacja do kryształowego ciała i aury. Po dłuższym czasie, po latach takiej dżapy (praktyki powtarzania imienia Boga) czyli namasmarany przerywanej intensywną głęboką namamantrą docieramy z różowego serca (jakim jest serce wielbiciela, serce człowieka doczesnego jest zielone i najbardziej zewnętrzne) do niebieskiego serca (siedziby Boga), kiedy niebieskie światło boskości z uprzednio maleńkiej kropeczki w sercu rozrasta się do wymiarów klatki piersiowej a potem na całe ciało. To jest transformacja do boskiego ciała a zarazem wypełnienia Prawdą, to światło Samorealizacji.

Z błogosławieństwami,
Swami P. SaiSiwa


czwartek, 24 lipca 2014

Moralność - inspiracja

Moralność - inspiracja


Moralność to narzędzie by społeczeństwo funkcjonowało, jednakże ktoś, kto odzyskuje pełny kontakt ze swoją duszą ten nie potrzebuje moralności jako zasady, bowiem z natury jest taki. Dusza jest delikatna, to znaczy nie pragnie niczyjej krzywdy, bo wyrządzona komuś krzywda boli jak ją samą. Dusza kocha i ma wiele innych pięknych cnót wypracowanych na drodze do Boga przez wiele żywotów. Tak więc człowiek w pełni kierujący się wrażliwością duszy kieruje się cnotami, które czuje w naturalny sposób więc zasad moralnych na poziomie umysłu nie potrzebuje. Te zasady są sztuczne, jak dla „bezpiecznej jazdy”, jednak i tak ślepej, bowiem w wielu punktach przeczą wrażliwości duszy. Prawdziwa moralność nie jest kwestią „umowy społecznej” ale kwestią odkrycia czym kieruje się przebudzona dusza i przełożenia tego na życie społeczne. Dusza widzi uczuciem więc jest o wiele bardziej wrażliwa niż jakiekolwiek zasady a zarazem wolna od sztywności zasad.

Swami P. SaiSiwa

wtorek, 22 lipca 2014

Praktyka namasmarany

Praktyka namasmarany


Gdym miał wskazać najbardziej podstawową praktykę duchową, od której najlepiej zacząć swój rozwój duchowy zanim wejdzie się w dalsze trudniejsze ćwiczenia to wskazał bym namasmaranę. Z drugiej strony gdybym miał wskazać najskuteczniejszą praktykę, która najgłębiej przenika duszę i jednoczy z Bogiem, to wskazał bym znowuż namasmaranę. Czym jest więc ta niezwykła praktyka?

Najprościej i w skrócie to nieustanne pozdrawianie Boga z każdym oddechem. To połączone oddychanie i pozdrawianie Boga. W ten sposób dusza całkowicie przekierowuje się od doczesności by się zatopić w boskości. Jest to proces piękny lecz wymaga czasu. Nie jest to też łatwa praktyka, choć wydaje się, że to bardzo łatwe. Dlatego podzieliłbym etapy, gdzie każdy etap obejmuje coraz większą część życia - od powtarzania w skupieniu codziennie przez chwilę, po całkowite powtarzanie nawet we śnie.

Jak zacząć

Po pierwsze trzeba wybrać najbardziej ukochane imię, jakim wzywa się Boga, jak się do Niego, Niej, lub TEGO zwraca. Imię to już na zawsze będzie związane z doświadczeniem najgłębszej boskości w duszy. Dlatego raz wybranej namasmarany się nie zmienia, lub taka zmiana kosztuje sporo pracy by nadrobić więź z Bogiem poprzez nowe imię. Czasami jest konieczność zmiany czego sam doświadczyłem, kiedy mój Mistrz, Bhagawan Sai, wskazał mi jaką formę Boga powonieniem adorować ze względu na moją odwieczną relację z Bogiem. Jeżeli ktoś ma wątpliwości, to powinien się poradzić swego Satguru, (Mistrza duchowego).

Imiona i nie-imiona.

Bóg inspiruje wszystkich do rozwoju na niezliczone sposoby poprzez różne tradycje religijne i kulturowe, dlatego każdy będzie miał swoje preferencje w wyborze imienia Boga. Zazwyczaj będzie to kontynuacja wielbienia tej formy i imienia, które było adorowane w poprzednich żywotach. Oto dlaczego jedna imiona przynoszą komuś wiele błogosławieństwa a inne nie. Nie powód to do krytykowania innych tradycji przekazu duchowego, bo inni tam właśnie mają swe duchowe korzenie i tam czerpią inspirację i rozwój.

Przykładem imion będzie: Kryszna, Rama, Jezus, Sai, Budda, Siwa, Wisznu, itd. Może też to być imię Satguru, czyli Oświeconego Mistrza u którego praktykujesz. Nie może to być ktoś, kto jest wciąż obciążony osobowością i indywidualnością czyli nieoświecony nauczyciel, bo przejmiesz to obciążenie.

Niektórzy nie chcą być związani z żadnym imieniem Boga, czując swoją niezależność od jakiegokolwiek imienia. Są takie uniwersalne nie-imiona czyli Budda - co znaczy Przebudzony, albo Paramatma, lub Parabrahman - co znaczy Uniwersalna Dusza. Albo wolą np. nieustannie się nieustannie pytać „Kim - Jestem” bez przyjmowania jakiejkolwiek odpowiedzi umysłem. Albo „Czym - Jest - To?”, lub „Jetem - TYM”, co sprowadza się do tego samego. W sanskrycie to stwierdzenie brzmi „So - Ham”. Sam to przez jakiś czas stosowałem i zalecał bym to raczej jako okresową praktykę, a nie stałą jak namasmarana.

Znaczenie imienia

Rozumiem, że niektórzy nie chcą żadnego imienia i już. Jednak podstawową sprawą, oprócz samego dociekania swej Prawdziwej Natury, czyli Jaźni, jest czy rozwijasz Premę (Boską Miłość) tą praktyką. Dociekanie i Prema mogą być ze sobą połączone i to najważniejsza zaleta namasmarany. Trudno intensywnie kochać pytanie lub stwierdzenie, łatwiej Boga o konkretnym imieniu, formie i nauczaniu. To kolejna zaleta namasmarany z konkretnym imieniem, czyli rozwijanie Premy i praktykowanie konkretnych nauk w życiu, bowiem to jest ostateczną transformacją.

Jeżeli już chcesz wybrać jakieś imię, ale nie masz preferencji, lub boisz wiązania się z „jakimiś” wyznaniami, religiami czy filozofiami, bo ich nie czujesz, lub wręcz obawiasz się to jest jedna rada. Porozmawiaj ze swoim Mistrzem o tym. To co tutaj mogę poradzić, to istnieją imiona Boga, które są związane z najbardziej bezpośrednim przekazem Drogi. Bezpośrednim, czyli omijającym wszelkie zabawy w tradycje kulturowe i religijne. Nadal będzie jednak to twoje subiektywne odczucie. Takimi mogą być Budda, Sai i Siwa. Te trzy. Każde z nich wiąże się z bezpośrednim wskazaniem na Boskość (Adwajta), każde z nich to Oświecenie w formie. Nauki tych form wychodzą poza wszelkie tradycje i religie pomimo że jakieś tradycje religijne wyrosły przy nich. Wiedz, że niektórzy potrzebują jeszcze wsparcia tradycji, inni już nie. Niczego nie krytykuj, niczyjego wyboru, bowiem dla kogoś to samo może stanowić wybór Jezusa, Ramy lub Kryszny i docierać bezpośrednio do Boskości, pomimo, że ich przekazy są mocno „owinięte” religijnością i to na poziomie Boga Osobowego. Wiedz, że Bóg to Bóg i nie jest On ograniczony niczym, żadnymi ludzkimi wyobrażeniami, czy kultami.

Jeszcze ważna uwaga co do wyboru imienia żeńskiego i wielbienia żeńskiej formy poprzez tak głęboką i intymną praktykę jak namasmarana (nie wspominam o innych formach wielbienia). Nie każdy może je wybrać a samowola może doprowadzić do duchowego upadku. W istocie Bogini, pod jakimkolwiek imieniem i formą by nie była, sama musi na to pozwolić. Jest to napisane w starożytnych pismach. Nikt inny nie może zdecydować o tym. Dotyczyło to i mnie, Siakti sama mi wskazał jak mam Ją wielbić i w jakiej relacji. Wiąże się to z relacją duszy do żeńskiej formy Boga. Jeśli chodzi o kobiety, to będą to aspekty (cząstki duszy) samej Bogini wcielonej na Ziemi, jeśli chodzi o mężczyzn to będą to aspekty ich małżonków. Czyli Siakti, czy Parwati może być wielbiona przez aspekt Siwy, Lakszmi może być wielbiona przez aspekt Wisznu, Saraswati może być wielbiona przez aspekt Brahmy, itd. Generalnie jest to spowodowane mimowolną projekcją ludzkich relacji w świecie doczesnym do kobiet na Boga w formie Bogini i dlatego kobiety wielbiące Boginię w wybranej formie są tu raczej bezpieczne. Jest taka forma oddania Bogu jako Małżonkowi, lub Małżonce (Madura Bhawa Bhakti) i to oddanie musi odzwierciedlać odwieczną relacje duszy do formy Boga lub Bogini. Oto tu chodzi.

Jak praktykować

Imię powinno być w miarę krótkie, słodkie i łatwe w mentalnym powtarzaniu. Przed imieniem dodaje się OM i „wymawia” na wdechu, na wydechu ukochane imię. Należy czynić to tak często jak możliwe. W tak wielu sytuacjach jak to możliwe. Nawet podczas snu i marzeń sennych. Nie należ wymawiać mechanicznie, ale z uczuciem i być świadomym oddechu. Nie ze zamęczeniem, czy przymusem, ale radością. W skupieniu obserwując oddech, lub w pracy, obserwując swoją pracę, jako wykonywaną przez Boga. W możliwe każdej sytuacji tak jednocząc się z ukochaną formą Boga, lub samym brzmieniem imienia Boga. Bóg, bezforemny Absolut jest obecny w tym imieniu. Na początek nie będzie wiele czasu spędzonego na namasmaranie, ale z czasem, dzięki wytrwałości praktyka ta rozrośnie się w potężne solidne drzewo wzmacniające twoje życie i duchowy postęp.

Co daje namasmarana

Słodycz i ananda będą udziałem praktykującego. Nade wszystko oczyszczenie umysłu ze zbędnych myśli a skupienie na Bogu. Tak z łatwością można kontrolować umysł, panować nad zmysłami, czyli stać się joginem bez wyrzeczenia się świata i spędzenia reszty życia w lesie. Tak też napływają boskie inspiracje i uczucia, które wskazują drogę, prowadzą, doradzają a nawet chronią. Uczucia i myśli zaczynają się transformować i stawać coraz bardziej świetliste aż osiągając Boskie uczucia. Negatywność stopniowo jest usuwana i zmienia się życie a nawet karma. Ciężar życia ustępuje lekkości a niezrozumienie i ignorancja się rozprasza a pojmowanie życia i Boga pogłębia. Nie ma łatwiejszej drogi do poznania Boga. Człowiek zanurzony w namasmaranie bez wątpienia osiąga Boga.

Z błogosławieństwami dla twej praktyki,
Swami P. SaiSiwa.

niedziela, 20 lipca 2014

Łaska Boga i łaska Satguru na drodze rozwoju duchowego - dyskurs

Łaska Boga i łaska Satguru na drodze rozwoju duchowego - dyskurs


Na ścieżce rozwoju duchowego aspirant duchowy wchodzi w zupełnie nowy świat nieznany ludziom doczesnego życia. Oczywiście, że żyje w dotychczasowym świecie i często nawet w tym samym środowisku. Jest to jednak inny świat wartości i uczuć, inny wymiar mądrości, inne postrzeganie tych samych relacji, inna interpretacja tych samych wydarzeń a nawet inne fizyczne i emocjonalne reagowanie na nie. Wszystko się zmienia, a raczej zmienić się musi dzięki duchowej praktyce, bo nic nie dzieje się samo w rozwoju. To co dzieje się „samo” to tylko nieświadome powtarzanie swych uwarunkowań ludzkich i tym samym przekazywanie ich dalej.

Jak rozwiązywać swoje problemy codzienności, jakie masz kryteria oceny, jak reagujesz na prowokacje wobec ciebie, albo po prostu zwykłe wydarzenia. Poszukując Odwiecznej Prawdy o sobie odkrywasz, że zdecydowana większość twoich reakcji są uwarunkowane tym, czego się uczysz za młodu, a te są nabyte od rodziców. Wszystko jest potwierdzana przez nauczycieli i otaczających ciebie ludzi jako normalne, jako właściwe i ludzkie. Bowiem jesteś człowiekiem... czyli inteligentnym zwierzęciem o rozwiniętej emocjonalności. Ale czy to cała prawda?

Ciało czy dusza?

Wielu wybitnych duchowych Mędrców przeszłości udowodniło, że nie. Że tyle z ciebie człowieka-zwierzęcia, o ile jesteś duchem osadzonym w pojeździe ciała i umysłu - w sanskrycie atmą. Dziwatma to dusza indywidualna, Paramatma to dusza uniwersalna. Odkrywając to rozpoczynasz drogę duchową, czyli jak przestać utożsamiać się z „człowiekiem-zwierzęciem” i wszelkimi jego reakcjami a odnaleźć w sobie to co boskie i to rozwijać aż do pełnej tożsamości z Bogiem, czyli duszą uniwersalną zwaną Paramatmą, albo też Siwą.

To alchemia uczuć i wartości by miks „wody” i „mleka” rozdzielić z powrotem uzyskując pełno wartościowe mleko a z niego potem ubić „masło”. Tu „woda” to cechy ludzkie, „mleko” to cechy duszy, „masło” to boskość a proces „ubijania” to sadhana (praktyka) duchowa. Ubijanie wody, czy wody z mlekiem nic nie da i to jest najważniejsza uwaga dla wszystkich, co przeróżne terapie i programy rozwoju nazywają duchowością. Trzeba rozwinąć ku temu wiwekę, umiejętność rozróżniania pomiędzy rzeczywistym a nierzeczywistym. Rzeczywiste pochodzi od atmy, nierzeczywiste to zwierzęce i ludzkie uwarunkowania, które są nabyte w niezliczonych żywotach. Nierzeczywiste musi być rozpoznane i ujarzmione by całkowicie było tylko sługą, nigdy panem. Rzeczywiste zaś może rozpocząć podróż ale tylko na zasadach dotyczących Rzeczywistego, czyli atmy, ducha. Tylko wtedy to „ubijanie masła” jest procesem duchowym.

Relatywność wiedzy

Ludzkość się zmienia i uwarunkowania życia się mocno zmieniają, ale atma się nie zmienia. To dlatego powstają różne nowe terapie i programy rozwoju osobistego, by dopasować się do wymagań i celów jakie człowiek sobie stawia jako psychologiczna osobowość, która chce mieć satysfakcjonujące życie pod wieloma względami. Duchowość jest inna, atma się nie zmienia, dlatego i proces duchowy się nie zmienia. Nie podlega modzie, ani cywilizacyjnemu postępowi, wiedzy czy nowym filozofiom. Jedynie co się zmienia to wyrażenie tej samej wiedzy w nowym języku pojęć, gdyż kontekst znaczeniowy z czasem się zmienia. Przybywa wiele nowych terminów, stare stopniowo zmieniają swoje znaczenie, jedna zastępuje się innymi itd.

Co jest ludzkie a co Boskie? W tej sytuacji to istna dżungla pojęć w które człowiek jest wrzucony a sam sobie uświadamia maleńką cząstkę tej dżungli. Widzi tylko najbliższe drzewa. Zadając sobie fundamentalne pytania znajduje najróżniejsze odpowiedzi, ma tylko wybrać która go satysfakcjonuje wystarczająco, by przestał pytać, przynajmniej na jakiś czas. Te „wyprodukowane” odpowiedzi przez pokolenia filozofów są tak mnogie, że każdy coś dla siebie znajdzie i zadowoli umysł. Jeżeli jednak dusza wciąż niepokoi umysł to znajdzie dziesiątki terapii, by uczucia też uspokoić... to wszystko ludzkie sztuczki, by życie niezakłócenie toczyło się dalej. Nieliczni tylko wychodzą poza to...

Duchowe wezwanie

Nieliczni tylko wychodzą poza to... bo mają intuicję swych poszukiwań duchowych z poprzednich żywotów i ... Co dalej? Mamy teraz tak przyjazne i socjalne społeczeństwo, że każdemu jest w stanie pomóc na powrót stać się „normalnym”. Jednak są tacy co nie chcą tej „normalności” wiedzeni intuicją. Chcą zmienić wszystko, od edukacji i jedzenia począwszy, przez relacje z naturą i między sobą, po cele życia i jego sens. Wszystkiego chcą szukać na nowo, jakby wyczuwali, że to co jest nie jest TYM, nie jest prawdziwe bowiem nie odpowiada duszy. To ludzi świadomi, budzący się ze snu życia i często osamotnieni. Problem w tym, że w swych poszukiwaniach wciąż nieświadomie używają wyuczonych reakcji i wartości. Część odrzucają a część ciągną za sobą jak kulę u nogi niewiedząc co ich hamuje. Trudno to rozpoznać, bo wszyscy potwierdzają w koło nieprzytomnie, że te obciążenia to normalne i właściwe człowiekowi. To uwięzienie nie wiedzieć z czym doprowadza w końcu do konfliktu z otoczeniem, potem z sobą aż do frustracji, depresji a może i wariactwa a czasem samobójstwa.

Łaska Boga zdobyta wieloma żywotami życia w cnocie, łaska wymodlona by osiągnąć Boga prowadzi najpierw do pomyślnego życia w którym potwierdzamy swoje uwikłanie w człowieczeństwo, ale potem prowadzi wyżej, na ścieżki rozwoju duchowego. Jeżeli jednak nie ma konkretnego przykładu innych wartości, atmicznych wartości w konkretnym życiu, to jak dokonać rozwoju duchowego? Czy sama łaska Boga do rozwoju wystarczy? Czy sama inspiracja, uczucie duszy, którym Bóg bezforemny duszę napełnił wystarczy? Czy samo dopięcie skrzydeł sprawi, że polecimy bez katastrofy? Czy inspirowani do poszukiwania wartości duchowych nie zostaniemy postawieni zaraz w konflikcie z całością społeczeństwa doprowadzając do głębokiej frustracji i zagubienia?

Przykład Nauczuciela (Satguru)

Bóg stwarzając świat stworzył również siedmiu Mędrców i oni byli pierwszym przykładem dla ludzi. Tak to działa. Uwikłań nauczyliśmy się z dominującego wszechobecnego przykładu. Przekroczenie tych uwikłań też się dokonuje z przykładu Wyzwolonych, którzy tego dokonali. Nie inaczej. Bóg doskonale wie co do rozwoju jest potrzebne i obdarza nie tylko swoją łaską do rozwoju, ale i kieruje do Mistrza, by ten był codziennym przykładem życia według wartości atmicznych. Mistrz przede wszystkim swym przykładem naucza, dlatego jest Satguru - prawdziwym Nauczycielem. Jeśli mało jest Mistrzów, jeśli to nie wystarcza i trzeba przetrzeć i ukazać nowe drogi do duchowości, to sam przychodzi jako Awatar, niezliczeni Awatarowie i w zależności od potrzeby działa prowadzi i naucza własnym przykładem jak transformować własne życie do duchowego i ostatecznie boskiego.

O wiele szybciej można sobie uświadomić co ogranicza w obecności tego co tych ograniczeń nie ma. W obecności tego, co nie będzie potwierdzał co błędne. To nauczyciel Prawdy o tobie, bo on zna Prawdę o sobie i nią żyje na przekór dominującemu otoczeniu, a jednak bez konfliktu z nim. To jest prawdziwy nauczyciel, Satguru. Czy to będzie dusza zrealizowana (Mistrz), czy zstąpienie boskości (Awatar) to nie ma znaczenia. Satguru sam żyje Prawdą, sam do tego dochodzi, transformuje swe życie i czyni je doskonałym. Nie przychodzi uwikłany jak inni, dlatego wie co robi, ale przychodzi w uwikłanie w jakim są wszyscy. Bierze je na Siebie rodząc się w nim, potem, kiedy świadomość duchowa się budzi, (wedle zaplanowanego czasu jeszcze przed zejściem) zaczyna się Jego „podróż” duchowa, ale w istocie jest to dla Niego tylko przypomnienie Kim Jest i zaczynają się zmiany. Zmiany te stają się nowym ujęciem duchowości, drogi rozwoju osadzonym w nowych czasach. Cel i proces wewnętrzny jest odwiecznie tan sam.

Oto łaska Satguru, jego poświęcenie, jego współczucie i przyjście dla tych co są gotowi. To łaska niezliczonych bodhisattwów we wszystkich światach. Ileż więcej mocy by musiała mieć dusza, ileż więcej żywotów się odradzać by samej ustanowić drogę wyzwolenia? Bóg, jego współczucie nie pozwala być duszy na Ziemi dłużej niż konieczne dla jej rozwoju. Kieruje duszę do Satguru by dusza tak szybko wzrastała jak to możliwe. Sam przychodzi w niezliczonych Awatarach. Nie siedzi z założonymi rękoma na Wysokościach. Duszom pragnącym rozwoju dopomaga by osiągnęły Mokszę (Wyzwolenie) bez zwłoki na ile to tylko możliwe. Tym jest łaska Satguru - prowadzeniem mądrością osadzoną w bieżącym czasie i bieżących uwarunkowaniach i inspirowanie własnym przykładem. Ta łaska jest od starożytnych czasów bezcenną bo dopełniającą łaskę Boga.

Swami P. SaiSiwa


poniedziałek, 14 lipca 2014

Współczucie bodhisattwy - dyskurs

Współczucie bodhisattwy - dyskurs


Czym jest współczucie bodhisattwy? Mamy wiele bliskoznacznych terminów na określanie współczucia, jednak między nimi czasami jest przepaść jakościowa. Przyjrzyjmy się kilku z nich w skali rosnącej.

1. Litość.

Widzę ten stan jako brak kontaktu z cierpiącym. Jedynie jawne jego użalanie się i prośba powoduje drugiego reakcję. „Zlituj się nade mną, czy nie widzisz jak cierpię?” Oczywiście to nie musi być słowne wołanie, jeśli np. cierpi zwierzę. To też może być tylko obraz, zdjęcie a wołanie zastępuje nasz własny umysł, który interpretuje sytuację. To wciąż tylko interpretacja, a nie kontakt z cierpiącym. Brak tego kontaktu sprawia, że mamy wybór dość swobodny. To też poziom sadystów, którzy nie mając kontaktu z cierpiącym mogą czerpać satysfakcję nad dręczeniem swej ofiary. Mówimy, że nie ma ten osobnik litości dla nikogo. Cóż, przy braku współodczuwania cierpienie drugiego jest tylko informacją a nie własnym cierpieniem.

2. Empatia

Empatia jest umiejętnością wczuwania się w sytuację drugiego. Tu nie tylko jest informacja, ale i nasz umysł jest w takim samym stanie cierpienia jak cierpiąca osoba. Empatia to zdolność odwzorowania w umyśle tego co może czuć druga osoba i dotyczy w zasadzie wszystkich stanów emocjonalnych, nie tylko cierpienia. Dzięki empatii rozumiemy „mowę” sytuacyjną innych istot. Na empatię składa się własne doświadczenie wszystkich tych sytuacji, w tym różne stany cierpienia, ale i radości, czy smutku itd. Bez empatii tak na prawdę nie ma porozumienia.

3. Współodczuwanie

Jak słowo wskazuje to wspólne odczuwanie tego samego bólu czy radości itd. Odczuwanie to nie tylko empatia, bo to również wymiana energetyczna energii bólu, smutku, albo radości, itd. To współcelebrowanie, współuczestniczenie we wspólnej już energii. W piekle to fatalna sprawa, ale w Niebie jest to wspaniałe. Jednak by współodczuwać, czyli wymieniać między sobą energię emocjonalną trzeba się na nią właściwie nastawić, nastroić i to czyni umysł obserwując drugą osobę i odwzorowując jej stan w sobie, a tym jest empatia. W przypadku cierpienia tu nie mamy za bardzo wyboru, bo to nie tylko informacja o cierpieniu (litość), nie tylko ta sama sytuacja w umyśle (empatia) ale i ten sam ból i naturalne jest że przyjdziemy z pomocą natychmiast.

Przewagą współodczuwania nad samą empatią jest to, że w kontakcie energetycznym możemy podzielić się swoją dobrą energią, nastrojem, albo zdjąć choćby częściowo ból drugiej osoby i samemu go przetransformować wedle własnej umiejętności radzenia sobie np, ze smutkiem czy stratą. Ta wymiana energii jest najskuteczniejsza w bliskim kontakcie, kiedy aury się stykają, kiedy wymieniamy słowa. Stąd tyle ulgi cierpiącemu przynosi pobycie nawet z kimś współodczuwającym nawet w ciszy. Przytulenie to najbliższy kontakt i wymiana energii. Informacji samej w sobie nie da się zmniejszyć czy zwiększyć, bowiem co jest to jest, jedynie inaczej rozumieć inaczej naświetlić sprawy które bolą. Co do energii to jest to już określona ilościowa dawka i można ją współdzielić i wspólnie pokonać. Trzeba jednak zaprzestać ją ciągle produkować a do tego potrzebna jest mądrość by nabyć emocjonalnego dystansu do swej trudnej sytuacji.

4. Współczucie

W moim rozumieniu współczucie to umiejętność powstrzymania się od reakcji na odczuwany ból jak w współodczuwaniu. „Boli to i mnie, owszem, może mniej niż ofiarę cierpienia, ale jak pomóc aby na prawdę pomóc?” Współczucie stosuje więc mądrość całego swojego doświadczenia zanim podejmie kroki pomocy, a to dlatego, że właśnie to doświadczenie może „podpowiedzieć”, np, to cierpienie jest konieczne, albo przyniesie dobry skutek transformacji kogoś. Więc współczucie usuwa cierpienie często nie bezpośrednio, nie reaguje impulsem na sam fakt współodczuwania czyjegoś bólu. Czasem musi sytuację wręcz przetrzymać. Dlatego mówimy np. „współczuję ci, ale nie mogę ci pomóc, ponieważ inaczej tylko pogorszysz sytuację”. Możemy być wtedy oskarżeni o brak współczucia i taki osąd nieraz pada. Np pyta ktoś: „współodczuwasz ze mą ten ból? To mi pomóż!” I tu jest zasadniczy błąd w nierozróżnianiu przez cierpiącą ofiarę współczucia i współodczuwania, zwłaszcza kiedy najlepszą pomocą jest uczynić coś zupełnie innego niż ofiara oczekuje od nas. Czasem nawet nic nie czynienie a wciąż to będzie współczucie.

Współczucie opiera się na mądrości zdobytej doświadczeniem życiowym. Nie jest intelektualnym wyborem, kombinowaniem bo kombinować można swobodnie tylko z informacją a to poziom litości - najniższej, wręcz ujemnej kategorii. We współczuciu sami czujemy presję że trzeba coś z tym uczynić, to nie jest zabawa informacją. Bywa to nawet dość trudne i ta presja może wywoływać dodatkowy ból, oprócz tego z którym się współodczuwa. Ale mądrość życia, czy intuicja serca, jak kto woli, każe się powstrzymać od bezpośredniej pomocy a zadziałać inaczej, lub nawet w ogóle nie działać. Może nawet opuścić tę sytuację i się odciąć i nadal to będzie współczucie. Niestety nikt nam już wtedy nie zagwarantuje zarzutów bezduszności ze strony ofiary, która oczekuje działań dokładnie takich, jak sama sobie to wyobraża. Współodczuwanie się na to zgadza, współczucie już niekoniecznie. Współczucie jest dużo trudniejsze od współodczuwania, trudniejsze też do przejścia danej sytuacji, bo wciąż jest obecna empatia i współodczuwanie co może boleć a czasem nawet niszczyć.

5. Współczucie bodhisattwy - bodhiczitta

Bodhiczitta znaczy dokładnie „oświecona wola”. Współczucie bodhisattwy jest to najdalej posunięta mądrość we współodczuwaniu. Bodhisattwa zauważa przede wszystkim, że radości i smutki na Ziemi się przeplatają wzajemnie. Dotyczy to wszystkich przeciwieństw, czyli pomyślność i bieda, zdrowie i choroba, cierpienia i szczęści, itd, itp. Dlatego celem bodhisattwy jest wprowadzenie każdego na ścieżkę do Oświecenia i w ten sposób ostatecznego wyzwolenia od świata dualizmu. Dlatego pomoc bodhisattwy jest skoncentrowana na Oświeceniu. Dobrze być pomocnym i uczynnym, kiedy potrzeba, ale nigdy nie należy tracić sprzed oczu zasadniczego celu, Oświecenia, i mądrości która doń prowadzi, czyli właściwej duchowej wiedzy. To ta sama zasada współczucia, tylko mądrość i działanie skoncentrowane na Oświeceniu dla wszystkich czujących istot.

Czas ludzki jest ograniczony. Możliwości człowieka są ograniczone i tak samo jego moc oraz zdolności. Też moc umysłu, pamięci i pojmowania są ograniczone w ciele ludzkim u każdego. Dlatego trzeba właściwie wybierać, właściwie wartościować, rozwijać wiwekę (zdolność rozróżniania pomiędzy rzeczywistym a nierzeczywistym) aby wybrać to czym na prawdę warto żyć. Czym warto się zajmować chwila po chwili, aby trwale i ostatecznie uwolnić się od cierpienia. Te działania wyzwalające wymagają czasem bardzo pospolitych relacji i zabiegów, ale nie znaczy, że bodhisattwa choć na chwilę zgubił swoją Drogę. Znaczy to tylko, że ludzie z którymi ma do czynienia nie wiele jeszcze są w stanie pojąć i trzeba na to więcej czasu. Próba nakłonienia bodhisattwy do pospolitych masowych akcji dobroczynnych jest bezcelowa. Bodhisattwa może to całkowicie zignorować, jeśli nie widzi w tym podniesienia świadomości, postępu a sam skieruje się całkiem gdzie indziej, tam gdzie jest obecne choćby jedno zrozumienie. Błędny jest upowszechniany stereotyp bodhisattwy pomagający z uśmiechem wszędzie i wszystkim. Takie działanie nawet nie jest możliwe. Bodhisattwa czyni tylko to co jest wartościowe i nie unika poświęcenia ani bólu egzystencji. W istocie ból egzystencji już dla niego nie jest cierpieniem, ma go za nic. Inaczej sam nie był by wyzwolony.

Choćby już tylko jedna istota pozostała 
gdzieś w najgłębszym piekle... pójdę tam!

Oczywiście bodhisattwa też ma trudności w realizacji swych celów. Przede wszystkim nie jest zdolny do nieprawości a szczególnie do zadawania cierpienia, a jeśli się tak zdarzy to jego wrażliwość będzie go palić niczym ogniste piekło. Więc nie ma drogi „na skróty” jak dziś wielu czyni. Druga sprawa to nieograniczone czasem i przestrzenią ślubowania zbawienia wszystkich czujących istot. Czy w ogóle jest to możliwe? Ale z drugiej strony, czy takie kalkulacje jak „możliwe / niemożliwe” mogą zagościć w sercu współczującego bodhisattwy? On nieustannie się wszystkiego wyrzeka dla dobra i inspirowania innych nie bacząc na skutki dla siebie. Poświęcenie i strata to chleb powszedni. Ktoś, kto nie pojął, nie dotknął Nieustraszoności, kto sam nie składał tak wiążących ślubowań z odwagą i pewnością siebie, że raczej Boga pokona, niż sam ustąpi... Kto poważnie nie doświadczył trudności drogi bodhisattwy, ze świadomością, że będą one trwały nieograniczony czas... Ten nie pojmie tej cudownej istoty, jej głębi serca ani na jotę. Jednakże cała miłość Boga będzie stała po jego stronie, i tym bodhisattwa jest potężny.

Swami P. SaiSiwa

niedziela, 13 lipca 2014

Przyczyna przyczyn - wiersz

Przyczyna przyczyn - wiersz (2014.07.13)


Uczucia Nasze Kreacji przyczyną.
Przyczyną przyczyn Kreacji powstania.
Forma moja nie odchodzi donikąd,
Lecz uczucie moje w Twoim się składa.

Skąd anandy błogość Nieba zalewa?
A z Niebios na świat rzekami przelewa?
Jak nie z Naszych serc zjednoczenia!
Jak nie z oczu moich i uśmiechu Twego.

Znów napełniłaś moje serce Sobą
I w pieśń zamieniłaś modlitwę moją.
Wiosno dla wiosen, Ogniu dla ognia.
Szczęście zawstydzasz swoją Osobą.

Swami P. SaiSiwa

Trudności życia i ci co je chętnie sprawiają - dyskurs

Trudności życia i ci co je chętnie sprawiają - dyskurs


Czasem się wydaje, że otaczają nas ludzie, których jedynym celem jest zagnębienie nas na śmierć. Może nie dosłownie na śmierć, ale z pewnością odebranie wszelkiej energii, wszelkiej racji, wszelkiego szacunku, wszelkiej pozycji itd. Czy to w domu, czy w pracy, czy w sprawach sądowych idą za swoją ofiarą krok za krokiem niczym cień, jakby to było jedynym sensem ich życia. No prawie, ale to jest punkt widzenia ofiary. Ci drapieżnicy, strażnicy, kontrolerzy, pijawki, jak by ich nie nazwać, kładą wszelkie przeszkody u naszych stóp, wszelkie bariery na rozwój, czy wszelkie łańcuchy na naszą wolność...

Dlaczego i skąd tacy ludzie się biorą!!!? Pytasz. Już odpowiadam, oni się nie biorą „skądś”, oni są wszędzie. To może być twój wróg, to może być kolega, sąsiad, a nawet współmałżonek, słowem każdy może zagrać taką rolę dla ciebie, bowiem wszystko jest kwestią własnej percepcji innych. Tak więc jest to problem powszechny i właściwe rozpoznanie sytuacji może jedynie pomóc. W swoim domu każdy ma przeróżne przedmioty. Każdy służy do czegoś innego. Widać to po kształcie, kształt jednoznacznie zdradza jego funkcjonalność. Trudniej jest z książkami. Kiedy chcemy sięgnąć po odpowiednie treści trzeba znać kolor okładki, tytuł, albo umiejscowienie. Jakaś cecha daną książkę wyróżni. Np. w zbiorze czasopism, kiedy wszystkie mają ten sam tytuł wyróżni je najszybciej kolor, a na pewno data, ale tej daty trzeba szukać starannie przeglądając czasopisma.

Podobnie jest z ludźmi. Nie każdy do wszystkiego się nadaje. Problem jedynie w tym, że wszyscy są ludźmi, to znaczy każdy wygląda jak człowiek, po którym spodziewać się można wszystkich niezbędnych ludzkich cech. Brak rozpoznania kto co potrafi i na co go stać prowadzi do frustracji. To jakby kluczem do drzwi wejściowych do domu otwierać konserwę. Albo jakby wiertarką odkurzać dywan. W świecie przedmiotów to oczywiste, w świecie ludzi już nie. Każdy człowiek powinien mieć cechy ludzkie, jak inteligencję, wyrozumiałość, delikatność, współczucie dla innych i empatię, życzliwą naturę, uprzejmość, miłość, prawość i poświęcenie... i wiele innych wspaniałych cech. A tu się spotyka brutalność, szyderstwo, przesąd, zawiść, kłamstwo czy prześladowanie... To dysfunkcje charakteru duszy młodej, która nie ma jeszcze rozwiniętych cnót. Cnoty należą do duszy i te rozwijają się stopniowo z życia na życie aż do wystarczającej dojrzałości na Wyzwolenie. Dlatego zamiast narzekania na takich ludzi co nam uprzykrzają życie, zamiast krytykowania ich, lepiej ich prawidłowo rozpoznać. Emocjonalne krytykowanie wiąże nas z nimi i ostatecznie powoduje przepływ ich cech na nas. To wielkie obciążenie, z którego trudno się potem wyzwolić.

Koniecznie, ale to koniecznie trzeba przełamać w sobie tendencję do krytykowania tych młodych dusz. Kiedyś, tysiące żywotów temu byliśmy jak oni. Niech ta refleksja powstrzymuje nas od krytykanctwa w stosunku do innych. Pomyśl tylko jak wiele żywotów i trudności jest do przejścia aby rozwinąć jakąś jedną choćby dobrą cechę. Współczucie i rozpoznanie, rozpoznanie i współczucie. Współczucie uwalania, bo związane jest z mądrością, z pozycją własnego wyzwolenia. Litowanie się wiąże z ofiarą, bo związane jest z emocjonalnym podejściem do czyiś trudności bez ich zrozumienia. Litując się wpadasz w tę samą dziurę i wspólnie płaczecie nad sobą. We współczuciu jest rozpoznanie, mądrość i wyjście.

Niestety, musisz się też uzbroić w cierpliwość i nieprzywiązanie, bowiem dziś tak bardzo nie ceni się mądrości, że twoje rozpoznanie najczęściej zostanie zanegowane i wyrzucone z zarazem ciągłym oczekiwaniem od ciebie, że wejdziesz do tego doła i będziesz się tak samo użalać w imię litości i emocjonalnie pojmowanej miłości. Musisz wtedy powiedzieć jasno i nie dać się zwieść takiej osobie, że na tych „mądrościach” jest oparte twoje życie i nie dasz się z powrotem wciągnąć w starą ignorancję. Negowanie własnej mądrości dla okazania litości komuś to najgorsza opcja, bo samemu się tak ukazuje, że te mądrości i dla nas nic nie znaczą. To zdradziecki krok. Wiedz, że jak żyjesz swoją mądrością, to nawet, kiedy inni ją jawnie odrzucają, to podświadomie są zmuszeni do respektowania jej mocą twojego przykładu.

Jest jeszcze inny aspekt wszystkich przeszkód. Dają się one nam ćwiczyć we własnych cnotach. Tak jest urządzone życie. Zbieraj zawsze wszelką energię, by traktować swoich prześladowców zgodnie z twoimi własnymi wyznawanymi wartościami, a staną się one o wiele głębsze, czystsze i mocniejsze. Cierpliwość, otwartość i wybaczanie... ale i właściwe rozpoznanie. Wybaczanie jest niewłaściwie rozumiane w dzisiejszym świecie, bo nie oznacza ono ponownego przyzwolenia na to co było przedtem, by nas krzywdzić. Wybaczenie to odpuszczenie agresji i chęci odpłaty za krzywdy, ale i konieczność pójścia własną drogą rozpoznania gagatka, by nie miał dostępu do tego, do czego się nie nadaje. Nawet dla bezpieczeństwa jego własnego jak i wszystkich pozostałych. Wybaczyć kierowcy, to nie wyciągać konsekwencji za niegroźny wypadek, ale i też równoczesne skierowanie go na ponowne egzaminy i być może odebranie prawa jazdy. Wybaczenie, czyli bez pretensji i żalu, bez potępienia, ale z właściwym rozpoznaniem na co go stać. Jeśli ktoś nie ma rozwiniętych jakiś cnót, to potrzebuje żywotów by te cnoty rozwinąć, nie można tutaj dać się zwieść czyjąś obietnicą, że się poprawi co do prawości, co do współczucia, co do wyrozumiałości, albo docenienia duchowości, czy innej cnoty. To nie takie proste, to nigdy nie jest natychmiastowe ale zajmuje wiele żywotów. Cnota to nie nastawienie umysłu, to nie program umysłu, który można przyjąć lub odrzucić. Cnota dotyczy duszy a nie umysłu. Dusza się kieruje znacznie wyższym umysłem, to umysł Buddhi, a nie tym co nam towarzyszy w życiu, analityczny rozumowy umysł manas. Czysty kontakt z Buddhi jest dopiero w rozwinięciu tysiącpłatkowej czakry Sahasrara.

Tak więc wykorzystuj czas trudności do ćwiczenia cierpliwości i nieprzywiązania do sytuacji, w której się niekomfortowo znalazłeś. Ta sytuacja przeminie. Tak stopniowo rozwiniesz nieprzywiązanie do życia w ogóle, co jest potrzebne do najwyższego stopnia medytacji, Samadhi. Jak inaczej życie ma ciebie czegoś nauczyć? Pamiętaj, że karmicznie sam sobie tę sytuację sprowadziłeś, więc nikogo nie obwiniaj, a raczej dziękuj za możliwość przejścia tej lekcji już teraz. Jakże wielu ma te trudne lekcji jeszcze przed sobą. W tych trudnościach bądź wierny swej drodze duchowości jeszcze bardziej. Jeszcze bardziej ceń swoją sadhanę, duchową praktykę. Umacniaj siebie, swoje wartości a nigdy rezygnuj by rozwiązać jakiś problem na skróty, bo to nic nie da. Trzeba coś robić by rozwiązywać swe trudności, ale nie kosztem rezygnacji z prawego postępowania. NIE JEST PRAWDĄ, ŻE CEL UŚWIĘCA ŚRODKI. Niddgy, przenigdy nie daj się zwieść temu fałszywemu poglądowi. CEL zawsze jest iluzją, bowiem prawdziwego celu, BOGA nie pojmiesz na tym etapie. To środki jakie podejmiesz są najistotniejsze karmicznie, czy są prawe, czy nie, czy krzywdzące innych, czy nie itd. To jakość podjętych środków decyduje o rozwinięciu swych cnót i umocnieniu ich, czy też o twoim upadku w niższe sfery egzystencji.

Rozwiązuj swoje trudne sytuacje z pracą, z rodziną, z ludźmi, modląc się, polecając ich Bogu, mantrując za nich i posyłając im Światło. To stopniowo ich przemieni a ciebie uwolni, to przemieni twoją sytuację. Czasem to potrwa, ale dobre dzieło wymaga czasu. Bądź uprzejmy zawsze będąc poza zasięgiem ich agresji i knowań i zawsze bądź wierny sobie, swojej duchowej drodze Wyzwolenia, jakby nic się nie stało. To wytrąci ich z pewności siebie. Doceniaj własną drogę coraz bardziej, kiedyś to przeważy i na zawsze rozstaniesz się z tymi, co teraz tak chętnie używają sobie na tobie, a spotkasz tych, co mają podobne wartości i podobnie rozwinięte cnoty. I wiesz co? Jak z nimi porozmawiasz, to odnajdziesz w ich opowieściach podobne zmagania, co teraz twoje trudności.

Błogosławię ci z serca, Swami SaiSiwa.

czwartek, 10 lipca 2014

Czystość i niewinność - Boska inspiracja

Czystość i niewinność - Boska inspiracja


Siakti: Czystość kiedy Ja wypełniam cię Sobą.
   
              Niewinność kiedy ty żyjesz we Mnie.

SaiSiwa: Czystość kiedy Bóg otwiera swoje

                 trzecie oko w moim sercu i staję się
                 świadomym Boga jako Prawdy o sobie.

                 Niewinność kiedy ja otwieram trzecie oko
                 i widzę wszędzie Boga i tylko Boga,
                 jako najgłębszą Prawdę wszystkiego.

Znaczenie:

Siakti zwróciła się do mnie takimi słowami, które w piękny i zwięzły sposób oddają istotę podróży do boskiego aspektu tych cnót. Doświadczyłem tego w sobie, dlatego powyższe stwierdzenie Boskiej Siakti wywołuje we mnie cudowne poruszenie. To doświadczenie tłumaczy, dlaczego odpowiedziałem Siakti w ten właśnie sposób jak wyżej.

Totalna Niewinność

Istotnie stosując nieustannie Wibuthi Jogę, o której wspominałem wcześniej, czyli łączenia wszystkiego z Bogiem osiągamy świadomość wszechobecności Boga.

Nie jest to narzucanie sobie czegoś, ale oczyszczanie się do postrzegania Prawdy. Tak jest kiedy praktykujemy coś co jest zgodne z prawdą. Trzeba zaufać i tu, na tym wstępnym etapie nie ma jeszcze możliwości rozstrzygnięcia czy Boska wszechobecność jest Prawdą. Po wytrwałej praktyce otwiera się trzecie oko na Boga. Widać wtedy wielbioną formę Boga w kryształowych promieniach gdzie się nie zwróci wzroku. To czystość Boga wypełnia wszystko. Tak właśnie tego doświadczyłem. Forma potem znika, ale dzięki otwartemu oku wszystko postrzega się jako wypełnione boskością.

Wtedy czego nie dotykasz, czego nie słuchasz to dla ciebie tylko Bóg. Tak żyjesz w niewinności boskiej, w Totalnej Niewinności, gdyż znikają wszelkie światowe tendencje, pokrętne motywy, bo stoisz zawsze przed Bogiem i tylko Jego dotykasz, tylko Jego słyszysz, tylko na Niego patrzysz. Tak żyjesz otoczony Bogiem. Żyjesz co prawda w „świecie” z punktu widzenia innych ludzi, ale ty tak na prawdę żyjesz w Bogu, bo dla ciebie „świat” stał się Bogiem.

Boska Czystość

Po pewnym czasie takiej praktyki świadomość Boga budzi się w tobie, zgodnie z zasadą, że Bóg tylko postrzega Boga. Stajesz się świadomy tego, że to nie ty, ale w istocie Bóg patrzy z ciebie na świat, który ty postanowiłeś postrzegać jako Boga. Twoja głębia ofiarowania siebie Bogu w najwyższym umiłowaniu sprawia, że pragniesz tylko patrzenia Boga a nie swojego, nie siebie. Tak rozpuszcza się twoje ego oraz złudna osobowość i znikasz w promieniach Boskiego Patrzenia. Doświadczyłem tego, kiedy Pan Siwa otworzył swoje trzecie oko w moim sercu. Moje serce i trzecie oko Pana Siwy to jedno. Stąd tyle uczuć w moim sercu do Siakti.

W ten sposób, kiedy Bóg otworzy swoje trzecie oko w tobie w tobie już nie ma świata i jego spraw, tęsknot ani wspomnień, ale tylko Bóg. Nie ma nawet ciebie ale tylko Bóg. To jest najwyższa czystość - bycie tylko Boga w tobie. Tak więc można stwierdzić, że praktykując Totalną Niewinność osiągamy Boską Czystość - stan Sudhasattwa - próg Oświecenia.

Swami P. SaiSiwa & Siakti

niedziela, 6 lipca 2014

Czystość - inspiracja

Czystość - inspiracja


Na twoją czystość wszystko ma wpływ z czym się spotykasz. Dlatego ważne jest co dotykasz i jak dotykasz, co bierzesz i jak bierzesz, co wyrzucasz i jak wyrzucasz, co jesz i jak jesz, czym oddychasz i jak oddychasz, co myślisz i jak myślisz, co mówisz i jak mówisz, co oglądasz i jak oglądasz, co czytasz i jak czytasz, czego słuchasz i jak słuchasz, co praktykujesz i jak praktykujesz, co witasz i jak witasz, co żegnasz i jak żegnasz, czym żyjesz i jak żyjesz, dla czego umierasz i jak umierasz. Kiedy biorąc w tym wszystkim udział nie pozostawiasz śladów oznacza osiągnąłeś niewinność, która jest gwarancją zachowania czystości a ta wyzwolonej świadomości. Najlepszą praktyką jest odcinanie doczesnych znaczeń od rzeczy a łączeniem ich z Bogiem. Ta praktyka nazywa się Wibhuti Joga.

Swami P. SaiSiwa

Czystość i niewinność - dyskurs

Czystość i niewinność - dyskurs


Niewinność to nie dotykać niczego,
Czystość to nie być przez nic dotykanym.

Czystość i niewinność to kluczowe cechy które należy rozwinąć w dążeniu do Oświecenia. Zarazem same w sobie są Wyzwoleniem, czyli uwolnieniem od świata iluzji. Oświecenie, które samo w sobie jest bezatrybutowe, przejawia się w konkretnych okolicznościach formy życia i przyjmuje również formę, formę cnót. Oto dlaczego człowiek, który nie rozwinął w sobie cnót nie osiągnie Oświecenia, poza może krótkimi wglądami. Te wglądy są rzecz jasna bardzo cenne, ponieważ są najbardziej bezpośrednią wskazówką do czego dążymy. Żaden opis, czy wyjaśnienia nie będą miały właściwego znaczenia, kiedy dzięki zasługom, lub częściej, dzięki sadhanie (duchowej praktyce) nie rozwinie się głębokiego wglądu.

Aby rozwinąć czystość należy rozwinąć niewinność. Aby przez nic nie być dotykanym, to i samemu nie można niczego dotykać. Dotykana rzecz dotyka nas. W sensie energii psychicznych dotykanie przedmiotów sprawia, że energia psychiczna innych osób, które dotykały ten przedmiot przechodzi do naszej aury i stają się częścią naszego myślenia a potem i postrzegania rzeczywistości. Dotykanie jest nie tylko fizyczne ale i mentalne. Skupianie swej uwagi dłużej na przedmiotach już tworzy więź z tym przedmiotem a potem jego pragnienie lub awersję doń. Ta emocjonalna nić astralna sprawia, że teraz jesteśmy dotykani przez ten przedmiot lub osobę. Jeżeli ten przedmiot jest w zasięgu złych wpływów, skojarzeń, albo silnych pragnień czy innych obciążających emocji a jesteśmy dotykani nimi poprzez niewidzialną nić astralną i tak te wpływy udzielają się również nam. To niszczy czystość aury i umysłu. Obce myśli i pragnienia wpływają do naszej aury i zanieczyszczają postrzeganie i myślenie. Tracimy tak swoją czystość, więc i oddalamy się od Jaźni, która jest doskonale czysta. Tracimy tak stopniowo swoją radość a życie staje się ciężarem.

Dlatego nie otaczaj się przedmiotami ogólnego pożądania, traktuj wszystko jak tymczasowe, bo takim jest. Wtedy wpływ jest znacznie mniejszy. Nie oglądaj z takim samym pragnieniem wystaw sklepowych, filmów, muzyki, czy nie przyglądaj się innym ludziom, jedynie ich zauważ by na nich nie wejść, jedynie by rozpoznać ich wibrację i pójść własną drogą. Szanuj swoją czystość, ale i tak musisz brać udział w życiu. Najlepiej by było dotykać tylko czystych rzeczy, nawiązywać kontakt tylko z Bogiem i tylko z Nim się łączyć, ale w takiej sytuacji musiałbyś żyć w odludnej pustelni ale i nawet tam niczego nie dotykać. Lepiej rozumieć i rozróżniać pozytywne wpływy i negatywne. Lepiej podchodzić do wszystkiego bezpragnieniowo i bezinteresownie. Tak nie tworzysz nici astralnych, bo podchodząc do rzeczy i osób, albo zwierząt już masz życzliwy, ale i bezinteresowny stosunek do nich. Życzliwość to stan naturalny atmy, więc i wyzwolonego od więzów człowieka. Tak nawet kiedy dotykasz, nie jesteś sam dotykany. To stan samadhi umysłu, który wycofał się ze świata zmysłów i wszelkich pragnień związanych ze zmysłami.

Trudno mieć tak doskonały zrównoważony umysł, trudno w ogóle funkcjonować w samadhi. Kiedyś, w stanie Sudhasatwa będzie to dla ciebie proste, ale na początku drogi duchowej to bardzo trudne. Dlatego doskonałą praktyką jest dotykać wyłącznie Boga. Wszystko jest Bogiem, we wszystkim jest Bóg. Tak traktując wszystko czego dotykasz, o czym myślisz czy w ogóle masz do czynienia jest dotykaniem Boga, relacją z Bogiem a On spala wszelkie przywiązania i wpływy. Powtarzaj namasmaranę (powtarzanie Imienia Boga z oddychaniem: „OM” na wdech, wybrane umiłowane Imię na wydech) tak często jak to możliwe by nieustannie pamiętać o Bogu w każdej czynności a tak stopniowo przepalisz wszystkie nici cię wiążące z iluzją świata. Wymkniesz się matriksowi uwikłań i wpływów na ciebie. W ten sposób ty dotykasz tylko Boga postrzegając wszystko jednakowo. Ta „jednakowość postrzegania” jest bardzo ważna by usunąć wartość emocjonalną przywiązaną przez ciebie do każdej rzeczy czy osoby a zastąpić przywiązaniem do Boga. Tak rozwiązujesz sieć pragnień a wiążesz się z Najwyższą Czystością, z Bogiem.

Tak rozwijana niewinność zamieni się w mądrość spontaniczności, która nie pozostawia za sobą śladów karmicznych. Czystość we wszystkim pokona iluzję, ją unieważni i sama przemieni się w nieustraszoność. To przepiękny stan, ale dopiero wtedy możemy mówić o wyzwoleniu. Nieustraszoność atmy nie da się porównać do odwagi czy heroizmu, bo te wynikają z rozwiniętych cech. Nieustraszoność atmy jest pochodną czystości, jest prawdziwą Czystością, jest Naturą atmy. W tym stanie niewinność jest zawsze zachowana, bowiem Czystość atmy z natury niczego nie dotyka. Małe dzieci nie mają wyrachowanych intencji kiedy czegoś dotykają, jest to zabawa i spontaniczność. Dlatego mówimy że są symbolem niewinności. Starsze dzieci już uczą się pojęcia korzyści i rozwijają pragnienia.

Kiedy Bóg chciał mi pokazać, że osiągnąłem niewinność ukazał mi się jako dziecko w formie małego Sai Baby i usiadł mi na kolanach. Wiele lat później Bóg w formie Siakti pokazał moją niewinność, kiedy Siakti ukazała mi się w wizji i tańczyła jako dziecko na szczycie wysokiej góry. Ten symbol miał ogromne znaczenie, ponieważ ukazywał mi pomyślne zakończenie procesu kamadahany, czyli spalenia kamy (lubieżności) na popiół. Lubieżność wobec kobiet została całkowicie wypalona a relacja z Siakti czysta i boska. W istocie tak było zanim przyszedłem tu na Ziemię, ale było to wzięcie karmy lubieżności świata na siebie. Proces trwał wiele lat, był bardzo trudny, dlatego Siakti pobłogosławiła mnie swym dziecięcym tańcem.

Innym razem Bóg ukazał mi moją czystość, ukazując w wizji jak siedzę nagi o lśniącej skórze za stołem w dużym salonie. W koło ludzie chodzili i nie widzieli mnie. Zmieszany nieco zapytałem Boga „co to jest?”. Czyżbym stracił swoją niewinność? Bóg w formie Sai Baby wtedy rzekł: „Jesteś-jaki-Jesteś, to oznacza twoją czystość”. Nic mnie nie dotyka, ponieważ mój umysł jest skupiony tylko na Bogu. Bóg, czystość Boga stała się moją czystością. To bardzo ważne, by mistrz, a w moim przypadku Sai Baba, lub Siakti, potwierdził nasz stan duchowego postępu taki lub inny. Inaczej łatwo sobie przypisać to i owo z pozycji ego a więc stracić niewinność i zaraz potem czystość.

Swami P. SaiSiwa

piątek, 4 lipca 2014

Miłość w Prawdzie - wiersz

Miłość w Prawdzie - wiersz (2014.07.04)


Dziś Bóg przed snem powiedział mi, abym pomodlił się wspaniale. „Wspaniale” co za określenie, aż spowodowało, że mój umysł się na chwilę nad tym zatrzymał. Dlaczego nie „pięknie”, „z uczuciem” lub coś podobnego. Ta niewinna prowokacja Boga skierowała moją uwagę z jakim uczuciem się modlę. Uczucia są związane z miłością, zaś wspaniałość z chwałą a ta z Prawdą. To niezwykłe, ale tak, modlić się wychodząc ponad miłość do wspaniałości chwały Prawdy. A czym ona jest? Jak WSPANIAŁA być musi Prawda, skoro z niej rodzi się Boska Miłość! W modlitwie, a raczej mej obecności przed Bogiem narodził się wiersz, nasz wspólnych uczuć wiersz:

Uczucia nasze światem naszym;
Duszy zmysłem dotyku.
Uczucia nasze światłem naszym;
W błogości formy zaniku.

Tu znaczenie wszystkiego jest jasne;
O Pani Nieboskłonu Wszechświata.
W czystości dotyku, niewinności spojrzenia;
Prawda nasze serca i dusze splata.

Prawda Bezkresna, Odwieczna, Zwycięska.
Prawda z której Miłość wszelka się rodzi.
Z której Miłość moc czerpie i wzrasta…
Prawda Jednością naszą Wspaniała.

Swami P. SaiSiwa & Siakti

Podróż Umysłu - inspiracja

Podróż Umysłu - inspiracja (2014-07-04)


Umysł patrzący na relacje i związki
I nimi się wartościujący… - szaleństwo.

Umysł patrzący bramą zmysłów ciała 
Świata uroki ceniąc… - zagubienie

Umysł patrzący na przyjemności ciała 
Wygody i doznań pragnąc… - lubieżność

Umysł widzący siebie i innych jednako,
Harmonii i zrozumienia szukając… - inteligencja

Umysł szukający wartości we wszystkim
Wartości ponad siebie mając… - szlachetność

Umysł badający źródła wartości wewnątrz
Serce swym celem czyniąc… - wiara

Umysł co w sercu ciągle odkrywa
Skarby niezmierzone… - adoracja

Umysł co ze skupieniem tylko serca słucha
Sam myśli swe porzucając… - kontemplacja

Umysł co o sercu zburzył wszelkie wyobrażenie
I w ciszy kompletnej czeka i tęskni… - pustka

Umysł co podjął podróż siebie zostawiając.
Świat zniknął, umysł w sercu zamieszkał… - medytacja

Umysł co przestał działać, sercu berło oddając
Bez ocen i pragnień, jak śpiące niemowlę… - samadhi

Umysł zapomniany, całkowicie wyparował i zniknął
Jak woda pozostawiona w upalny dzień… - Nirwana

Swami P. SaiSiwa


wtorek, 1 lipca 2014

Poznać TO - inspiracja

Poznać TO - inspiracja


Poznać TO znaczy być TYM.
Nie ma innego TEGO poznania.
Być TYM znaczy wszystko zmienić,
Bowiem TO nie jest z tego świata.

Niektórzy utrzymują, że TO poznali
I żyją jak inni, jak do tej pory sami
Ale jest to jak truciznę rozpoznać
I zaraz pić ją, trucizny zachłanni.

Swami P. SaiSiwa