poniedziałek, 14 lipca 2014

Współczucie bodhisattwy - dyskurs

Współczucie bodhisattwy - dyskurs


Czym jest współczucie bodhisattwy? Mamy wiele bliskoznacznych terminów na określanie współczucia, jednak między nimi czasami jest przepaść jakościowa. Przyjrzyjmy się kilku z nich w skali rosnącej.

1. Litość.

Widzę ten stan jako brak kontaktu z cierpiącym. Jedynie jawne jego użalanie się i prośba powoduje drugiego reakcję. „Zlituj się nade mną, czy nie widzisz jak cierpię?” Oczywiście to nie musi być słowne wołanie, jeśli np. cierpi zwierzę. To też może być tylko obraz, zdjęcie a wołanie zastępuje nasz własny umysł, który interpretuje sytuację. To wciąż tylko interpretacja, a nie kontakt z cierpiącym. Brak tego kontaktu sprawia, że mamy wybór dość swobodny. To też poziom sadystów, którzy nie mając kontaktu z cierpiącym mogą czerpać satysfakcję nad dręczeniem swej ofiary. Mówimy, że nie ma ten osobnik litości dla nikogo. Cóż, przy braku współodczuwania cierpienie drugiego jest tylko informacją a nie własnym cierpieniem.

2. Empatia

Empatia jest umiejętnością wczuwania się w sytuację drugiego. Tu nie tylko jest informacja, ale i nasz umysł jest w takim samym stanie cierpienia jak cierpiąca osoba. Empatia to zdolność odwzorowania w umyśle tego co może czuć druga osoba i dotyczy w zasadzie wszystkich stanów emocjonalnych, nie tylko cierpienia. Dzięki empatii rozumiemy „mowę” sytuacyjną innych istot. Na empatię składa się własne doświadczenie wszystkich tych sytuacji, w tym różne stany cierpienia, ale i radości, czy smutku itd. Bez empatii tak na prawdę nie ma porozumienia.

3. Współodczuwanie

Jak słowo wskazuje to wspólne odczuwanie tego samego bólu czy radości itd. Odczuwanie to nie tylko empatia, bo to również wymiana energetyczna energii bólu, smutku, albo radości, itd. To współcelebrowanie, współuczestniczenie we wspólnej już energii. W piekle to fatalna sprawa, ale w Niebie jest to wspaniałe. Jednak by współodczuwać, czyli wymieniać między sobą energię emocjonalną trzeba się na nią właściwie nastawić, nastroić i to czyni umysł obserwując drugą osobę i odwzorowując jej stan w sobie, a tym jest empatia. W przypadku cierpienia tu nie mamy za bardzo wyboru, bo to nie tylko informacja o cierpieniu (litość), nie tylko ta sama sytuacja w umyśle (empatia) ale i ten sam ból i naturalne jest że przyjdziemy z pomocą natychmiast.

Przewagą współodczuwania nad samą empatią jest to, że w kontakcie energetycznym możemy podzielić się swoją dobrą energią, nastrojem, albo zdjąć choćby częściowo ból drugiej osoby i samemu go przetransformować wedle własnej umiejętności radzenia sobie np, ze smutkiem czy stratą. Ta wymiana energii jest najskuteczniejsza w bliskim kontakcie, kiedy aury się stykają, kiedy wymieniamy słowa. Stąd tyle ulgi cierpiącemu przynosi pobycie nawet z kimś współodczuwającym nawet w ciszy. Przytulenie to najbliższy kontakt i wymiana energii. Informacji samej w sobie nie da się zmniejszyć czy zwiększyć, bowiem co jest to jest, jedynie inaczej rozumieć inaczej naświetlić sprawy które bolą. Co do energii to jest to już określona ilościowa dawka i można ją współdzielić i wspólnie pokonać. Trzeba jednak zaprzestać ją ciągle produkować a do tego potrzebna jest mądrość by nabyć emocjonalnego dystansu do swej trudnej sytuacji.

4. Współczucie

W moim rozumieniu współczucie to umiejętność powstrzymania się od reakcji na odczuwany ból jak w współodczuwaniu. „Boli to i mnie, owszem, może mniej niż ofiarę cierpienia, ale jak pomóc aby na prawdę pomóc?” Współczucie stosuje więc mądrość całego swojego doświadczenia zanim podejmie kroki pomocy, a to dlatego, że właśnie to doświadczenie może „podpowiedzieć”, np, to cierpienie jest konieczne, albo przyniesie dobry skutek transformacji kogoś. Więc współczucie usuwa cierpienie często nie bezpośrednio, nie reaguje impulsem na sam fakt współodczuwania czyjegoś bólu. Czasem musi sytuację wręcz przetrzymać. Dlatego mówimy np. „współczuję ci, ale nie mogę ci pomóc, ponieważ inaczej tylko pogorszysz sytuację”. Możemy być wtedy oskarżeni o brak współczucia i taki osąd nieraz pada. Np pyta ktoś: „współodczuwasz ze mą ten ból? To mi pomóż!” I tu jest zasadniczy błąd w nierozróżnianiu przez cierpiącą ofiarę współczucia i współodczuwania, zwłaszcza kiedy najlepszą pomocą jest uczynić coś zupełnie innego niż ofiara oczekuje od nas. Czasem nawet nic nie czynienie a wciąż to będzie współczucie.

Współczucie opiera się na mądrości zdobytej doświadczeniem życiowym. Nie jest intelektualnym wyborem, kombinowaniem bo kombinować można swobodnie tylko z informacją a to poziom litości - najniższej, wręcz ujemnej kategorii. We współczuciu sami czujemy presję że trzeba coś z tym uczynić, to nie jest zabawa informacją. Bywa to nawet dość trudne i ta presja może wywoływać dodatkowy ból, oprócz tego z którym się współodczuwa. Ale mądrość życia, czy intuicja serca, jak kto woli, każe się powstrzymać od bezpośredniej pomocy a zadziałać inaczej, lub nawet w ogóle nie działać. Może nawet opuścić tę sytuację i się odciąć i nadal to będzie współczucie. Niestety nikt nam już wtedy nie zagwarantuje zarzutów bezduszności ze strony ofiary, która oczekuje działań dokładnie takich, jak sama sobie to wyobraża. Współodczuwanie się na to zgadza, współczucie już niekoniecznie. Współczucie jest dużo trudniejsze od współodczuwania, trudniejsze też do przejścia danej sytuacji, bo wciąż jest obecna empatia i współodczuwanie co może boleć a czasem nawet niszczyć.

5. Współczucie bodhisattwy - bodhiczitta

Bodhiczitta znaczy dokładnie „oświecona wola”. Współczucie bodhisattwy jest to najdalej posunięta mądrość we współodczuwaniu. Bodhisattwa zauważa przede wszystkim, że radości i smutki na Ziemi się przeplatają wzajemnie. Dotyczy to wszystkich przeciwieństw, czyli pomyślność i bieda, zdrowie i choroba, cierpienia i szczęści, itd, itp. Dlatego celem bodhisattwy jest wprowadzenie każdego na ścieżkę do Oświecenia i w ten sposób ostatecznego wyzwolenia od świata dualizmu. Dlatego pomoc bodhisattwy jest skoncentrowana na Oświeceniu. Dobrze być pomocnym i uczynnym, kiedy potrzeba, ale nigdy nie należy tracić sprzed oczu zasadniczego celu, Oświecenia, i mądrości która doń prowadzi, czyli właściwej duchowej wiedzy. To ta sama zasada współczucia, tylko mądrość i działanie skoncentrowane na Oświeceniu dla wszystkich czujących istot.

Czas ludzki jest ograniczony. Możliwości człowieka są ograniczone i tak samo jego moc oraz zdolności. Też moc umysłu, pamięci i pojmowania są ograniczone w ciele ludzkim u każdego. Dlatego trzeba właściwie wybierać, właściwie wartościować, rozwijać wiwekę (zdolność rozróżniania pomiędzy rzeczywistym a nierzeczywistym) aby wybrać to czym na prawdę warto żyć. Czym warto się zajmować chwila po chwili, aby trwale i ostatecznie uwolnić się od cierpienia. Te działania wyzwalające wymagają czasem bardzo pospolitych relacji i zabiegów, ale nie znaczy, że bodhisattwa choć na chwilę zgubił swoją Drogę. Znaczy to tylko, że ludzie z którymi ma do czynienia nie wiele jeszcze są w stanie pojąć i trzeba na to więcej czasu. Próba nakłonienia bodhisattwy do pospolitych masowych akcji dobroczynnych jest bezcelowa. Bodhisattwa może to całkowicie zignorować, jeśli nie widzi w tym podniesienia świadomości, postępu a sam skieruje się całkiem gdzie indziej, tam gdzie jest obecne choćby jedno zrozumienie. Błędny jest upowszechniany stereotyp bodhisattwy pomagający z uśmiechem wszędzie i wszystkim. Takie działanie nawet nie jest możliwe. Bodhisattwa czyni tylko to co jest wartościowe i nie unika poświęcenia ani bólu egzystencji. W istocie ból egzystencji już dla niego nie jest cierpieniem, ma go za nic. Inaczej sam nie był by wyzwolony.

Choćby już tylko jedna istota pozostała 
gdzieś w najgłębszym piekle... pójdę tam!

Oczywiście bodhisattwa też ma trudności w realizacji swych celów. Przede wszystkim nie jest zdolny do nieprawości a szczególnie do zadawania cierpienia, a jeśli się tak zdarzy to jego wrażliwość będzie go palić niczym ogniste piekło. Więc nie ma drogi „na skróty” jak dziś wielu czyni. Druga sprawa to nieograniczone czasem i przestrzenią ślubowania zbawienia wszystkich czujących istot. Czy w ogóle jest to możliwe? Ale z drugiej strony, czy takie kalkulacje jak „możliwe / niemożliwe” mogą zagościć w sercu współczującego bodhisattwy? On nieustannie się wszystkiego wyrzeka dla dobra i inspirowania innych nie bacząc na skutki dla siebie. Poświęcenie i strata to chleb powszedni. Ktoś, kto nie pojął, nie dotknął Nieustraszoności, kto sam nie składał tak wiążących ślubowań z odwagą i pewnością siebie, że raczej Boga pokona, niż sam ustąpi... Kto poważnie nie doświadczył trudności drogi bodhisattwy, ze świadomością, że będą one trwały nieograniczony czas... Ten nie pojmie tej cudownej istoty, jej głębi serca ani na jotę. Jednakże cała miłość Boga będzie stała po jego stronie, i tym bodhisattwa jest potężny.

Swami P. SaiSiwa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.